W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Klaudyny, Romana, Tomasza , 18 listopada 2019

Życie za 20 euro miesięcznie

2019-01-27

Kuba to jedyny kraj, w którym obowiązują dwie waluty.

medium_news_header_23853.jpg
W połowie lat 20. minionego wieku rządzący Kubą  Amerykanie wybudowali w centrum Hawany budowlę taką samą jak Biały Dom w Waszyngtonie.

Narodowe peso (CUP) jest dla Kubańczyków, zaś 25 razy bardziej wartościowe peso wymienialne (CUC) - dla cudzoziemców.

Kubę odkrył Krzysztof Kolumb w 1492 roku. Hiszpanie bardzo szybko wytępili miejscowych Indian i zastąpili ich sprowadzanymi z Afryki Murzynami. Czarnoskórych niewolników wykorzystywali do wszelakich ciężkich robót, głównie na plantacjach trzciny cukrowej.

Ta największa na Morzu Karaibskim wyspa przez 500 lat była kolonią hiszpańską, a od początku XX wieku faktycznie kolonią amerykańską. Kolonizatorzy wyciskali ją, jak przysłowiową cytrynę, absolutnie nie dbając o rozwój przemysłu, szkolnictwa, służby zdrowia i innych dziedzin gospodarki.

Po zwycięstwie rewolucji w 1959 roku Fidel Castro ogłosił Kubę państwem socjalistycznym. Gospodarka socjalistyczna zaś – o czym my przekonaliśmy się aż nadto boleśnie – jest bardzo niewydolna. Przez lata Kuba egzystowała dzięki pomocy Związku Radzieckiego, który po preferencyjnych cenach kupował od niej cukier i sprzedawał paliwa. Po upadku Kraju Rad sytuacja na Kubie pogorszyła się jeszcze bardziej.

Dziś przeciętny Kubańczyk zarabia średnio 500 narodowych peso, czyli równowartość 20 euro (niecałe 90 zł). 1 euro to 1 wymienialne peso CUC.

Jak przeżyć za takie pieniądze?

Żywność na Kubie jest reglamentowana i mocno dotowana przez państwo. Każda rodzina otrzymuje książeczkę, w której zapisywane są wszystkie przydziały żywności po symbolicznych cenach. Na miesiąc Kubańczyk otrzymuje więc m.in. 3 kg cukru, 250 gramów mięsa lub wędlin, 0,25 l oleju i 200 gramów ryżu. Do tego jedną bułkę dziennie. Resztę potrzebnej żywności kupić trzeba na wolnym rynku, gdzie ceny są 4 – 5 razy wyższe od państwowych.

Kuba to kraj wielu paradoksów. Posiada żyzne ziemie, lecz zarośnięte są w większości wielkimi krzewami. Kubańczycy nie potrafią lub nie chcą się z nimi uporać. W efekcie aż 70 proc, żywności importują, w tym wszystkie zboża, przeważnie z nieodległej Kanady.

Kubańczykom wolno hodować świnie, lecz aż 90 proc. mięsa z ich uboju muszą odsprzedać państwu. Resztę mogą zjeść sami albo sprzedać na wolnym rynku.

Istna paranoja dotyczy krów. Otóż na Kubie krowy są tylko państwowe. Rolnik otrzymuje je od rządu nie na własność, a tylko w dzierżawę. Nie wolno mu jej ubić bez zgody państwa. Co więc robi Kubańczyk, gdy bardzo chce mu się zjeść wołowinę? Pcha otóż krowę pod ciężarówkę albo pociąg, pozorując nieszczęśliwy wypadek, a pozyskanym w ten sposób mięsem dzieli się z zaprzyjaźnionym lub przekupionym weterynarzem, który wydać musi świadectwo tragicznego zgonu bydlęcia…

Kubańczycy – tak jak i my za czasów PRL – zmuszeni są radzić sobie na różne sposoby. Zdecydowana większość posiada rodziny w USA, przeważnie w nieodległym Miami. Te przesyłają wyspiarzom mocną walutę, przeważnie kanadyjskie dolary lub euro. Amerykańskich dolarów raczej nie, gdyż rząd kubański obłożył je 10. procentowym podatkiem. To sankcja malutkiej Kuby wobec olbrzymiej USA.  

Prócz pomocy pieniężnej Kubańczycy otrzymują też od rodzin w USA spore ilości odzieży oraz sprzętu agd i rtv. Na ulicach widać zatem przeważnie modnie i elegancko ubranych krajowców.

