W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

Z wizytą u Sidonii von Borck, ponoć trucicielki i czarownicy

2018-11-04

Intrygujący portret, śliczna zabawka, wizerunki książąt pomorskich – już tylko to jest wystarczającym powodem, aby wybrać się do Muzeum Narodowego w Szczecinie.

medium_news_header_23206.jpg
Rzeźba Fryderyka II Wielkiego (1793, Johann Gottfried Schadow)

Rzadko kto wie, że są tam prawdziwe skarby.

Turystyczne szlaki wiodą gorzowian w różne, czasami egzotyczne zakątki. Rzadko kto turystycznie wybiera się do pobliskiego Szczecina, a jeszcze rzadziej zagląda do Muzeum Narodowego. A tam można obejrzeć prawdziwe i arcyciekawe skarby, jak i poznać pewną bardzo niepospolitą kobietę, która stała się ostatnio sławna za sprawą kryminału szczecińskiego pisarza Leszka Hermana.

Do Sidonii przede wszystkim

Mnie do Muzeum Tradycji Regionalnych, oddziału Muzeum Narodowego w Szczecinie przywiodła postać Sidonii von Borck, o której pisał między innymi Leszek Herman w swoich trzech kryminałach dziejących się na Pomorzu Zachodnim. Ale zanim spotkałam Sidonię, zachwyciła mnie sama siedziba muzeum. Mieści się ono bowiem w barokowym Pałacu Sejmu Stanów (Pommersche Ständehaus), wybudowanym w latach 1726–1727 na zlecenie króla pruskiego Fryderyka Wilhelma I. Budynek zaprojektowany został przez Gerharda Corneliusa de Walrave (1692-1773), autora między innymi słynnej twierdzy w Kłodzku oraz fortyfikacji szczecińskich.

Po krótkiej chwili na podziwianie świetnie utrzymanego budynku pora ruszać na poszukiwanie głównej bohaterki mojej wyprawy. Miłe panie od razu kierują na piętro. I tu najpierw spojrzenie na Gryfa Pomorskiego jako XVIII-wieczną kołatkę do wrót jakiegoś zamożnego, mieszczańskiego domu, aby po chwili stanąć przed portretem Sidonii von Borck.

Obraz przedstawia dwie kobiety. Młodsza z nich, namalowana na pierwszym planie, jest ubrana w suknię ze sznurowanym gorsetem, czerwoną pelerynkę oraz białe rękawiczki. Szyję zdobi szeroki naszyjnik w formie obroży, ozdobiony kamieniami i perłami z okrągłą zawieszką. Na drugim planie po lewej stronie przedstawienia ukazano starszą kobietę, odzianą dużo skromniej, w białą koszulę i prostą, brązową suknię. U pasa ma zawieszoną sakwę i pęk kluczy. Tłem dla postaci jest ciemna kotara, zza niej po prawej stronie rozpościera się widok na górzysty krajobraz z ruinami zamku i wieżą. Obraz pochodzi z XVIII wieku i przedstawia kobietę niepospolitą. Legenda obwinia ją o wygaśnięcie rodu Gryfitów, książąt pomorskich. Jak chce historia, była córką hrabiego Ottona Borcka i jego żony Anny. Jako piękna i młoda dziewczyna rozkochała w sobie Gryfitę, księcia Ernesta Ludwika, nawet się z nim zaręczyła, ale do ślubu nie doszło.

Mieszkała potem u brata, ciągle się z nim procesowała, potem jeszcze oskarżono ją o czary i trucicielstwo. W 1604 na wniosek krewnych została przyjęta do klasztoru w Marianowie przemianowanego na zakład dla panien szlachetnego rodu. Z racji wieku została zastępczynią przełożonej, lecz po roku pozbawiono ją tej funkcji. Uznano ją za konfliktową i zgryźliwą, wszczynała liczne procesy sądowe i przysparzała sobie coraz więcej wrogów. Coraz częściej odgrażała się ludziom, wiele jej przepowiedni się sprawdzało. Otaczała się zwierzętami, kontaktowała z zielarkami, interesowała się właściwościami ziół, udzielała porad lekarskich. Wynikiem tego została oskarżona o czary – po raz pierwszy w 1612. Najpoważniejszym z zarzutów było oskarżenie o rzucenie klątwy na rodzinę książąt pomorskich z rodu Gryfitów– po rozstaniu z Ernestem Ludwikiem miała przepowiedzieć, że nie minie 50 lat, jak ród księcia wyginie. Uznano to za przestępstwo polityczne, zwłaszcza w kontekście niewyjaśnionych zgonów kolejnych książąt, ostatni – Bogusław XIV zmarł bezpotomnie po jej śmierci w 1637. Legenda chce, że książę prosił ją, już mocno starszą panią, o cofnięcie klątwy. Sidonia się nie zgodziła. Miała 72 lata, kiedy uznaną ją za winną i skazano na śmierć. Miała szczęście, najpierw ścięto jej głowę, a potem szczątki spalono. Późniejsze domniemane czarownice już nie miały takiego szczęścia.

