W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Komentarze na gorąco »
Dominiki, Jaropełka, Łucji , 6 lipca 2020

Nie martwiąc się zbytnio o rosnące długi

2020-03-23

Gorzowski magistrat, za przykładem rządu, postanowił przygotować „pakiet pomocowy” dla lokalnych przedsiębiorców, których szczególnie dotyka szerząca się zaraza.

medium_news_header_27256.jpg

Szkopuł w tym, że trudno mówić o realnej pomocy, kiedy proponuje się  ledwie odroczenie terminu i rozłożenie na raty płatności podatków oraz ewentualne umorzenie odsetek od zaległości. Ta propozycja jest bardziej zabiegiem piarowym niż prawdziwą ulgą dla ludzi prowadzących działalność gospodarczą. Skąd przedsiębiorca weźmie za kilka miesięcy pieniądze na zapłatę np. zaległego czynszu za sklep, skoro jest on z administracyjnego nakazu zamknięty, a po jego otwarciu w niedającej się przecież przewidzieć przyszłości odrabianie strat może potrwać nie miesiące, ale całe lata. O ile w ogóle da się je odrobić. To już lepiej będzie dać sobie spokój z takim biznesem i poszukać samorządowej lub rządowej posady, gdzie bankructwo i widmo długów nikomu nie grozi.

Z drugiej strony trudno pozbyć się wrażenia, że owe wsparcie służyć ma przez wszystkim zabezpieczeniu wpływów do budżetu miasta, nazywane jednak „pakietem pomocowym dla przedsiębiorców”. Może z opóźnieniem, może bez karnych odsetek, ale jednak miasto chce odzyskać swoje należności, nie oglądając się na skutki swej zapobiegliwości. Dlatego, mam nadzieję, że do akcji wkroczą teraz radni, którzy przekonają urzędników, iż perspektywicznie rzecz biorąc lepiej dla kasy miasta będzie zastosować jakieś zwolnienia  i umorzenia opłat, a nie odkładanie ich w czasie. Nawet jeśli trzeba będzie zrezygnować nie tylko z pikników i fajerwerków, ale i niekoniecznych inwestycji lub zakupów w tym roku.

Podobnych działań, ale na znacznie szerszą skalę oczekuję także od rządu, chociażby w odniesieniu do ZUS-u. Kredyt to ja mam w banku, od rządu oczekuję zwolnień i umorzeń przynajmniej na 2-3 miesiące bez zaporowych warunków, by przetrwać na rynku, nie martwiąc się zbytnio o rosnące długi. Najnowsza propozycja prezydenta RP i rządu w sprawie zwolnienia z obowiązku płacenia składek ZUS dla mikroprzedsiebiorców, którym przychody spadły o ponad połowę w stosunku do lutego 2020, to krok w dobrym kierunku, ale pomoże tylko części małych przedsiębiorców. Zacznijmy od tego, że ogromna masa firm, którym przychody spadną ponad 50% nie przetrwa na rynku i zwolnienie z opłat na ZUS nic tu już nie pomoże. Poza tym, jak komuś spadły przychody o 49%, to trzeba i należy pozwolić mu bankrutować? Żeby zbankrutować czasami wystarczy przecież spadek przychodów o 30%. A często nawet przy spadku  przychodów, czyli obrotów o 30%, dochody, czyli zarobek wielu osób prowadzących własną działalność gospodarczą może już wynosić mniej niż zero, bo mają np. duże koszty prowadzenia swego biznesu. Ponadto w wielu dziedzinach gospodarki początek roku bywa chudy i całkiem sporo firm dopiero wiosną odbija się od  ekonomicznego dna. Tym razem nie będą miały nawet od czego się odbić, skoro punktem odniesienia ma być luty.

A co będzie z tymi, którzy sezonowo, czyli od wiosny do jesieni zarabiają na swoje całoroczne utrzymanie? Oni jeszcze strat nie mają, ale w tym roku raczej nie zarobią. Nawet nad morzem…

Inną zupełnie sprawą są powstające właśnie zatory płatnicze, które dodatkowo rujnują małe, średnie i także duże firmy.

Jan Delijewski

Fot. UM