W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Arety, Marty, Marcina , 24 października 2019

Warany i wulkany, czyli witajcie antypody

2019-05-23

Trzy tygodnie trwała podróż Stefana Piosika po zachodnich wybrzeżach Australii, Indonezji i Sigapurze.

medium_news_header_24881.jpg

I choć tym razem wrócił z antypodów bez modlitewnego młynka, to zachwyt dla odległych krain ciągle go gdzieś tam gania.

- To był wycieczkowy, turystyczny rejs, na który wybraliśmy się w osiem osób. A ponieważ byłem już na wschodzie Australii, bardzo chciałem zatem zobaczyć zachodnie – opowiada Stefan Piosik, gorzowski przedsiębiorca, podróżnik, niegdyś myśliwy, dziś zapalony fotograf.

Z zimy do lata przez Frankfurt

W trwająca ponad trzy tygodnie rejs po antypodach, bo przecież Australia to odwrotna strona globusa, ale i półkula południowa, czyli zamiast Wielkiej Niedźwiedzicy na niebie pojawia się Krzyż Południa, Stefan Piosik z towarzystwem wybrał się z Gorzowa. – Daleko to jest i nieco skomplikowanie droga tam przebiegała. Bo z Gorzowa pojechaliśmy do Warszawy, a stamtąd już samolotami do Frankfurtu nad Menem, potem do Kuala Lumpur i w końcu do   Perth. Z powrotem było znacznie prościej, bo z Singapuru do Warszawy – mówi Stefan Piosik.

Wyprawa ruszyła 6 stycznia, czyli w środku europejskiej zimy, tak aby dotrzeć do Australii w środku lata. – Było okropnie gorąco. Ponad 30 stopni Celsjusza, bywało nawet 40 stopni. No i do tego dochodzi sam fakt, że podróżowaliśmy po Oceanie Indyjskim też sprawy nie ułatwiał, bo to bardzo ciepłe morze, wcale nie dało się ochłodzić – mówi podróżnik.

Trasa wiodła całym zachodnim wybrzeżem Australii, przez Timor Wschodni do Indonezji. Z Indonezji przejechali do Malezji, ale tylko po to, żeby dwa dni spędzić w jednym z najnowocześniejszych miast świata – Singapurze dwa dni. – Zawsze chciałem je zobaczyć – mówi Stefan Piosik.

Cywilizacja i Australia po Aborygeńsku

- Miasta w Australii są czyste, zadbane, widać dbałość o rzeczywistość. Tam podobał mi się system karania za przewinienia. Za drobne uchybienie sądy karzą szybko i z reguły skazują na prace porządkowe na rzecz miasta. I żeby wszyscy widzieli, tacy ludzie pracują w kombinezonach, żeby było widać – opowiada Stefan Piosik.

Wspomina, że zachodnie wybrzeże Australii jest inne, aniżeli to wschodnie. Bardziej pustynne, ale misie koala i kangury też się spotyka.

Spotyka się także rdzenną ludność Australii, czyli Aborygenów. – Siedzą sobie zwykle pod drzewami w cieniu i tyle. W ich filozofii jest coś takiego, że człowiek ma pracować tyle, aby się najeść. Nie budują domów, tylko takie konstrukcje z gałęzi. Zresztą teraz państwo im pomaga w sprawach bytowych – mówi Stefan Piosik.

Jednak w tym kawałku świata najciekawsze okazały się …. krokodyle na rzece Darwin. – To było niezwykłe doświadczenie, tak sobie patrzeć na te gady pływające po dość dużej rzece – mówi gorzowski podróżnik.

I właśnie tam, w Darwin dopadły ich też niezwykłe upały. – Było 43,6 stopnia Celsjusza. To już było mocno dolegliwe. Bo nawet kąpiel w wodzie nie chłodziła, woda była zwyczajnie za ciepła – opowiada Stefan Piosik.

Timor i niezwykły Chrystus

Z Australii trasa wycieczki wiodła na Timor Wschodni. – To od niedawna wolne państwo. Jako katolickie niedawno oddzieliło się od części muzułmańskiej. Tu pojechaliśmy zobaczyć niezwykły pomnik Jezusa Chrystusa, który stoli na kuli ziemskiej. Podobny jest nieco do tego w Rio i do naszego w Świebodzinie – mówi Stefan Piosik i dodaje, że aby do niego podejść, trzeba było pokonać 500 stopni. – I proszę sobie wyobrazić, że ostatecznie poszedłem tam ja i nasz wycieczkowy przewodnik. Pozostali jakoś nie chcieli w upale drapać się tak wysoko – śmieje się podróżnik.

Zresztą Timor uwiódł go także i tym, że kobiety i dziewczyny chodziły i jeździły na skuterach ubrane po europejsku. Tym bardziej, że następny krok, to już Indonezja, kraj muzułmański, gdzie obowiązuje inny kanon mody.

