W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

Miasto słynnego uniwersytetu i wielu pomników

2018-10-13

Być w Estonii i nie pojechać do Dorpatu, czyli dzisiejszego Tartu, to jak być w Wiedniu i nie zjeść słynnego tortu. Piękne miasto urzeka spokojem i zadziwia swoją historią.

medium_news_header_23013.jpg

Pojechałam do Dorpatu, bo bardzo chciałam zobaczyć słynny Uniwersytet, dziś najważniejszą uczelnię Estonii, generalnie jedną z najbardziej znanych uczelni europejskich. No i zwyczajnie nie przypuszczałam, że poza nią zachwyci mnie znacznie więcej.

Od rynku pora zacząć

Tartu, niegdyś Dorpat, to drugie co do wielkości miasto Estonii – uwaga 100 tys. mieszkańców, a więc mniej niż w Gorzowie. Ale niemal 20 procent mieszkańców to studenci. Trudno się dziwić, wszak tu mieści najsłynniejsza uczelnia tego kraju, a generalnie całej Pribałtiki.

Spacer po tym uroczym mieście, z bardzo długą, bo sięgającą XI wieku historią warto zacząć od Rynku. To duży, prostokątny plac, którego osie wyznacza klasycystyczny Ratusz oraz z drugiej strony brzeg rzeki Emajõgi, a wokół stoją klasycystyczne budynki. Mieści się w nich mnóstwo kafejek, restauracyjek, sklepów z pamiątkami. No i przy rynku stoi słynna wąska kamieniczka zwana Krzywą Wieżą. A przed Ratuszem znajduje się słynna fontanna z całującą się parą studentów – znak charakterystyczny miasta.

W samym Ratuszu mieści się Punkt Informacji Turystycznej i miłe panie pokierują dalej.

Do uniwersytetu rzut beretem

Słynny Uniwersytet leży jakieś 200 m od Ratusza. Monumentalny, również klasycystyczny budynek robi wrażenie. A jak się weźmie pod uwagę jego historię, to, że został założony przez szwedzkiego króla Gustawa II Adolfa w 1632 roku, ale na zrębie kolegium założonego przez króla Stefana Batorego, to już jest lekki, kolorowy zawrót głowy. Trzeba zajrzeć na zaplecze głównego budynku, bo tam stoi pomnik szwedzkiego króla oraz można spojrzeć na cytadelę. Poza tym w otoczeniu uniwersytetu jest kilka prostych, klasycznych budynków, w których mieszczą się różne wydziały tej słynnej uczelni.

Dość dodać, że właśnie za sprawą Uniwersytetu Dorpat nazywany bywa Atenami Północy. Przed II wojną światową studiowało tu sporo Polaków, a jak się dowiedziałam niedawno, znów tam kierują się oczy polskich żaków. Trudnością jest jednak język. Wykłady odbywają się bowiem po estońsku.

Do kościoła i dalej nad rzekę

Od uniwersytetu jedna z uliczek prowadzi do perły gotyckiej architektury ceglanej. To ewangelicka katedra pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Obiekt wpisany jest w Europejski Szlak Gotyckiej Architektury Ceglanej. Kościół był wielokrotnie niszczony, paliły go pożary, ucierpiał znacznie podczas II wojny światowej. Ostatecznie jego rekonstrukcja zakończyła się w 2005 roku.

Monumentalna budowla zachwyca. Jednak znakiem szczególnym tej świątyni są unikatowe, oddzielnie modelowane rzeźby z terakoty. Pierwotnie było ich ok. 2000. Wiele z nich zostało zniszczonych podczas przebudowy kościoła, na skutek pożarów i wojen, do dziś przetrwało ich ponad 1000. Początkowo ich liczba przewyższała sumę wszystkich pozostałych rzeźb terakotowych, powstałych w średniowieczu w świecie cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Najstarsze rzeźby maja ponad 700 lat. Oryginały znajdują się w pobliskim muzeum, w kościele są natomiast ich wierne kopie. Rzeźby umieszczone są zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz kościoła, tak więc warto poświęcić trochę czasu, aby im się przyjrzeć. Tu pomoże zwłaszcza aparat z teleobiektywem.

