W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Hugona, Piotra, Roberty , 29 kwietnia 2017

Lizbona w jeden dzień może zachwycić każdego

2017-03-22

Już tylko przejażdżka słynnym tramwajem nr 28 powinna być zachętą do odwiedzenia stolicy Portugalii.

medium_news_header_17890.jpg

Poza tym warto przysiąść na nabrzeżu Tagu, bo tam zwykle wiele się dzieje.

O Lizbonie napisano wiele książek, nakręcono tam wiele filmów. Ale urodę miasta posmakować można tylko wówczas, kiedy się przemierza kręte uliczki samemu. Bo Lizbona to przedziwna mieszanka architektury dawnej i nowej, kamienic wyłożonych piaskowcem z kamienicami wyłożonymi azulejos, czyli płytkami ceramicznymi.

Słynny żółty tramwaj

Kiedy się trafia do Lizbony na jeden dzień, tak jak mnie się to przydarzyło, warto przejechać się tramwajem nr 28. To najsłynniejszy lizboński tramwaj, który przewozi turystów obok wielu różnych zabytków.

Wsiada się do niego na przystanku na placu Martim Moniz. Dojechać na plac można metrem, które jest świetnie oznaczone, nie sposób się pogubić. No i na placu warto się rozejrzeć, bo widać z niego mury zamku św. Jerzego, starego, sięgającego czasów Maurów zabytku, z którego Lizbona jest bardzo dumna. Zresztą zamek widać z kilku różnych punktów miasta.

Jestem na Alfamie, najstarszej dzielnicy portugalskiej stolicy. Ustawiam się w kolejce do tramwaju. Po chwili podjeżdża żółta bibmbka, jest stareńka, skrzypi i dzwoni jak nasze gorzowskie tramwaje. Ale różni się tym, że pnie się po wąziutkich i krętych uliczkach Lizbony. Właściwie to trzeba by było wysiadać na każdym przystanku. Ja wysiadam przy punkcie widokowym, z którego rozciąga się pyszny widok na Tag, ale i na kościół św. Wincentego. To jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w Lizbonie. I rzeczywiście warto się tam wybrać.

Do katedry i cmentarza

Po chwili łapię następny tramwaj i jadę dalej, do starej gotyckiej katedry Se. Jak przystało na gotycki kościół, ma prostą architekturę, niemal puste wnętrze. Ale można wypatrzyć tu przepiękna Pietę, która może sią skojarzyć z Pietami Michała Anioła.

Tuż obok katedry parkują tuk-tuki, takie riksze, ale z napędem motorowym. To kolejny popularny środek lokomocji do zwiedzania Lizbony. Ale płaci się ekstra, więc ja się nie decyduję. Za to zaglądam do pobliskiego kościoła, który stoi w miejscu urodzenia św. Antoniego Padewskiego. Zresztą stoi tam figura dobrego świętego.

No i po chwili znów wsiadam do żółtego tramwaju, jadę nim już do końca, do Cmentarza Przyjemności. Tak, tak, tak dokładnie ten cmentarz się nazywa. Cemitério dos Prazeres, bo taka jest portugalska nazwa tego miejsca, jest położony w zachodniej części miasta, w dzielnicy Estrela (kiedyś wchodził w skład dzielnicy Prazeres, która w 2012 roku została włączona w granice administracyjne Estrelii). Jest to drugi największy cmentarz w Lizbonie. Cmentarz Prazeres powstał w 1833 roku, kiedy to Lizbona zmagała się z epidemią cholery – cólera morbus. Powstała wtedy potrzeba stworzenia nowego miejsca, gdzie można chować osoby zmarłe w wyniku epidemii. Nazwa tego niezwykłego cmentarza może budzić mieszane uczucia, jednak jej wytłumaczenie jest bardzo proste i związane z historią tego miejsca. Nazwa „Prazeres” pochodzi od starej nazwy farmy, na terenie której powstało to swoiste miasto umarłych w Lizbonie. Pochowani są tu znamienici obywatele Lizbony. A jego niezwykłość polega między innymi na tym, że nagrobki mają kształt domów z oknami z firankami i drzwiami na zamek. Mnie to miejsce zauroczyło dość mocno.

