W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Belii, Ludwika, Luizy , 25 sierpnia 2019

Kraj Kwitnącej Wiśni inaczej niż w przewodnikach

2019-07-17

Brak śmieci na ulicach, podgrzewane sedesy, szybka kolej – to Japonia, o której nie przeczyta się w przewodnikach. Kraj krańcowo różny, kraj wybitnie ciekawy.

medium_news_header_25302.jpg

O Japonii, jej historii, sztuce, religii, szogunach, cesarzach, gejszach, samurajach, roninach, drzeworytach i milionie innych ciekawych rzeczach istnieje cała wielka biblioteka. Można się z niej wiele dowiedzieć, ale i tak, jak się już tam zawita, to co i rusz przeżywa się zaskoczenie. Dlatego też tym razem będzie o zaskoczeniach na początek.

Brak śmietników na ulicach, a mimo to wszędzie jest czysto

W Japonii nie ma śmietników na ulicach. Japończycy bowiem nie uznają czegoś takiego, jak śmiecenie na ulicy, śmiecenie w generalności. Jeśli komuś pozostanie ogryzek, papier po kanapce, kubek po kawie, ma dwa wyjścia. Albo zabierze odpadki ze sobą do hotelu lub mieszkania, które zajmuje i tu zutylizuje, lub też poszuka na stacji kolejowej – a tych jest dużo – pojemnika na odpadki, a tych z kolei jest mikroskopijna ilość. Tylko na jednej stacji, czyli w Hiroszimie, zdarzyło mi się widzieć panie z worami na odpadki. I tylko w jednym miejscu, czyli w Osace, widziałam nieliczne, ale jednak śmieci na ulicach. Ale Osaka to trochę inne miasto, niż większość. Podobnie jest z parkami. Wszędzie można chodzić, bo żadna niespodzianka nas nie spotka.

We własnym narzeczu lub na migi

Japończycy słabo mówią po angielsku. Bywa, że nie mówią wcale. Ale nie znaczy to, że nie pomogą. Jeśli trzeba, to pokażą, jak kupić bilet, wstawią się za cudzoziemcem u jakiejś służby – dla przykładu w kolejce miejskiej, jeśli się kupiło nie taki bilet. Nie są nachalni, nie interesują się gajdźinami, ale kiedy zagubiony gajdźin popatrzy błagalnie albo poprosi o pomoc, zawsze pomogą.

Metro i kolejki miejskie

Wszystkie większe miasta Japonii, a przynajmniej te, w których byłam, mają bardzo rozbudowany system komunikacji publicznej. Na każdym dworcu czy przystanku są klarowne mapy, które pokazują, gdzie się jest. Na tej mapie też czytamy, ile kosztuje bilet do naszej docelowej stacji, ale, ale… Zdarza się, że mapa jest tylko z japońskimi nazwami stacji, czyli pisanymi krzakami. Co ma zrobić biedny gajdźin? Mieć ze sobą przewodnik we własnym narzeczu, a tam są sieci metra z polskimi nazwami. Uwaga, do różnych stacji dojeżdżają różne linie i są oznaczone różnym kolorem. Tak samo są oznaczone kasowniki. Na zielone linie kupuje się bilety w zielonym kasowniku, na czerwone w czerwonym i tak dalej.

Ryż i coś do niego

Podstawą jadłospisu japońskiego jest ryż. Do tego dodatki – zwykle owoce morza, wodorosty, pędy bambusa, rzadziej, znacznie rzadziej mięso. Jedzenie nie jest drogie. I łatwo je kupić, bo w każdej restauracji, nawet w maleńkich miejscowościach, w oknach wystawowych eksponowane jest sztuczne jedzenie, dania z plastiku. Wystarczy wskazać palcem i już. Ja się uzależniłam od kanapek onigiri, które można kupić w każdym sklepie. To trójkąciki ryżu nadziane tuńczykiem, łososiem, marynowanymi śliwkami… czymkolwiek i zawinięte w wodorosty. Tania, smaczna przekąska dostępna wszędzie. O sushi nie mówię, bo ma ono inny wygląd, aniżeli to znane z naszych sklepów. Jest pyszne i też niedrogie.

Toaleta jak komputer

To było wielkie zaskoczenie. Toaleta – sedes w hotelu. Wyposażony w szeregi przycisków, z podgrzewaną deską. Przyglądałam się dłużą chwilkę. Pierwszy raz widziałam taki sedes. W nielicznych hotelach instrukcja obsługi była po angielsku. Na wszelki wypadek warto przyjąć zasadę – nic nie naciskam poza spłuczką… W Japonii zresztą różnego rodzaju instrukcji jest pełno. Nawet jak myć ręce… I też zwykle krzakami. Ale są obrazki. Nawet biedny gajdźin się zorientuje…

Wszechobecne automaty

Automaty są wszędzie. Najwięcej ich jest z napojami, rzadziej można spotkać te z jedzeniem czy czymś innym, ale są. W automatach z napojami można kupić zieloną herbatę, wodę, napój dla przykładu brzoskwiniowy, ale niesłodki. W innych można kupić alkohol – lokalne piwo, sake czy mocny trunek zwany tu bimbrem ryżowym. Zimą w automatach jest gorąca kawa i herbata.