A jak już się naoglądamy, warto ruszyć w stronę Rynku i odbić w jedną z uliczek w lewo. Doprowadzi ona do cerkwi – soboru Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny. Niestety, zielony budynek z baniasto zakończonymi wieżyczkami oglądać można głównie zza płotu.

A jak pójść dalej, to dojdzie się do rzeki i tu można spokojnie posiedzieć, popatrzeć na statki pasażerskie, jakie po niej pływają.

A po drugiej stronie miasta mosty

Druga pętla turystyczna też wychodzi od Ratusza i prowadzi do mostów Anielskiego i Diabelskiego. Poza tym doprowadza do ruin starej katedry, gdzie też mieści się Muzeum Historii Uniwersytetu. Jednak najważniejszym gmachem, jaki po tej stronie miasta można zobaczyć, jest siedziba Sądu Najwyższego Estonii. No i stąd rozciąga się bardzo ciekawy widok na całe miasto.

Jak kto chce zobaczyć nowe Tartu, musi się wybrać za rzekę. Fani nowej architektury też znajdą tam coś dla siebie.

Renata Ochwat

Warto wiedzieć

Do Dorpatu polskie wycieczki organizowane przez biura podróży nie docierają. Zorganizowanie wyjazdu samemu, jak się jest w Tallinie, jest bajecznie proste. Do Dorpatu ze stolicy Estonii jeżdżą bardzo wygodne autobusy rejsowe i to z częstotliwością co godzinę, a bywa że i częściej. Bilety kosztują od 7 do 10 euro w zależności od godziny wyjazdu. Tartu odległe od Tallina jest o 173 km. Komunikacja w drugą stronę jest dokładnie taka sama.

W Dorpacie w roku 1836 urodził się Gabriel Korbut, autor Literatury polskiej, w 1885 urodziła się Cezaria Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz Jędrzejewiczowa – polska etnolog, pierwsza polska przedstawicielka fenomenologii w badaniach nad kulturą ludową, pierwsza rektor w historii polskiej akademii, w 1906 Bronisław Wojciech Linke, znany polski malarz, rysownik i grafik, tworzący kompozycje o tematyce politycznej i społecznej, a w 1908 Jerzy Hryniewiecki – polski architekt, urbanista, projektant licznych obiektów przemysłowych, sportowych, użyteczności publicznej, projektant wystaw i grafik, poseł na Sejm.

W samym mieście można pooglądać liczne rzeźby. Do najsłynniejszych należy rzeźba ojca i syna oraz … świni. Ale różnych innych jest całkiem sporo. I co ciekawe, nie padają ofiarami chuliganów.

Jest tutaj sporo różnych restauracji i kawiarni. Warto poszukać wśród nich takich, które serwują obiad dnia. Ja jadłam łososia, ziemniaki z wody i smaczną surówkę. Za danie zapłaciłam 4,50 euro.

Z Tartu/Dorpatu łatwo dojechać nad największe estońskie jezioro Pejpus. To tylko godzina jazdy, a wrażenia niezwykłe.

Podróżowanie po Estonii przenosi turystę do Skandynawii, takie bowiem ma się wrażenie, patrząc na czerwone domki na kwadratowych działkach obrośniętych wysokimi drzewami. Sami Estończycy deklarują przynależność właśnie do ludów Skandynawii. Uprawnienie mają choćby w języku, który zaliczany jest do grupy ugro-fińskich.

Tartu-1.JPG
Tartu-10.JPG
Tartu-11.JPG
Tartu-2.JPG
Tartu-4.JPG
Tartu-5.JPG
Tartu-6.JPG
Tartu-7.JPG
Tartu-8.JPG
Tartu-9.JPG