Skarby, skarby, skarby…

Pora ruszyć jednak dalej. Całe piętro Muzeum to prezentacja historii Pomorza. Można bowiem zobaczyć wizerunki Gryfitów zarówno na kaflach, jak i w portretowej genealogii. Poza tym podziwiać wizerunki Gryfa Pomorskiego – symbolu Pomorza. Na uwagę zasługuje medalion księcia Bogusława XIV z 1636 roku, ale także pyszna męska biżuteria ozdobna z XVII wieku.

Mnie z reguły przyciągają różne drobiazgi. Tak samo było i tym razem. To mała dziecięca zabawka – powóz zaprzężony w koniki. I tylko informacja, że pochodzi ona z amsterdamskiego warsztatu mistrza Arnoldusa von Geffen z 1730 roku powoduje, że na uroczy drobiazg patrzy się z szacunkiem.

W kolejnych salach wyeksponowano wszystko, co się wiąże z pieniędzmi – sztance, skarby wykopane z ziemi, papierowe pieniądze z różnych epok. No podziwiać jest co.

Wizytę w muzeum trzeba zakończyć na dziedzińcu, tu bowiem wyeksponowano pomnik – pełnopostaciową figurę Fryderyka II wielkiego Hohenzollerna zwanego Wielkim. Wykonany z białego marmuru cararyjskiego pomnik przeszedł gruntowaną konserwację i dziś zachwyca precyzją wykonania. A król, jak kto król, patrzy na nas z góry z dość kwaśną miną.

Renata Ochwat

 

Warto wiedzieć:

Do Muzeum Narodowego w Szczecinie najlepiej wybrać się w sobotę. Wówczas wejścia są bezpłatne, placówka czynna jest do 18.00, więc nawet po zakupach warto tam zajrzeć. Muzeum Tradycji Regionalnych przy ul. Staromłyńskiej 27 to samo centrum miasta, może ze 200 metrów od Bramy Portowej i Filharmonii Szczecińskiej.

 

W muzeum można kupić historię Sidonii von Borck, ale jest ona w wersji dla dzieci. Książeczka kosztuje 12 zł, może jednak zachwycić też dorosłych, którzy zaczynają swoją przygodę z tą niezwykłą postacią.

 

Zainteresowani historią Pomorza w muzeum mogą kupić całkiem sporo wydawnictw regionalnych odnoszących się do historii regionu, jak i historii poszczególnych miejscowości. Uwaga, zakupy wciągają, bo książek jest bardzo dużo.

 

W muzeum można fotografować, ale bez użycia flesza.

 

W bezpośredniej bliskości Muzeum znajdują się dwa domy, w których urodziły się rosyjskie caryce. Obie na chrzcie dostały imię Zofia. Pierwsza, ta słynniejsza, Katarzyna II – urodziła się w budynku przy obecnej Farnej, dziś tylko tablica zaświadcza, że to miejsce urodzin wielkiej władczyni, bo budynek absolutnie nie robi wrażenia – dziś siedziba PZU. Druga, jej synowa zresztą, Maria Fiodorowna, zwana matką carów, urodziła się w Pałacu Pod Globusem na Placu Orła Białego, dziś siedziba Akademii Sztuki. I ten budynek przyprawia o zawrót głowy. To naprawdę rzut beretem.

 

Zainteresowani ciekawą historią Pomorza Zachodniego, niekoniecznie w wersji dla historyków, mogą sięgnąć po kryminały architekta Leszka Hermana. To trylogia „Sedinum”, „Biblia diabła” oraz „Latarnia umarłych” – każdy tom można czytać oddzielnie, ale lepiej sięgnąć po całość. Lektura naprawdę przednia. I co ważne, ostatni tom ma zakończenie otwarte, można się spodziewać kontynuacji. Wszystkie tomy dostępne są w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Zbigniewa Herberta.

Portret Sidonii von Borck

Detal z portretu

Gryf Pomorski

Mapa Pomorza Zachodniego

 Kafle z wizerunkami Gryfitów

Portretowa tablica genealogiczna Gryfitów

Medalion z portretem księcia Bogusława XIV (ca 1635)

Męska biżuteria z XVII wieku

Gryf pomorski jako kołata do drzwi

Zabawka (ca 1730, Amsterdam, Arnoldus von Geffen)

Skarb

Skarb