A teraz pora na crème de la crème

Przenoszę się do turystycznego centrum Lizbony, czyli do dzielnicy Belem. Tu bowiem stoi słynny klasztor hieronimitów. To wielki kompleks klasztorny zbudowany w pierwszej połowie XVI w., uważany jest za perłę i kwintesencję stylu manuelińskiego, czyli specyficznego dla Portugalii połączenia gotyku i renesansu. W roku 1983 budowla została wpisana na Listę światowego dziedzictwa UNESCO, zaś w 7 lipca 2007 r. została ogłoszona jednym z Siedmiu Cudów Portugalii. Warto też wiedzieć, że to tu 13 grudnia 2007 r., podczas szczytu Unii Europejskiej podpisano formalnie tzw. Traktat Reformujący Unię Europejską, odtąd nazywany Traktatem Lizbońskim. Budowla zapiera dech w piersi. Ja szukam grobu Vasco da Gamy, wielkiego portugalskiego podróżnika. I choć nie mam zwyczaju fotografowania się na tle czegokolwiek, tu robię wyjątek.

Poza tym w klasztorze znajdują się groby króla Manuela I i jego żony Marii Aragońskiej oraz króla Jana III i jego żony Katarzyny Habsburg, pisarza Luisa de Camõesa (1527-1570). W arkadach klasztoru znajduje się granitowa płyta, pod którą spoczywa najsłynniejszy portugalski poeta Fernando Pessoa.

Z klasztoru tylko żabi skoczek do Pomnika Odkrywców, który stoi nad samym Tagiem. Za nim wznosi się most 25 Kwietnia, który jest łudząco podobny do mostu Golden Gate w San Francisco. A na sąsiednim brzegu rzeki wznosi się figura łudząco podobna do Chrystusa górującego nad Rio de Janeiro. Tak więc mamy trzy kontynenty w jednym.

Także tu znajduje się wieża Belem, kolejny charakterystyczny zabytek miasta.

I do placu Comercio

To kolejne serce miasta, gdzie można spotkać artystów, cyrkowców i turystów z całego świata. Stąd też można zobaczyć mury zamku św. Jerzego. Także stąd odpływają promy na drugi brzeg rzeki. Tu warto przysiąść na kawę i przekąskę.

I tutaj kończy się moja jednodniowa wizyta w tym wielkim mieście. Nie wiem, czy zachwyca mnie tak bardzo, jak Porto, ale wiem, że chętnie bym tam wróciła.

Renata Ochwat

Warto wiedzieć:

W Lizbonie warto kupić bilet dobowy w cenie 6,15 euro. Pozwala on na przejazdy wszystkimi środkami lokomocji, w tym zabytkowymi tramwajami nr 28. Nie ma limitu przejazdów, więc można sobie wymyślić różne kombinacje komunikacyjne. Trzeba pamiętać, że w Portugalii stoi się w kolejce do tramwajów i autobusów, wsiada się przednimi drzwiami i kasuje się bilety przez przyłożenie do specjalnego urządzenia.

Komunikacja w mieście jest świetnie rozwiązana, jeździ bowiem metro, które dojeżdża do samego lotniska, kursują tramwaje i autobusy miejskie. Komunikacja jest punktualna i wygodna. Tabor jest nowy.

Wizytę w Portugalii, w tym w Lizbonie warto planować na naszą zimę. W Portugalii panują wówczas temperatury do około 15 stopni Celsjusza, nie ma tłoku, bez problemów można przejechać się zabytkowymi tramwajami, a i główne punktu turystyczne nie są zatłoczone.

Nawet jeśli nie kupimy w Polsce mapy miasta, to nie jest żaden problem, bo punktów informacji turystycznej jest mnóstwo, a w nich darmowe materiały przydatne turystom, w tym mapy komunikacji miejskiej.

W Lizbonie warto pojechać na lotnisko, które mieści się w samym centrum miasta. To wielki międzynarodowy port lotniczy z połączeniami transatlantyckimi. Port żyje całą dobę i ciekawym jest oglądanie egzotycznie wyglądających obywateli z różnych krańców świata. Mnie zawsze pasjonują takie obserwacje.

Zdjęcie Lizbony widzianej z samolotu udostępniła Dagmara Kotwicka, za co dziękuję.

DAG_3854.JPG
P1011069.JPG
P1011074.JPG
P1011082.JPG
P1011096.JPG
P1011109.JPG
P1011126.JPG
P1011138.JPG
P1011156.JPG
P1011164.JPG
P1011186.JPG
P1011193.JPG
P1011198.JPG