W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Bogusława, Jagody, Katarzyny , 22 marca 2019

Po Majorce śladami Chopina i Nadala

2018-12-31

Majorka często kojarzy się w wysokimi cenami i drogimi hotelami. Wakacje na tej wyspie wydawały mi się więc czymś mało realnym i nigdy nie pomyślałem o tym, by planować letnią eskapadę właśnie tam.  

medium_news_header_23647.jpg
Monumentalna katedra w Palmie

Zmieniło się to, gdy na początku lipca otrzymałem maila z cenami lotów z Berlina do Palmy, które miały obowiązywać w niektóre sierpniowe dni. Po namyśle i przeanalizowaniu czy nie ma w tej ofercie jakiegoś haczyka, przeszedłem do rezerwacji biletów dla rodziny. Cena była faktycznie bardzo korzystna dla czterech osób, a ostatecznie więcej kosztował mnie transport z Gorzowa na lotnisko do Berlina, niż loty do Palmy i z powrotem do Berlina ( bilety zachowane). Co do transportu do Berlina to minął on bardzo szybko dzięki miłej pogawędce o sporcie, a głównie o żużlu z panem Mirosławem, którego zresztą syn jeździł kiedyś w barwach Stali, jako junior. Cena zaś lotu na Majorkę w kolejnych dniach i tygodniach, była, co prawda wyższa, ale nadal zachęcająca do zakupu.

Zanim udałem się wraz z rodziną do Berlina, to należało jeszcze poszukać taniego noclegu na wyspie. Udało się, po kilkunastu dniach szperania w sieci, trafić na korzystną ofertę. Zdecydowałem się na wynajęcie całego mieszkania przez niemieckie biuro pośrednictwa nieruchomości, a naszą bazą wypadową miała być mała miejscowość na południu wyspy, odległa od stolicy wyspy Palmy, 40 minut jazdy samochodem. O tym, że Niemców na Majorce jest sporo, wiedziałem już wcześniej, a i szybko przekonałem się o tym już pierwszego dnia, gdy szukając wieczorem stacji benzynowej, pytałem dwie napotkane przypadkowo osoby. Byli to właśnie nasi sąsiedzi z zachodniej granicy, na szczęście jeden z nich wiedział, gdzie znajduje się w tym małym miasteczku jedyna zresztą stacja benzynowa.

Pobyt na Majorce to nie tylko stereotypowe plażowanie i kąpiele, ale również zwiedzanie. W trzecim dniu pobytu, zdecydowaliśmy się odwiedzić miasto Manacor, które słynie przede wszystkim z produkcji sztucznych pereł. Od początku XX wieku znajduje się tam właśnie fabryka sztucznych pereł o nazwie Perlas Majorica oraz sklep, w którym te perły można zakupić. Miasto rozsławił jednak w ostatniej dekadzie Rafael Nadal, który jest prawdziwym ambasadorem Manacor na świecie. Tu pod opieką swojego wuja Toni Nadala, zbierał tenisowe szlify, by po kilkunastu latach wspiąć się na sam szczyt tenisowej listy ATP. Rafa Nadal stale wracał do Manacor i przez wiele lat mieszkał z rodzicami. Dopiero kilka lat temu kupił wspaniałą posiadłość w pobliskim, bo oddalonym zaledwie dziesięć minut jazdy samochodem od Mancor, Porto Cristo, gdzie sąsiadem jest jeden z jego wujów.

Wyjeżdżając z Manacor w kierunku Porto Cristo można zauważyć wspaniały kompleks budynków. To właśnie tu Nadal wybudował swoją akademię tenisową, która wchodzi w skład Centrum Sportu. Postanowiliśmy się, więc zatrzymać i zobaczyć z bliska niedawno otwartą akademię, łudząc się przy okazji, że być może spotkamy tam wybitnego tenisistę. Otwarcie akademii miało miejsce w drugiej połowie 2016 roku, a sam obiekt robi wrażenie. Znajduje się tam 26 kortów o różnej nawierzchni, otwartych jak i pod dachem. Do tego dwa baseny, restauracja, boisko wielofunkcyjne oraz boisko piłkarskie dla drużyn 7 osobowych. W ośrodku w Manacor trenują utalentowani zawodnicy z całego świata w wieku od 12 do 18 roku życia. Akademią kieruje Toni Nadal, który od najmłodszych lat trenował swojego bratanka. Natomiast wielokrotny zwycięzca turniejów wielkoszlemowych, jeśli tylko jest na Majorce, to odwiedza akademię i uczestniczy w treningach z młodymi adeptami tenisa. W Centrum Sportu znajduje się również muzeum Nadala, w którym mieści się cała masa pamiątek i trofeów należących do hiszpańskiego tenisisty. Niestety samego zawodnika nie udało się nam zobaczyć, co jednak nie było wielkim zaskoczeniem. Warto jeszcze dodać, że jednym z wujów Rafy jest Miguel Nadal, który w latach 90-ych XX wieku występował, jako piłkarz w słynnej Barcelonie i wielokrotnie reprezentował barwy Hiszpanii.

