W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Złote kopuły wyznaczają ważne miejsca

2017-11-30

Kiedy się myśli Kijów – stolica Ukrainy, niemal natychmiast pojawia się konotacja – Ławra Peczerska. I właśnie od Ławry zaczęłam swoją przygodę w stolicy Ukrainy.

medium_news_header_20294.jpg

Pojechałam kolejny raz na Ukrainę. Polscy i ukraińscy znajomi ostatnio mi docinali. Jeździsz po jakichś miastach i miasteczkach, a w stolicy kraju nie byłaś. Pojechałam więc do Kijowa. Po to, żeby zobaczyć piękne miasto, stolicę dzisiejszej Ukrainy, ale i stolicę oraz kolebkę Rusi. Tej historycznej krainy, tego centrum. Bo tak naprawdę wszystko się tu zaczęło. Cała państwowość Rusi i potem tego, co z niej wypączkowało. Ale także i miasta tego kraju, gdzie zdarzyło się coś, co barbarzyństwem wielkim było w latach 1931-1933. Mam na myśli Wielki Głód. Nie będę pisać historii, bo wielka biblioteka na ten temat jest.

Ławra i tylko Ławra

Już w Polsce wiedziałam, że pierwszy dzień w Kijowie to będzie Ławra Peczerska. Ja ją czasami nazywam Kijowską, żeby odróżnić od Poczajowskiej. To serce duchowe kraju. Wielki kompleks wielu budynków, które zwyczajnie zachwycają. Wchodzi się do niej przez bramę przy ulicy atamana Iwana Mazepy – znanego nam dzięki dramatowi Juliusza Słowackiego. Mazepa na Ukrainie inaczej jest postrzegany niż we własnym kraju. Brama jest na poziomie ulicy, bilet trzeba kupić, i to warty grosza wydatek. Pierwsza złota kopuła oraz freski ze świętymi tego Kościoła.

Za bramą rozpościera się widok na sobór Uspieński. Po bokach budynki bramne, gdzie można zobaczyć wiele wystaw związanych z historią Ławry. Trochę czasu trzeba poświęcić, żeby dokładnie te ekspozycje zobaczyć. Ale warto. Jednak Sobór Uspienski przyzywa. Przepiękna budowla w stylu baroku ukraińskiego. Białe ściany, złote kopuły. Obok słynna dzwonnica. No nie, tam nie idę, bo kręcone schody, nie dam rady. Wchodzę do Uspienskiego Soboru. I tu zachwyt pełen. Takiego ikonostasu nie widziałam nigdzie wcześniej. Trwają modlitwy. Tam zawsze trwają modlitwy. Idę dalej i coraz większy zachwyt. Zdjęć nie można robić. Złamałam zakaz. Jedno jest. Wszędzie kapie od złota. Stoję przytulona do filaru. Patrzę na tę świątynię. To najważniejszy sobór, odbudowany po 1990 roku, po roku, kiedy Ukraina odzyskała niepodległość. Niewiarygodne. Ale prawdziwe. Uspienski sobór. Mnie maksymalnie zachwyca.

Potem czas na kolejny – z zielonymi kopułami. To refektarz. No i tu już nie udaje się zrobić zdjęć żadnych. Babuszki pilnują. Nie znam nikogo, kto wszedłby w spór z babuszkami. Zachwycają mnie malowidła, spędzam tam trochę czasu. Każdemu rekomenduję, bo to czas bezcenny. Malowidła, świece, coś niezwykle intersującego. Refektarz stoi obok Uspienskiego. Bilet do Ławry daje wejście do tego miejsca. Nie wolno przegapić.

I do pieczar droga prowadzi

Z refektarza wskaźniki prowadzą do Pieczar. Wszak Ławra nie bez przyczyny zwana jest Peczerską. Pieczary – Peczery to miejsce, gdzie pochowani są znamienici mnisi, zakonnicy, którzy tylko sławę jej budowali i sławy przysparzali. Wiedzie do nich chodnik oraz mapka, którą się dostaje, jak się bilet do Ławry kupuje. Bo kupić jednak trzeba. Ale w tym przypadku porzucić trzeba mapkę i napomnienia pani w kasie. Warto natomiast patrzeć, gdzie podążają prawosławni wierni. Bo oni mijają pierwszy budynek z informacją, iż tu wejście jest do Pieczar Bliższych. Idą dalej. I za nimi trzeba pójść. Dochodzi się bowiem do miejsca, w którym do Pieczar Bliższych wchodzą właśnie wierni. I to jest coś niebywałego. Bo jak kobieta nie ma spódnicy, to się musi ubrać w taki okropny fartuch – darmowy, żeby tam wejść. Zaczyna obowiązywać klauzula absolutnego milczenia. Warto kupić świeczkę. I idziemy. Pieczary, te Bliższe i te Dalsze to miejsce pochówku wybitnych duchownych. To trumny i ikony z ich wizerunkami. To małe korytarzyki oświecone płomieniami świecy, swojej albo kogoś innego. Przeszłam, ale nigdy więcej w Pieczary nie zajrzę, choć do Kijowa zamierzam wrócić. I do Ławry też. Do pieczar nie. Polecam jednak, bo trzeba się osobiście przekonać.

