W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Popływać po Nilu

2017-10-07

Rejs luksusowym statkiem po najdłuższej rzece świata to wielka przyjemność.

medium_news_header_19810.jpg
Tak wyglądają statki pasażerskie pływające po Nilu

- Kurczę, nasz statek wygląda jak Titanic. Oby tylko nie zatonął jak tamten – takie były reakcje części uczestników naszej wycieczki po Egipcie, gdy weszliśmy na pokład olbrzymiego statku Sarah II.

Spędziliśmy na nim cztery noce.

Kręte drewniane schody, czyściutko, luksusowe wyposażenie kabin. A w nich obowiązkowa klimatyzacja, dwa tapczany, lodówka, telewizor, łazienka z codziennie wymienianymi ręcznikami. Na piętrze kilka olbrzymich restauracji. W jednej serwuje się posiłki w formie bufetu szwedzkiego. Wybór bogaty, rozmaite mięsa, makarony, ryże, sosy, surówki z owoców i warzyw, wyjątkowo smaczne ciastka. Kawa, herbata i soki.

- Nasz statek potrzebuje dużo prądu, a wytwarzany jest on przez turbinę napędzaną gazem. Ciastka, które tak wszystkim smakują, wypiekane są na miejscu przez mistrzów cukiernictwa – opowiadał nasz pilot Egipcjanin Zidane.

Nil to najdłuższa rzeka świata. Liczy ponad 6,5 tys. km i około 400 m szerokości. Bez Nilu nie byłoby Egiptu. Wylewające zeń corocznie wody i muł sprawiają, że kwitnie rolnictwo i nie brakuje żywności.

Rejsy luksusowymi statkami po tej rzece stały się popularne na początku XX wieku. Uczestniczyli w nich głównie bogaci Brytyjczycy, którzy długo władali tą kolonią. W literaturze ową formę luksusowej rozrywki rozsławiła Aghata Christie w słynnym kryminale ,,Śmierć na Nilu’’. Pięć trupów, a niezłomnemu komisarzowi Poirot udało się rozwikłać skomplikowaną intrygę. Powieść kryminalna była filmowana dwukrotnie.

Nam żadne sensacje nie przydarzyły się, a tylko same przyjemności.

Wsiedliśmy na pokład statku w Luksorze, starożytnej stolicy Egiptu. W dzień zwiedziliśmy m. in. słynną świątynię w Karnaku, Dolinę Królów z kilkudziesięcioma grobowcami faraonów, sanktuarium i grobowiec królowej Hatszepsut oraz kolosy Memnona.

Po powrocie ze zwiedzania miła niespodzianka. Gorące ręczniki z pojemnika z parą na otarcie potu oraz do wyboru herbaty z chibiscusa lub mięty. A o godzinie 17.00 na najwyższym pokładzie tradycyjna angielska herbata z ciasteczkami. Okazja do towarzyskich pogawędek.

Wieczorami w obszernym barze występy artystyczne afrykańskich tancerzy i muzyków, połączone z zabawą, do której wciągano turystów.

W nocy nas statek pokonał 280 km. Płynął spokojnie, nic nie kołysał.

Następnego dnia zwiedzanie kompleksu starożytnych świątyń w Edfu oraz świątyń w Kom Omobo. Tej nocy statek pokonał 120 km.

Po śniadaniu dla chętnych wycieczka do Abu Simbel, gdzie staraniem UNESCO przeniesiono olbrzymie świątynie zagrożone zalaniem przez budowaną zaporę wodną. Obiad, a po nim rejs feluką – tradycyjną łodzią egipską z żaglami i zwiedzanie pięknego ogrodu botanicznego. W nocy tylko 60 km.

Następnego dnia przed południem czas na zakupy.

Na przystani jak zwykle tłumek miejscowych młodych mężczyzn. Zagadują uprzejmie, gdy słyszą, że my z Polski, pada tradycyjne ,,jak się masz’’. Bez pytania o zgodę towarzyszą nam pokazując co lepsze sklepy i targowisko. Na koniec niespodzianka – za poświęcony turystom czas Egipcjanie żądają pieniędzy. Mimo iż żadnej umowy na oprowadzanie po mieście nie było.

Nie mniej natarczywi są liczni dorożkarze z konnymi wozami. Krzyczą ,,one dolar, two dolars’’, by zachęcić do skorzystania z ich usług. Niektórzy wykazują się wielką cierpliwością i towarzyszą pieszym turystom nawet pół kilometra, by skłonić ich do wejścia do dorożki. To krępujące i nieprzyjemne.

Po południu zwiedzanie wioski nubijskiej, poczęstunek herbatą, chałwą i serami. No i okazja do kolejnych zakupów pamiątek.

W nocy docieramy statkiem do Asuanu, znanego z olbrzymiej elektrowni zbudowanej na potężnej zaporze wodnej.

I tak kończy się nam luksusowy rejs po Nilu. W nocy zmiana środka transportu – przejazd koleją do Kairu. W pociągu nie ma już takich luksusów jak na statku. Ciasne kabiny z piętrowym łóżkiem. Na szczęście serwują kolację i śniadanie oraz napoje.

Tylko jeden uczestnik naszej wycieczki był niezbyt zadowolony z tego, co mu serwowano na statku.

- Zapłaciłem dodatkowo sto dolarów za all inclisive na statku, a faktycznie dodatkowo miałem tylko piwo. Tylko ile można pić piwa? – opowiadał rozczarowany Piotr z Warszawy. Inni byli zadowoleni, że zaoszczędzili na tym wątpliwym wydatku.

Rejs po Nilu był więc udany. Nikt nie zaginął. Obsługa statku przy wyjściu rozdawała wszystkim karty pokładowe, zabierając je przy powrocie. Wiedziała zatem, czy wszyscy uczestnicy rejsu są na pokładzie. Zawsze byli o wyznaczonym czasie.

Andrzej Włodarczak

Efektowne schody jak na słynnym Titanicu

 O godzinie 17.00 na górnym pokładzie serwowano nam herbatę z ciastkami

 Obsługa kabin potrafiła efektownie układać świeże ręczniki na tapczanach
W wytwórni wyrobów z alabastru

Wybór sałatek owocowo – warzywnych w naszej restauracji na statku zawsze był bogaty

W koszach na bazarze w Luksorze wielkie ilości herbaty chibiscus