W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Komentarze na gorąco »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2019

Może tych inwestycji w jednym czasie jest jednak za dużo?

2019-01-06

Nie mamy jakoś szczęścia do drogowych inwestycji w ostatnich latach.

medium_news_header_23696.jpg

Nie dosyć, że na długo w pamięci pozostanie nam przebudowa Warszawskiej i Walczaka, to teraz do tamtych traumatycznych przeżyć dochodzą perypetie związane z zamknięciem i remontem Sikorskiego oraz innych ulic.

Remonty same w sobie są oczywiście pożądane, konieczne i mimo swej uciążliwości z natury trzeba je jakoś przeżyć. To logiczne, oczywiste i do akceptacji bez marudzenia. Pod warunkiem jednak, że remont jest mądrze przygotowany, solidnie zaplanowany i rzetelnie realizowany. Zabrakło tego wszystkiego na Warszawskiej i Walczaka, i wygląda na to, że podobnie mają się sprawy z remontami na Sikorskiego. Zamknięcie i wykopki na odcinku od Młyńskiej do Dworcowej przeciągają się ponad miarę i nie tylko irytują coraz bardziej spieszonych mieszkańców, ale i do rozpaczy doprowadzają wielu przedsiębiorców. A za chwilę mają przecież robić jeszcze rondo koło „Rolnika”. I nie oglądając się także na ten rozgrzebany odcinek Sikorskiego (jakby nie patrzeć, centralnej i pryncypialnej ulicy miasta), zamknięto (częściowo na amen) odcinek Sikorskiego od katedry do Herberta. A zgodnie z obietnicami i umową, mieliśmy pod koniec stycznia dreptać tu już po deptaku, ale podrepczemy (albo i nie) dopiero w sierpniu.

Opóźnienia i poślizgi na Sikorskiego urzędnicy tłumaczą niespodziewanymi odkryciami archeologicznymi, które wstrzymywały prace, co stanowi jednak najwyżej połowę prawdy i wywołuje uśmiech politowania wśród osób średnio znających historię miasta, gdyż gdzie jak gdzie, ale w tym miejscu nie tylko historycznych odkryć trzeba było się spodziewać z całą pewnością. Bardziej niż należało więc to uwzględnić w remontowych założeniach i planach. Tak samo jak baczne patrzenie wykonawcy na ręce, dla którego (w tym akurat przypadku) remont naszej pryncypialnej ulicy wcale nie musi być priorytetem, gdyż ma zdaje się w realizacji w różnych miejscach kraju tyle inwestycji, że nie wszystkie ogarnia o czasie. A tego z kolei nie ogarniają już miejscy urzędnicy, których u nas jest ci dostatek, ale jakby za mało.

A może tych inwestycji w jednym czasie jest jednak za dużo? Skoro niepowodzeniem kończą się kolejne przetargi, stale rosną koszty wykonawcze i zaczyna brakować pieniędzy na niektóre pomysły, a rozpoczęte już inwestycje idą nazbyt często jak po grudzie.

Jan Delijewski

P.S. W weekendowym wydaniu „Gazety Lubuskiej” ukazała się publikacja, w której niektórzy radni sejmiku wspierani przez panią marszałek tłumaczą nam w kontekście podziału pieniędzy w regionie, iż „zrównoważony rozwój nie oznacza każdemu po równo”. A poza tym wyjaśniają, że nie można na te podziały patrzeć przez pryzmat jednego budżetu czy roku. Skoro tak, to ja bardzo proszę o sporządzenie bilansu budżetowych oraz unijnych (będących w gestii marszałka i jego podwładnych) wydatków na inwestycje oraz bieżące funkcjonowanie za całe 20 lat istnienia woj. lubuskiego, w rozbiciu na Zieloną Górę, Gorzów i resztę regionu. Taki bilans niewątpliwie pokaże w jakim zakresie województwo i wojewódzkość służy rozwojowi obu stolic oraz pozostałej części lubuskiego.