Czas na warany, czyli Komodo

Wśród nazw natychmiast kojarzących się z dalekimi i egzotycznym podróżami jest Komodo. Mała wyspa na Oceanie Indyjskim znana przede wszystkim z tego, że żyją tam olbrzymie jaszczurki. – Komodo to tropik, to strefa równikowa. Bardzo wysoka wilgotność powoduje, że roślinność rośnie bujnie, bardzo bujnie. No i właśnie Komodo jest porośnięte takim gęstym poszyciem. Musieliśmy przejść kawałek w głąb wyspy, żeby je zobaczyć – mówi Stefan Piosik.

Okazuje się, ze wielkie gady, które wyglądają jak zminiaturyzowane smoki, są bardzo aktywne rano i wieczorem. – My byliśmy tam w ciągu dnia, więc warany były takie mało aktywne, niezbyt szybko się ruszały, można było do nich podejść na bezpieczną odległość – opowiada podróżnik. I dodaje, że na jego oko warany chyba się przyzwyczaiły, że ludzie je oglądają i fotografują.

Raj na ziemi i katastrofa w jednym

Z Komodo podróżnicy popłynęli na Bali, symbol raju na ziemi, wyspy ze znakomitym klimatem, gdzie przez cały okrągły rok trwa sezon turystyczny. – Raj to był, dziś to jest raj pożarty przez katastrofę ekologiczną. To jest coś strasznego, co tam się stało – mówi Stefan Piosik. I tłumaczy, że chodzi o laguny pływających po wodach śmieci. – Już bliżej Australii widać było, że coś złego się tu dzieje, ale to, co zobaczyliśmy właśnie na Bali, przekroczyło moje wyobrażenia. To katastrofa cywilizacyjna – mówi z przejściem gorzowski podróżnik.

Opowiada, że koledzy z wprawy koniecznie chcieli fotografować na rafie koralowej, ale się zwyczajnie nie dało, bo wszędzie były plastikowe odpady. – My w Europie wiemy, jak sobie z tym radzić, oni tam nie. To jest coś strasznego, raj, który jest piekłem – mówi Stefan Piosik.

Wulkany, Budda i inne klimaty

W drodze do Singapuru podróżnicy też kolejny symbol dalekich podróży, czyli Surabaya. – Duże miasto, z długim mostem liczącym 4,5 km – opowiada Stefan Piosik.

Dalej po drodze było miasto Probolinggo. –Stąd ruszyliśmy do słynnych wulkanów. Bromo i Semeru. Udało nam się podejść na 800 metrów do wlotu krateru. Ale dla mnie coś niebywałego to było to, że u stup tego wulkanu stał klasztor buddyjski. Przecież to czynne wulkany, w każdej chwili mogą wybuchnąć. A ci mnisi jakby nic sobie z tego nie robili – mówi Stefan Piosik.

Na buddyjskie ślady trafił jeszcze w Semarang. – To jest największy kompleks budynków buddyjskich na świecie. Borobo- dur się nazywa.  One tam powstały ponad 2 tys. lat temu. To jest coś niezwykłego, kiedy tam się chodzi. Człowiek ma poczucie dotykania pewnego absolutu. Tym bardziej, że tam nie chodzi o jakieś wymierne treści, tylko o czystą medytację. Zresztą to trudno wyjaśnić. Mnie to miejsce zauroczyło – opowiada.

I w końcu Singapur

Gorzowscy podróżnicy swój tropikalny rejs zakończyli w Singapurze. – Widziałem bardzo wiele miast, różnych, małych, dużych, nowoczesnych i mniej nowoczesnych, ale Singapur mnie zaskoczył – mówi Stefan Piosik.

Co najbardziej zaskoczyło gorzowskich podróżników? Przede wszystkim kliniczna czystość i niemal brak ruchu na ulicach. – W Singapurze jest system kolejek podziemnych, które mają aż trzy piętra. System komunikacji miejskiej jest tak dobry, że mocno zniechęca do korzystania z własnych samochodów. Inna rzecz, że ceny paliwa też zniechęcają do korzystania z własnego transportu – opowiada Stefan Piosik.

Kolejną rzeczą jest wszechobecna zieleń, nawet na sztucznych konstrukcjach. – No i pełna świadomość ludzi, którzy czują się odpowiedzialni za ziemię. Tego nam wszystkim brakuje – mówi podróżnik.

Zdjęcia z wyprawy na antypody Stefana Piosika będzie można oglądać w Małej Galerii GTF przy ul. Chrobrego. Wernisaż połączony z gawędą autora o podróży na drugą stronę globusa odbędzie się 29 czerwca podczas Nocnego Szlaku Kulturalnego. Stefan Piosik opowie wówczas o swoim niezwykłym rejsie.

Renata Ochwat

Fot. Stefan Piosik

Borobudur-zespl-budowli-powiconych-Buddzie.JPG
Krokodyle-na-rzece-w-Darwin.JPG
Pomnik-Jezusa-Chrystusa-w_Timorze_Wschodnim.JPG
Strusie-na-ulicach-Exmouth.JPG
Warany-na-wyspie-Komodo-Indonezja.JPG
Wodospad-Sulawasi-Indonezja.JPG
Wulkan-na-Jawie.JPG
Zesp-hoteki-w-Singapurze.JPG