Kubańczycy nauczyli się kombinować na styku z coraz liczniejszymi turystami zagranicznymi. Ceny dla nich są światowe. Przeciętny obiad to wydatek 15 – 18 CUC (czyli euro), do tego małe piwo za 2,5 CUC-a. Woda w butelce i inne napoje to wydatek od 2 CUC. Mistrzami kombinacji stali się niektórzy kelnerzy. Nie dość, że do rachunku doliczają sobie sami 20. proc. napiwku, to na dodatek bardzo niechętnie wydają resztę z banknotów o wyższych nominałach.

Wszelkie pamiątki dla cudzoziemców są tylko w  wymienialnej walucie, drogie, a ich wybór ograniczony.

Kuba ma zatem opinię kraju drogiego dla zagranicznych turystów.

Zaraz po zwycięstwie rewolucji w 1959 roku Castro zabronił importu na Kubę samochodów. Po ulicach tego kraju jeżdżą zatem nadal przemyślnie naprawiane i pielęgnowane amerykańskie auta, liczące sobie 60 i więcej lat. Olbrzymie limuzyny, jakich nie ma już nigdzie w użytku. Niemało też współczesnych samochodów, zwłaszcza w Hawanie, ale są one własnością firm i przedstawicielstw dyplomatycznych.

Ceny paliwa jak na kieszeń Kubańczyków są horrendalnie wysokie. I podawane tylko w wymienialnych CUC-ach. Otóż 1 litr paliwa kosztuje aż 1,25 CUC. Łatwo sobie zatem obliczyć, ile paliwa uczciwy Kubańczyk może sobie kupić za pensję równoważną 25 CUC-om…

Na ulicach poza większymi miastami powszechne są więc dwukołowe wozy ciągnięte przez konie.

W ciągu kilku dni pobytu w Hawanie nie natknąłem się na ani jedną reklamę jakiegokolwiek towaru. Ponieważ go drastycznie brakuje – nie ma sensu go reklamować. Nie widziałem też żadnego sklepu spożywczego, z odzieżą, obuwiem lub sprzętem agd lub rtv. Trafiają się tylko małe sklepiki z pamiątkami dla zagranicznych turystów, za twardą walutę.

Sklepy dla miejscowych z reguły położone są na obrzeżach miast.

Centrum Nowej Hawany jest piękne, majestatyczne, pełne zadbanych i odrestaurowanych budynków postkolonialnych, np. opery i teatru. Do tego piękne parki z ławkami. Zdarzają się prywatne punkty sprzedaży lodów czy przekąsek.

Wystarczy jednak wyjść nieco poza centrum, by ujrzeć bardzo zaniedbane stare budynki mieszkalne. Zostały one przez rząd upaństwowione, najemcy o nie nie dbają, brakuje pieniędzy na ich remont. 

Socjalistyczna Kuba szczyci się bezpłatną służbą zdrowia na wysokim poziomie oraz bezpłatnym szkolnictwem, jako jedyna wśród krajów Ameryki Środkowej. Spore kwoty twardej waluty zarabia na sprzedaży cukru z trzciny, rumu, świetnych nadal, ale i drogich cygar oraz na  coraz liczniejszym ruchu turystycznym z zagranicy.

Niedawno na Kubie przeprowadzono znamienny sondaż. Zapytano otóż miejscowych, na kogo zagłosowaliby, gdyby ogłosić wolne wybory z udziałem opozycji. Większość opowiedziała się za rządzącą od lat partią komunistyczną. Kubańczycy jak ognia boją się wolnego rynku, bezrobocia, wzrostu cen i innych następstw kapitalizmu. Wolą egzystencję na niskim poziomie aniżeli niepewność wolnego rynku.

Andrzej Włodarczak

Sklep spożywczy dla zwykłych Kubańczyków w Trynidadzie. Akurat dziś rzucili jajka.

Stare poamerykańskie limuzyny wciąż jeżdżą po Hawanie

Zaniedbane stare kamienice sprawiają przykre wrażenie

Zespół muzyczny gra kubańskie melodie gościom ulicznej restauracji w Hawanie

To olbrzymie naskalne malowidło powstało już po rewolucji jako jedna z największych atrakcji turystycznych Kuby

W Zatoce Świń, gdzie Amerykanie kubańskiego pochodzenia urządzili nieudaną inwazję na władzę Castro, w styczniu kąpali się ludzie

Efektowny deptak w Cienfuegos

Dwuosobowa taksówka w Hawanie