Z Manacor udaliśmy się do Porto Cristo i po kilku minutach szukania wolnego miejsca udało się zaparkować auto w bocznej uliczce. Kilka minut spaceru i znaleźliśmy się na klifie, z którego roztaczał się wspaniały widok na morze oraz przystań jachtową i zabudowania miasteczka. Po chwili odwracając głowę, moją uwagę przykuły schody, które wiodły z jednego z domów wprost do małej zatoczki. Pomyślałem, że ktoś, kto tam mieszka ma nie tylko wspaniały widok, ale pokonując kilkanaście stopni schodów, może zażywać kąpieli w uroczej zatoczce, która z racji położenia należy tylko do niego. Wracając z klifu obok wspomnianej posiadłości próbowałem dostrzec, co kryje się za wysoki murem. Jednak oprócz palm i innej roślinności niewiele można było zobaczyć. Co ciekawe na całej długości wysokiego muru ogrodzeniowego znajduje się starannie ułożone….rozbite szkło, które ma odstraszać intruzów od wchodzenia na posesję. Po dwóch godzinach spędzonych w Porto Cristo wróciliśmy do swojej bazy w niewielkiej i uroczej miejscowości Colonia Sant Jordi.

Po powrocie, aby zaspokoić swoją ciekawość, sprawdziłem w internecie, gdzie mieszka Rafael Nadal. Po chwili wyszukiwarka pokazała mi coś, co niedawno widziałem w Porto Cristo. Schody wijące się do zatoczki oraz charakterystyczny klif. Wszystko, więc jasne to, co widzieliśmy to była posiadłość wielkiego mistrza tenisa. Przeczytałem, że wydał na nią kilka milionów dolarów, a głównym warunkiem zakupu był fakt, że dom miał być ulokowany tuż nad samym morzem. Z internetowej wyszukiwarki dowiedziałem się także, że w pobliskim porcie znajduje się wart kilka milionów dolarów jacht Nadala. Hiszpański tenisista każdą wolną chwilę spędza na Majorce i często go można spotkać w Manacor oraz Porto Cristo, w którym od kilku lat mieszka.

Majorka kojarzy się także z naszym wybitnym kompozytorem Fryderykiem Chopinem, który spędził na wyspie kilka miesięcy w towarzystwie pewnej kobiety i jej syna. Kolejny dzień pobytu na Majorce poświęcony był na podróż w góry Serra de Tramuntana do pięknie położonego miasteczka Valdemossa. To właśnie w tym mieście, kilka miesięcy na przełomie 1838/39 roku spędził Fryderyk Chopin i pisarka George Sand. Para kochanków miała uciec przed paryskim towarzystwem artystycznym, ale przede wszystkim pobyt na Majorce miał być zbawienny dla syna pisarki, który w młodym wieku cierpiał na reumatyzm. Wizyta na wyspie miała także podreperować zdrowie Chopina. Odległość ze stolicy Majorki, Palmy do Valdemossy to zaledwie 17 km, lecz droga cały czas wiodła pod górę. Tuż po wjeździe do miasta, znajduje się parking, gdzie zostawiliśmy auto. Obok parkingu znajduje się punkt informacji turystycznej, a po chwili zachwycaliśmy się już pięknymi zabudowaniami i wąskimi uliczkami Valdemossy.

