W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Luizy, Włodzmierza, Zuzanny , 11 sierpnia 2020

Spacerkiem po podgorzowskich lasach

2013-06-24

Piękne sosny, dęby i buki można pooglądać na krótkiej wycieczce, na jaką warto się wybrać w wolnej chwili.

medium_news_header_4131.jpg

Tym razem szlak prowadzi do popularnych Lip nad ładnym jeziorem.

Szlak zaczyna się w Wojcieszycach, na drodze prowadzącej do strzelnicy. I od razu wchodzimy na zielony szlak rowerowy. To piękna droga, wiedzie lasami doprawdy nie sposób się zgubić. Trasa najpierw wiedzie prosto, potem ostro wywija w lewo. Znaki są nowe, nie trudno zauważyć. Po drodze mijamy piękne oparzelisko, można się poprzyglądać bagiennej roślinności. Ale za długo stać się nie da, bo zwyczajnie bagienko niepięknie pachnie.

W końską drogę

Przy byłej leśniczówce skręcamy w lewo i dalej idziemy po znakach, które wyprowadzają nas nad jezioro Ostrowite. Jego tafla pobłyskuje przez drzewa. To znane łowisko i często można tam zobaczyć parkujące samochody. Jak już tu jesteśmy, to trzeba uważać, bo za chwilę skręcać będziemy w lewo, w dość słabo widoczną drogę, która ma oznaczenia tzw. końskiego szlaku. To znaczy – jest omarkowana małą końską główką.

Warto wiedzieć, że to międzynarodowy trakt wiodący z Niemiec do Polski i w zamyśle autorów miał być przeznczony dla turystów uprawiających turystykę na końskich grzbietach. Prawda jest taka, że najczęściej chadzają tymi trasami zwykli turyści piesi, bo wagabundy na koniu jakoś trudno tu uświadczyć. Ale nadal się trudno zgubić, bo znaki dobrze prowadzą.

W końcu szlak doprowadza do drogi szutrowej.

I tu kończą się oznakowania. Na dobrze ubitej drodze trzeba skręcić znów w lewo i iść aż do jej końca.

A teraz plątaninka po lesie

Przy końcu szutrówki widać czerwony znak turystycznej trasy. Ale dalej już ich nie ma, więc trzeba uważać. Idziemy w lewo jakichś 200 m i na rozwidleniu odbijamy w prawo. Znów idziemy jakieś 200 m i znów trzeba odbić w prawo. I to zadanie dla troszkę już obytych w chodzeniu po lesie turystów. Bo droga jest leśna, słabo widoczna, znak, że leśnicy rzadko po niej jeżdżą. Ale jest widoczna. Prowadzi przez jagodziska, więc wycieczkę można połączyć z obżeraniem się leśnymi przysmakami. Cały czas drogą idziemy prosto, nie odbijamy w żadne dukty i ścieżynki. Jak się ma ze sobą kompas, to można sprawdzać kierunek – bo cały czas idziemy na północ. I spokojna droga, wśród paproci i wysokich pięknych drzew wyprowadza nas do cywilizacji, czyli do Lip. Trasa kończy się przy dawnym ośrodku wypoczynkowym Stilonu, dziś prywatnej plaży.

Dwa złote wstęp

Lipy leżą nad jeziorem Lubie i są zlokalizowane na skraju Barlinecko-Gorzowskiego Parku Krajobrazowego. To urokliwa wieś całkowicie zatopiona w lesie. Jak jest skwar, bywa zatłoczona. Jak jest chłodniej, zawsze znajdzie się miejsce dla turysty, który pokonał około 15 km i nie zgonił się w lesie.

Wstęp na kąpielisko kosztuje 2 zł, połowę tego płacą emeryci, renciści, uczniowie i studenci. Trzeba przyznać, że miejsce jest świetnie utrzymane. Duża trawiasta łąka, dobrze wykoszona i wygrabiona, do jeziora prowadzi szpaler z donicami z wiszącymi pelargoniami. Jest miejsce na grilla, zadaszone, pomieści się tam spora wycieczka. Poza tym jest dobrze utrzymana niewielka plaża, taki pomost. Na miejscu działa mała gastronomia, więc można zjeść spóźniony obiad. Naprawdę nie warto siedzieć w domu.

Przejście całej trasy z kilkoma dłuższymi przystankami na kanapki i herbatę z własnego termosu zajmuje około trzech godzin. Tym razem w trasę poprowadził „Naszą Chatę” Michał Żytkowski, za co serdeczne dzięki.

Renata Ochwat