Kiedy wyszłam z Pieczar, pogapiłam się na duchownych, bo ich tam dużo zobaczyć można. Poszłam na cmentarz przy kolejnej cerkwi i zobaczyłam pomnik. I ten pomnik sprawił, że wyszłam z Ławry. Po wielu godzinach, ale jednak.

Pomnik, katiuszka, Afganistan i Wielki Głód

Z Ławry widać wielki pomnik. To pomnik Matki Ojczyzny. Wielka statua, którą generalnie widać niemal zewsząd. Obok znajduje się muzeum pod chmurką, gdzie można zobaczyć inne artefakty z Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, jak choćby katiuszkę. Z Ławry to tylko krok. Rodowici Kijowanie się mocno burzą, kiedy się ich pyta o drogę, która w gruncie prosta jest. Rodowici Kijowanie mówią jednym słowem. Ławrę odwiedzać trzeba i Sofię a nie to okropne coś. Fakt. Ale to okropne coś to też historia i też trzeba.

Tam też, tuż obok Ławry jest pomnik, zwykle pomijany przez przewodników, a szkoda i żal, bo to pomnik żołnierzy, którzy polegli na bezsensowniej wojnie w Afganistanie. To lata 1979-1989. Nie będę o tym pomniku pisać więcej. Powiem tylko tak. Znam różne artefakty na Ukrainie, znam. Nie znam innego, który tych chłopaków upamiętnia.

No i potem, jak już ulicą Iwana Mazepy wracam do metra, cudowny nota bene sposób komunikacji, spotykam park pamięci. Upamiętnieni tam są herosi II wojny. Rozumiem. Tak trzeba. Ale i w tym parku jest i monument poświęcony ofiarom Wielkiego Głodu. Temu barbarzyństwu, które do głodu doprowadziło Ukrainę, ten Spichlerz Europy.

Jak jeżdżę na Ukrainę, to z reguły celuję w listopad. Bo tam wówczas obchodzi się rocznicę. Byłam w kilku cerkwiach, jak choćby w katedrze św. Jura w Lwowie, kiedy nabożeństwa głodowe się odbywały. Podzieliłam się chlebem. Mnie zawsze szklą się oczy, kiedy tam w tym czasie jestem. I tak samo zaszkliły mnie się oczy, kiedy patrzyłam na rzeźbę Dziewczynki z Kłoskami. Miasto dumne, miasto historyczne, miasto piękne. Kijów. Miasto, które pamięta.

Warto wiedzieć, że…

Miasto ma dwa lotniska. Żuliany niemal w centrum, opanowane jest przez mafię taksówkową, Jak kto późno przyleci, to nie warto oraz nie można korzystać z tej firmy, tuż obok terminalu. Warto i trzeba przejść kawałek dalej. Za bramkami lotniskowymi jest znacznie taniej. I ludzie w taksówkach gadają w zrozumiałym narzeczu.

Jak się już człowiek rozpatrzy w Kijowie, to wie, że wszystko ciekawe i bliskie jest obok metra. Koszt tylko 5 hrywien.

Skoro o hrywnach, to przelicznik jest taki 6 hrywien to 1 złoty.

A jak o hrywnach, to wejście do Ławry kosztuje 70 hrywien. Na Ukrainie i w ich zarobkach, to dużo. Nawet bardzo dużo. Nas to trochę mniej kosztuje. Powiem kolejny raz. Warto i trzeba. Do tych 70 trzeba dodać kolejne chyba 50 hrywien za wejście na dzwonnicę.

Inne środki lokomocji w Kijowie kosztują 4 hrywny – bus, trolly, żółtek. Bus, trolly, żółtek znakomicie uzupełniają i dopełniają metro .

Renata Ochwat

kijow1-1.JPG
kijow1-10.JPG
kijow1-11.JPG
kijow1-12.JPG
kijow1-13.JPG
kijow1-14.JPG
kijow1-2.JPG
kijow1-3.JPG
kijow1-4.JPG
kijow1-5.JPG
kijow1-6.JPG
kijow1-7.JPG
kijow1-9.JPG