Celem naszej wizyty było oczywiście Muzeum Chopina, które znajduje się dosłownie dziesięć minut drogi od parkingu. Nasz wielki kompozytor mieszkał kilka miesięcy w opuszczonym klasztorze kartuzów. Informacje przed wejściem do muzeum są podane w języku polskim, a cena wstępu do muzeum wynosiła w sierpniu  2018 roku 4 euro. Jednym z eksponatów muzeum jest pianino marki Pleyel, które dotarło do Valdemossy dopiero kilka tygodni przed wyjazdem Chopina z wyspy. Z tarasów klasztoru oraz celi, w której mieszkał pianista rozciąga się wspaniały widok na pobliskie góry oraz drzewka pomarańczowe i oliwne położone na zboczach gór. W samym muzeum, w czasie naszego zwiedzania, nie było zbyt sporo osób, ale wychodząc z niego zobaczyliśmy dwie zorganizowane grupy wycieczkowe Polaków, które czekały na wejście. W mieście, co roku organizowany jest Międzynarodowy Festiwal Chopinowski, a w ogrodach przyklasztornych stoi popiersie naszego wybitnego pianisty. Warto poświęcić trochę czasu, aby pospacerować wąskimi uliczkami miasteczka, które przyozdobione są kwiatami i oglądać zabytkowe domy z kamienia. Takimi właśnie uliczkami trafiliśmy do kościoła świętego Bartłomieja, który jest patronem tego niewielkiego miasteczka. Miasteczkiem i jego położeniem zachwycił się m.in. amerykański aktor Michael Douglas, który wraz z żoną, ma tu swą posiadłość.

Będąc na Majorce należy koniecznie wybrać się na przylądek Formentor, który uznawany jest za najpiękniejszy punkt widokowy wyspy. Przygotowując się do podróży wiedziałem, że czeka mnie kilkanaście kilometrów krętej i niebezpiecznej drogi, by tam dotrzeć. Okazało się jednak, że w szczycie sezonu ze względu na duży ruch samochodów i spore niebezpieczeństwo, droga na przylądek, na ostatnim odcinku, została zamknięta. Należało, więc zostawić auto na parkingu przy plaży Formentor i czekać na autobus, który zabierał turystów do punktu widokowego. Po krótkim oczekiwaniu pojawił się autobus, w którym szczęśliwie z rodziną się znaleźliśmy. Szczęśliwie, gdyż turystów mnóstwo i mimo, że w autobusie sporo miejsc stojących, to kierowca nie wpuszcza, reszty oczekujących, którzy musieli poczekać na kolejny autobus. Droga naprawdę kręta, wąska i wiedzie wzdłuż przepaści z niesamowitymi widokami. Po kilku kilometrach takiej wspinaczki, ucieszyłem się, że jednak nie muszę jej pokonywać wypożyczonym autem. Droga jest tak wąska, że autobusy mają mijankę w ustalonym miejscu, a kierowcy chwilę się zatrzymują i głośno dyskutują.

Przylądek Formentor otaczają krystaliczne czyste wody Morza Śródziemnego, a na jego szczycie góruje latarnia morska. W latarni znajduje się restauracja z dość wysokimi cenami, a w pobliżu między stolikami tarasowymi można spotkać…kozy górskie, które czekają na smakołyki od turystów. Widoki faktycznie wspaniałe, strome klify, błękit bezkresnego morza oraz nieba. Można naprawdę się tym wszystkim delektować godzinami, a także podziwiać wspinających się na szczyt rowerzystów, dla których droga nie była zamknięta. Nawiasem mówiąc na Majorce przygotowuje się do startu wiele zawodowych grup kolarskich, gdyż mają tu idealne warunki do szlifowania formy. W drodze powrotnej autobusem znowu niezła dawka adrenaliny, a na koniec dnia kąpiel w zatoczce Formentor, do której co kilkanaście minut docierają statki z mnóstwem turystów.

Innym wartym zobaczenia miejscem na wyspie jest niewielka zatoczka Sa Calobra. Dostać się tam to nie małe wyzwanie, gdyż droga najpierw wiedzie pod górę, a potem opada na sam brzeg morza. Trasa, która wiedzie do zatoczki, nazywana jest węzłem krawata, a górska serpentyna wymaga od kierowcy maksymalnej koncentracji, choć trzeba zauważyć, że jej stan był bardzo dobry. Przejście z parkingu oraz portu do wąwozu, gdzie znajduje się plaża w zatoce Sa Calobra, odbywa się przez dwa wykute w skałach podświetlone tunele, co samo w sobie jest ciekawą atrakcją. Po wyjściu z drugiego tunelu przed naszymi oczami pojawia się piękna plaża z lazurową tonią wody. W czasie naszej wycieczki do Sa Calobra zaczęło padać, ale to nie przeszkodziło nam w krótkiej kąpieli. Dziesięć dni na Majorce to naprawdę sporo czasu by zaliczyć największe atrakcje tej wyspy. Dobrym pomysłem okazało się wypożyczenie samochodu, w ten sposób można było komfortowo dotrzeć do wielu turystycznych atrakcji, tym bardziej, że drogi, w tym lokalne, są w bardzo dobrym stanie, a odległości naprawdę niewielkie. To, co się rzuca w oczy dla kierowcy, to ogromna ilość rond, które sprawiały, że jazda była bardzo płynna, a światła są rzadkością. Sama zaś jazda samochodem po wyspie to dla kierowcy spora przyjemność, zwłaszcza nad samym morzem.

