W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Luizy, Włodzmierza, Zuzanny , 11 sierpnia 2020

Uroda spaceru nad Wartą

2013-04-27

Dużo wolnych dni, dobra pogoda, nic tylko trzeba się wybrać na wycieczkę. Najprościej pójść nadwarciańskim wałem kilkanaście kilometrów, potem zawsze można wrócić pociągiem.

medium_news_header_3573.jpg

Nasza wycieczka zaczyna się w Kłopotowie, czyli kilka kilometrów od Witnicy. Do miasteczka nad Witną można dojechać pociągiem. Potem z dworca kolejowego skręcamy w prawo i po dwóch kilometrach dochodzimy do wału. Jak mamy szczęście i woda jest nisko to na horyzoncie zamajaczy słynny prom, postrach kierowców zza granicy z GPS, którzy wybierając najkrótszą drogę od granicy do Witnicy, zawsze natrafią na prom i potem już jest tylko strach w oczach i przerażenie.

W lewo i prosto

My kierujemy się w lewo, pod prąd rzeki Warty. I cały czas idziemy nadwarciańskim wałem. Wygodna to droga, szeroka, co jakiś czas pokazują się nadrzeczne ptaki. Mnóstwo tu kaczek, czapli, bocianów, łabędzi. Co jakiś czas na polach można zobaczyć stadko saren, bywa i jeleń się pokaże.

Po kilku kilometrach marszu po lewej stronie pokazują się Pyzany. Bardzo ciekawa to wieś, bo jedna z nielicznych, które po II wojnie światowej w całości przeniosła się na Ziemie Odzyskane – żeby posłużyć się językiem i terminologią tamtych czasów. To Kozaki na Kresach. Jednym transportem przyjechali tu wszyscy, łącznie z księdzem proboszczem i kościelnymi przyborami. W ubiegłym roku wieś doczekała się kolejnej już monografii, którą wspólnie opracowało grono międzynarodowych studentów.

Mijamy Pyrzany i idziemy dalej.

Najdłuższy warciański most

Po jakimś niedługim czasie dochodzimy do Świerkocina. Tu właśnie znajduje się najdłuższy most leżący nad Wartą. Charakterystyczne niebieskie przęsła widać zresztą z dość dużej oddali. Wchodzimy do wsi, skręcamy w lewo i po kilkudziesięciu metrach przechodzimy przez szosę, aby znów wejść na szlak wiodący dalej do Gorzowa.

Warto jednak mieć w pamięci, że w letnich miesiącach działa tu ZOO Safari Park, czyli miejsce, gdzie można pooglądać dzikie zwierzęta. W parku działa też mała gastronomia., więc jeśli mamy więcej czasu można tu zrobić sobie odpoczynek.

My jednak wybieramy łazęgę i idziemy dalej.

Na horyzoncie bardzo dobrze widać wysokie wzniesienia moreny czołowej III zlodowacenia, które ostatecznie ukształtowało te tereny. Droga wiedzie cały czas wałem.

Ameryka nad Wartą

Spokój i natura powodują, że turysta zaczyna sobie przypominać historię tych terenów. A jakżeż ona jest ciekawa. Przecież jeszcze do połowy XVIII wieku Warta tworzyła na tych ziemiach jedno wielkie bagnisko. Płynęła wieloma korytami, była trudno spławna. Nadbrzeże było wyludnione, puste. Aż trzeba było Fryderyka II Wielkiego, króla pruskiego, który powiedział - basta. I zlecił Baltasarowi Schönbergowi von Brenckenhoffowi meliorację tego terenu. Przedsięwzięcie, jak na owe, ale i nasze czasy, było przeogromne, kosztowało krocie i wymagało olbrzymiego nakładu pracy.

Efekt – osuszona płaska przestrzeń, którą można było zasiedlić i właśnie to zrobił Fryderyk II Wielki. Powstała sieć wiosek i wioseczek nazywanych po dziś Ameryką nad Wartą. A to za sprawą egzotycznych nazw, jakie nosiły – była bowiem Jamajka, Ceylon, Saratogra i wiele wiele innych. Po dziś zachowała się jedynie Malta – mały przysiółek z trzema domami.

W tamtych czasach, przypomnijmy, druga połowa XVIII wieku, każdy, kto zdecydował się tu osiąść, dostawał chałupę, kawałek pola, krowę i zwolnienie z podatków i opłat wszelakich na pięć lat.

A legenda chce, aby kolonizacja odbyła się w taki sposób. Otóż dnia pewnego do Władcy, Fryderyka II Wielkiego przybyła delegacja biednych pruskich chłopów i poprosiła o zgodę na emigrację do Ameryki. Krewki władca najpierw się oburzył, że włościaństwo czegoś chce, potem się zamyślił i oznajmił – Chcecie do Ameryki? Dobrze, dam wam Amerykę i tak powstała Ameryka nad Wartą, czyli tereny, po których właśnie idziemy.

W Gostkowicach woda szumi

No i dochodzimy do przepompowni w Gostkowicach. Dziś to nowoczesny budynek z nowymi urządzeniami, które pompują wodę z łęgów warciańskich, bo trzeba pamiętać, że zmeliorowane tereny leżą poniżej lustra rzeki i stale trzeba odprowadzać wody gruntowe. Obok nowej pompowni stoi stary budynek, zachowany w dobrym stanie. Warto na chwilę się tu zatrzymać i popatrzeć na zabytek. Po kilkudziesięciu metrach dochodzimy do zejścia z wału i już mamy przystanek podmiejskiego autobusu. Jeśli nie chcemy czekać, możemy się przejść jeszcze kolejnych pięć kilometrów do Bogdańca. Droga wiedzie asfaltem po płaskim jak stół terenie. Po drodze miniemy kilka wioskowych kapliczek.

W Bogdańcu możemy wsiąść do szynobusu i dojechać do Gorzowa. Całość wycieczki liczy około 15 km i trzeba liczyć na to około sześciu do siedmiu godzin. Trzeba też pamiętać, że po drodze nie ma raczej sklepów i warto wziąć ze sobą wodę i kanapki. Na pewno się przydadzą.

Renata Ochwat