Wysokościowce są wszędzie

Ze względu na małą powierzchnię i duże zagęszczenie w miastach w oczy od razu rzucają się wysokie budynki. Miasta pną się do góry. I to jest charakterystyczne dla całej aglomeracji Tokio i silnie zurbanizowanego terenu aż do Osaki. Ale też na tych wysokościowcach rośnie zieleń. Drzewa i krzewy można spotkać na różnych poziomach. I to też zaskakuje cudzoziemców.

Zielona herbata jest też wszędzie

Japończycy ją piją, mają z niej słodycze, dodają do innego jedzenia. Parzy się ją nieco inaczej, niż my to robimy i nieco inaczej smakuje. Japończycy raczej nie znają i na pewno nie uznają innego rodzaju herbaty. Czarną w tradycji chińskiej można spotkać w hotelach. Ale już w pokojach w małych saszetkach serwowane jest tradycyjna japońska – ja osobiście nie lubię, wiec się zaprzyjaźniłam z automatami do napojów.

Ludzie i bardzo dużo ludzi

W Japonii pojęcie tłum zyskuje nowe oblicze. Tylko w aglomeracji miejskiej Tokio mieszka 37 mln ludzi. Cała Polska w jednym małym kawałku wyspy Honsiu. Są takie miejsca, jak słynne skrzyżowanie Shibuya, gdzie człowiek z zadziwieniem patrzy na nieprzebrane rzesze ludzkie przemieszczające się we wszystkie strony świata. I co ważne, Japończycy wszędzie stoją w kolejkach. I tego oczekują od biednego gajdźina, który jest przyzwyczajony do pchania się wszędzie, jak popadnie. Tu jednak musi stanąć w kolejce. Nie ma rady.

Służby są wszędzie

Mimo, że Japonia bez dyskusji należy do najbardziej rozwiniętych krajów świata, to wszędzie pracują ludzie dodatkowo pilnujący wszystkiego. I tak przy każdym skrzyżowaniu, choć są światła, stoi pan w odpowiednim mundurze i dodatkowo kieruje ruchem. Przy windach stoją ludzie, którzy pilnują, aby zbyt dużo osób nie wsiadło. W hotelu nie można sobie usiąść na śniadaniu, gdzie się chce, bo trzeba czekać, aż wskażą miejsce….. W metrach, na dworcach nawet tych dla shinkansenów też. Służba mundurowa jest wszędzie.

Automaty do wymiany pieniędzy

Jen – rzecz święta. Przywiązanie do własnej waluty jest absolutne. Fakt, w wielu, bardzo wielu miejscach płaci się gotówką. Tylko gotówką. Ale w dużych miastach, w wielu hotelach są automaty do wymiany pieniędzy. Wymianie podlegają takie waluty, jak dolary i euro oraz chińskie juany. Złotówek nie przyjmują. Płacić kartą można w coraz większej liczbie miejsc, ale to cały czas jest problematyczne. Na Naricie, czyli na głównym lotnisku tokijskim jest kantor, który wymienia złotówki na jeny i jeny na złotówki. Kurs znacznie lepszy niż w kraju naszym.

Takie tam zgapione

Japończycy cenią swoją odrębność. Biednych gajdźinów już nie traktują jak coś okropnego. Tolerują. Ale z drugiej strony lubią mieć coś u siebie, co jest znane skąd inąd. Dlatego też najpiękniejszy tokijski most, Most Tęczowy do złudzenia przypomina Golden Gate. Warto pojechać na sztuczną wyspę Odaiba, aby się na niego pogapić nocą. Ale mają też własną Wieżę Eiffla, mają też restauracje wzorowane na europejskich. Mają nawet własną, produkowaną od blisko stu lat whisky…. Znawcy mówią, że zaczyna przewyższać tę szkocką. Nie wiem, nie próbowałam. A gdyby nawet, to i tak nie byłabym w stanie ocenić. Wiem jedno – trochę kosztuje.

Japonia to fascynujący kraj.

Renata Ochwat

01.JPG
02.JPG
03.JPG
04.JPG
05.JPG
06.JPG
07.JPG
08.JPG
09.JPG
10.JPG
11.JPG
12.JPG
13.JPG
14.JPG