Podróżując autem dotarliśmy na najbardziej znaną plażę Majorki, czyli Es Trenc, która zresztą była bardzo blisko naszej bazy. Aby do niej dotrzeć trzeba było swoje odstać swoje w sznurze samochodów, które poruszały się wolno po polnej drodze, a następnie zapłacić 7 euro za parking (cena za cały dzień). Na plaży żadnego „grodzenia” i parawanów, a za to mnóstwo parasoli przeciwsłonecznych oraz sprzedawców arbuzów, ananasów czy kokosów. Jadąc na przylądek Formentor, odwiedziliśmy także miasto Alcudia, które można podziwiać z góry spacerując średniowiecznymi murami obronnymi oraz miasteczka Soller i Port de Soller, które łączy zabytkowy tramwaj. Przez osiem dni mieszkaliśmy w niewielkiej miejscowości Colonia Sant Jordi, a dwa ostatnie w stolicy w hostelu Fleming, gdzie cena małego pokoju za dobę była wyższa niż ta, którą płaciliśmy za całe czteropokojowe mieszkanie. Zdecydowanie warto, więc wybrać sobie bazę noclegową w mniejszym miasteczku, które są zresztą dobrze skomunikowane ze stolicą. Palmą a zwłaszcza jej monumentalną katedrą, która była budowana przez ponad 400 lat i pozostałymi zabytkami, można się także zachwycić.

Jako fan piłki nożnej nie mogłem odmówić sobie wizyty w sklepie firmowym Realu Mallorca, którego najbardziej znanym ostatnio zawodnikiem jest Marco Asensio, który obecnie występuje w Realu Madryt. To właśnie ogromne zdjęcia tego piłkarza znajdują się wewnątrz sklepu oraz tuż przy wejściu, mimo że od kilku lat nie reprezentuje już on barw klubu z Majorki. Drużyna z wyspy chce nawiązać do swych najlepszych lat, ale na razie gra na zapleczu hiszpańskiej ekstraklasy. Co ciekawe swoją bogatą karierę w tym klubie kończył wspomniany wcześniej Miguel Nadal, który zresztą później był szkoleniowcem tej drużyny. Metropolia wyspy jest pełna turystów, ale to w połowie sierpnia nie powinno dziwić. Tak samo jak niebo nad Majorką, pełne przylatujących i odlatujących samolotów.

Przed odlotem do Berlina, umówiliśmy się z wypożyczającym nam auto, że oddamy fiata tipo na lotnisku o umówionej godzinie. Będąc na lotnisku, czekaliśmy na Polaka, który prowadzi wypożyczalnię aut na Majorce od czterech lat i trochę denerwowaliśmy, kiedy nie odbierał telefonów, a zbliżał się czas odprawy. Po kilkunastu minutach oddzwonił i prosił, aby zostawić kluczyk od auta… na prawym przednim kole i niczym się nie denerwować. Mocno zdziwieni tak też czynimy i czekamy na wylot z Palmy do Berlina. Tak zakończyły się nieplanowane, lecz udane wakacje na Majorce, które nie muszą być wcale drogie, o czym miałem się okazję przekonać.

PD

 Dojście do malowniczej zatoczki Sa Calobra wiedzie przez dwa tunele
Katedra w Palmie
Kozy na przylądku Formentor zawsze chętnie coś zjedzą

Lazurowe zatoczki
Odłamki szkła na ogrodzeniu posesji słynnego tenisisty

 Panorama z przylądka Fermentor

Popiersie Szopena w muzeum w Valldemossa
Rafa Nadal zaprasza do swojego muzeum
Schody wiodące wprost do morza z posiadłości Rafy Nadala
 Widok na akademię Rafy Nadala
Widok z celi Chopina
Widok z jednego z punktów widokowych w drodze na przylądek Formentor