W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Jarosława, Konrada, Selmy , 21 kwietnia 2019

Europejska stolica baroku, czyli raj dla turystów

2019-01-20

Już tylko jedna z najwyższych kolumn, kilka kościołów oraz znakomita restauracja z czeskim jedzeniem są powodami do wybrania się do Ołomuńca. Mało kto o nim słyszał, a naprawdę warto.

medium_news_header_23798.jpg

Przewodniki Ołomuńcowi poświęcają niezbyt dużo miejsca. Ot pół karteczki, ze dwa zdjęcia i tyle. Czechy, południowego sąsiada znamy głównie za sprawą bajkowej Pragi. A ci, którzy się wybiorą na Morawy, trafiają zwykle do Krumlowa. Tymczasem Ołomuniec zachwyca i to bardzo.

Barok, barok i jeszcze raz barok

Wszystkie przewodniki piszą, że Ołomuniec to stolica europejskiego baroku i tak rzeczywiście jest. Bo takie są tamtejsze kościoły, kamienice, fontanny, rzeźby. I choć miasto ma układ średniowiecznego miasta z dwoma rynkami i uliczkami prosto od nich odchodzącymi, to jednak właśnie jego przebudowa w okresie baroku najsilniej odcisnęła swoje piętno.

Zwiedzanie zaczęłam od głównego Rynku, na którym stoi ratusz z przepięknymi renesansowymi wykuszami. Obok niego stoi najsłynniejsza czeska kolumna pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej. To majstersztyk sztuki barokowej kryjący wewnątrz maleńką kapliczkę, zwykle niedostępną. Ponieważ ja byłam w Ołomuńcu w czasie świąt Bożego Narodzenia, kiedy to skauci rozdają Światełko Pokoju, mogłam zerknąć do jej wnętrza.

Poza tym warto obejść ratusz, popatrzeć na kamienice, które są pięknie odresturowane.  Wśród nich fasada Filharmonii Morawskiej, którą trudno przeoczyć, kilka ciekawych dużych pałaców, oraz siedziba byłego związku kupieckiego pod Złotym Jeleniem. I oczywiście, jeleń na fasadzie jest.

Także tu można zobaczyć Ołomunieckiego Orloja, czyli zegar taki, jak w Pradze. Od praskiego różni się tym, że … jest socrealistyczny. Ale obejrzeć zwyczajnie go trzeba.

W drodze na Dolny Rynek, do kamienicy Mozarta

Przy kamienicy pod złotym jeleniem jest szeroka ulica, którą w dwie minutki dochodzi się do mniejszego Dolnego Rynku. Tu z kolei stoi równie barokowa kolumna Maryjna. Jednak mnie tam przyciągnął pałac, w którym zatrzymał się jako dziecko Wolfgang Amadeusz Mozart. To śliczna renesansowa narożna kamienica z takim wykuszem. O obecności wielkiego kompozytora zaświadcza specjalna tablica. Poza tym na Dolnym Rynku znajdują się Kości Pamięci, ślady po ołomunieckich Żydach. Takich kości na całym Starym Mieście jest znacznie więcej…

Na Dolnym Rynku można podziwiać także jedną z 25 miejskich fontann. Niestety, na zimę zostały one dość dobrze zabezpieczone.

Uliczki z pięknymi kamienicami

Jednak jak dla mnie jedną z najlepszych i godnych polecenia rzeczy jest zwykłe szwendanie się po wąskich, wybrukowanych uliczkach, oglądanie fasad budynków, przyglądanie się wystawom sklepowym. Na jednej z odchodzących od Głównego Rynku uliczek można odkryć przepiękną, zieloną kamienicę, na innej zachwycić się można fasadą, na której króluje śliczna kobieca postać nazwana przeze mnie Lalką.

Urzekające są też sklepowe wystawy – bo w Czechach, Ołomuńcu trudno szukać wielkich sieci handlowych, za to można oglądać milion rożnych małych sklepików. Mnie urzekły te z lokalnymi trunkami i te z rękodziełem oraz jeden z artykułami domowymi, gdzie sprzedawano metalowe kubeczki z podobizną Krecika i Myszki

Wszystkie uliczki odchodzące od obu rynków wyprowadzają do linii tramwajowych opasujących stare miasto. I warto też je obejść, bo można odkryć resztki murów obronnych  piękny plac zabaw na plantach lub coś, co stało się kolejnym znakiem firmowym miasta, czyli mural z wizerunkiem Najjaśniejszego Pana – cesarza Franciszka Józefa I w stroju koronacyjnym z kijem do selfie i komórką a obok postać Mari Curie-Skłodowskiej.

Ołomuniec zwyczajnie na pierwszy rzut oka zachwyca, a im dalej i głębiej się w to miasto wchodzi, zachwyt rośnie.

Renata Ochwat

Warto wiedzieć

W czasie świąt Bożego narodzenia życie w Czechach zamiera i to w sensie dosłownym od wigilii do praktycznie 6 stycznia. Co prawda, część gospodek i restauracji zaczyna pracę w 25 grudnia wieczorem, ale trzeba ich zwyczajnie poszukać.

Ołomuniec jest także stolicą serowarstwa. To tu produkowane są słynne serki ołomunieckie – małe przezroczyste krążki o okropnym zapachu. Ja je lubię, więc sobie trochę przywiozłam. Ale należy je trzymać w szczelnym pudełku, to przez ten zapach.

Ołomuniec to też stolica fontann. Jest ich tu 25 barokowych o bardzo bogatej symbolice, ale też jest kilka współczesnych, w tym jedna z żółwiami w samym centrum. To ukochane przez dzieci miejsce, bo uwielbiają się na żółwia wspinać.

W Ołomuńcu warto zajść do Cafe Mahler – jest na Starym Rynku, dokładnie naprzeciw domu, w którym wielki kompozytor mieszkał. Serwują tu znakomity sernik z brzoskwiniami. Stoi białe pianino i jak ktoś ma szczęście, to załapie się na koncert. Ja nie miałam.

Korony czeskie – w przeciwieństwie do Słowacji, gdzie płaci się euro, w Czechach obowiązują korony czeskie. 1 złoty to 5 koron czeskich. Za obiad w niezłej knajpce – knedel bułczany, wołowina w sosie, surowa cebula plus do tego sałatka, bo ja bez zielska nie mogę, a Czesi niekoniecznie warzywa jedzą, zapłaciłam 160 koron, czyli około 32 złotych. Jedzenia było tak dużo, że nie dałam rady.

Zanim się pojedzie na Morawy, wart się zapatrzyć w przewodnik turystyczny, bo choć są punkty informacji turystycznej, to jednak zwykle zimą zamknięte.

olomuniec-10.JPG
olomuniec-11.JPG
olomuniec-2.JPG
olomuniec-3.JPG
olomuniec-4.JPG
olomuniec-5.JPG
olomuniec-6.JPG
olomuniec-7.JPG
olomuniec-8.JPG
olomuniec-9.JPG