W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Eleonory, Lenki, Kiejstuta , 21 lutego 2018

Być na Camp Nou i zobaczyć Messiego

2018-02-03

Zobaczyć Barcelonę i oglądać na żywo piłkarskiego geniusza, jakim jest Leo Messi, na słynnym Camp Nou to marzenie, które towarzyszyło mi od dawna.

medium_news_header_20841.jpg

Przyszedł wreszcie czas, aby je zrealizować.

Mimo wielu obaw, okazało się, że samodzielny wyjazd na mecz Barcelony nie był aż taki trudny i jest o wiele tańszy niż te organizowane przez biura podróży. Podstawową sprawą było odpowiednie zaplanowanie terminu meczu, które w lidze hiszpańskiej podawane są z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Inną ważną kwestią było także zwrócenie uwagi na ciekawe promocje tanich linii lotniczych z Berlina. Po niecałych 3 godzinach lotu można już oglądać piękną i słoneczną Barcelonę. Z wyprzedzeniem należy również rezerwować hotel, a ceny są wówczas bardzo przystępne. Wybór meczu Barcy padł na styczeń, a zakupu wejściówek dokonałem przez oficjalną stronę Barcelony. Bilety można spokojnie wydrukować w domu lub pobrać przez aplikację na telefon. Udało się również znaleźć dwa miejsca obok siebie, co często jest dość trudne, ponieważ bilety zwalniane są przez tzw. socios (członków klubu) w różnych okresach czasowych. Ceny biletów są uzależnione od typu meczu, klasy rywala oraz sektora .

Styczniowym rywalem Barcelony był średniej klasy zespół z Wysp Kanaryjskich - Las Palmas, a bilet kosztował, rok temu, niewiele ponad 30 euro. Okazało się, że na miejscu, tuż przed meczem można było bez problemu zakupić bilety na mecz Dumy Katalonii w kasach stadionu. Także socios przy bramach obiektu odsprzedają przynależne im miejsca Najwygodniej i najszybciej w okolice stadionu można dostać się metrem, docierają tam dwie linie niebieska i zielona, a następnie po dziesięciominutowym spacerze widzimy legendarny Camp Nou. Przed bramami wejściowymi jestem trzydzieści minut przed meczem. okazuje Kibiców nie jest za dużo, nie ma żadnych kolejek, a sam stadion z zewnątrz wygląda niepozornie. Na Camp Nou można wnieść własne jedzenie i picie w małych butelkach. Samo wejście na stadion trwało bardzo krótko, żadnych drobiazgowych kontroli i to było pozytywne zaskoczenie.

Godzina meczu była nietypowa bo 16, słońce mocno oślepiało, a temperatura sięgała 19-20 stopni Celsjusza. Mimo to światła jupiterów na koronie stadionu od dawna były już zapalone. Samo wejście na stadion zapiera dech w piersiach, potężny, choć nie najmłodszy stadion, bo budowany w latach 50-ych XX wieku robi wrażenie. Ta zieleń murawy, piętrowe trybuny, które są bardzo wysokie, ogromna przestrzeń i ten moment, gdy za chwilę zobaczysz gwiazdy futbolu - to wszystko na początku jest niesamowitym przeżyciem. Camp Nou może pomieścić blisko 100 tysięcy kibiców, gdy wszedłem na koronę stadionu świecił on pustkami, ostatecznie na meczu było ponad 83 tysiące kibiców. Tradycją spotkań Barcelony jest odśpiewanie hymnu klubu przy wyjściu zawodników na murawę. Hymn, głośno śpiewany przez socios, kończy się słowami Barca, Barca, Barca, a cały stadion jest wówczas udekorowany flagami Katalonii. Sam doping w trakcie meczu nie jest porywający, a za jedną z bramek prowadzi go klub kibica, który nie jest specjalnie liczny. Na stadionie mnóstwo flag Katalonii, a kibice w koszulkach i szalikach Barcy.

Mecz po sennym początku nabiera rumieńców, a coraz częściej wśród kibiców słyszało się szmer podziwu dla niektórych podań, strzałów czy wreszcie bramek ulubieńca kibiców, czyli Messiego. Na trybunach wiele rodzin z dziećmi, wiele różnych nacji, sporo Azjatów, nie mogło oczywiście zabraknąć także Polaków. Pierwszą połowę obserwuję pod słońce i czekam aż się schowa za horyzontem by w lepszych warunkach oglądać mecz. Zupełnie inna atmosfera jest, gdy stadion oświetlają już tylko jupitery. Mecz był jednostronny, a Barca zaaplikowała rywalom pięć bramek, nie tracąc żadnej. W rolach głównych Luis Suarez i Lionel Messi, którzy zdobyli w sumie trzy bramki. W meczu nie zagrał kontuzjowany Neymar, który kilka miesięcy później opuścił Barcelonę. To był też ostatni sezon trenera Louisa Enrique, który postanowił na jakiś czas odpocząć od trenowania.

Mecz zakończony, zawodnicy bardzo szybko zeszli do szatni, stadion szybko opustoszał. Zdziwiło mnie, że piłkarze nie podziękowali kibicom za doping, jak to ma miejsce na wielu stadionach. Zostaję jeszcze kilka chwil, aby jeszcze napatrzeć się na obiekt, robię ostatnie zdjęcia, by następnie przejść po raz drugi i trzeci wokół stadionu. Odpuszczam wizytę w Muzeum Barcelony, ale udaję się do sklepu klubowego, który ma ogromną powierzchnię, a ceny pamiątek zwłaszcza koszulek są bardzo wysokie. Po wyjściu ze sklepu widzę tłum kibiców, czekają oni na wyjazd swoich ulubieńców z podziemnego parkingu. Co chwila pojawiają się luksusowe samochody z gwiazdami Barcelony, które opuszczają okolice stadionu. Ostatnie spojrzenie na stadion i czas wracać do hotelu.

Rambla - główna ulica Barcelony ,niezależnie od pory dnia tętni życiem, trwa świętowanie zwycięstwa. Można tam spotkać ubranych na żółto kibiców Las Palmas, którzy robią sobie zdjęcia z fanami Barcelony, śpiewają wspólnie, głośno rozmawiają, cały czas gestykulując. Ciężko taką sytuację sobie wyobrazić w polskie lidze piłkarskiej. Marzenie o tym, aby być na słynnym Camp Nou spełnione, sam stadion oraz piękna Barcelona zachwyca i warto było zorganizować wypad do stolicy Katalonii.

Przemysław Dygas

20180203_131437.jpg
SAM_5432.JPG
SAM_5450.JPG
SAM_5460.JPG
SAM_5468.JPG