W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Jagienki, Kamili, Korneliusza , 16 września 2019

Zaglądanie w berlińskie zaułki to przygoda

2019-08-16

Kawiarenki, ciekaw murale, niezwykłe uliczki można odkryć w samym sercu Berlina i to nie tracąc Wieży Telewizyjnej z widoku. Jak już się ktoś napatrzył na Bramę Brandenburską, to pora na poznawanie innych ciekawostek niemieckiej stolicy.

medium_news_header_25523.jpg

Polscy turyści z rzadka zapuszczają się w berlińskie uliczki inne aniżeli aleja Unter den Linden i okolice Bramy Brandenburskiej. I wcale nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele tracą. Ja tak mam od pewnego czasu, że właśnie zaglądam na podwórka, chodzę po niepopularnych zakątkach.

Urokliwe berlińskie podwórka

Tym razem postanowiłam się poszwendać w okolicach Wielkiej Synagogi przy Oranienburgerstrasse. Oczywiście była sobota, synagoga zamknięta, bo szabat, ale można się pogapić na pyszna, odbudowaną po II wojnie światowej kopułę zwieńczoną Gwiazdą Dawida. Złote zdobienia na synagodze widać z daleka. Fasada budynku pokazuje, jak potężną nacją, jak bogatą byli Żydzi mieszkający w Berlinie do wybuchu II wojny. Bogato zdobione odrzwia, bogato zdobiony budynek. Ja wiem, że wnętrze jest niewielkie, bo zaledwie część zniszczonej synagogi odbudowano po 1945 roku. Ale fasada robi wrażenie.

Tuż obok mieści się meksykańska restauracja, a wejście na podwórko jest takiej, jak do wielu berlińskich kamienic. Ale już pierwszy neon i malunek w stylo Otto Dixa powodują, że zajrzeć trzeba. No i jest – wybrukowane, z kasztanem i ławeczkami pośrodku, otoczone kamienicami i restauracyjkami i gabinetem kosmetycznym powoduje, że wpadam w zachwyt. Kocie łby nikomu nie przeszkadzają, na ławce można usiąść z kawą, a wieczorem z winkiem. I człowiek czuje się świetnie.

Do Heckman Hofe

Po chwili ruszam dalej w kierunku Friedrichstrasse. Mijam synagogę i już jestem – Heckman Hofe. To kilka kamienic wzdłuż wijącego się podwórka, na którym stoją małe rzeźby, jest niewielka fontanna. No i znów mnóstwo knajpek, galeryjek ze sztuką użytkową, ławeczek. I znów ginie gdzieś z oczu wielki Berlin. Znów jest ochota, żeby przysiąść na ławce.

Heckman Hoffe to jedno z historycznych i ważnych dla Berlina miejsc. To tu jest słynna szopa z głową konia.

Jak chcą źródła - historia idyllicznego Heckmann-Höfe położonego w zabytkowym Spandauer Vorstadt sięga 1799 roku. W 1905 r. przemysłowiec Heckmann nabył gospodarstwa i nadał im swoją obecną nazwę. Firmy Heckmann w Berlin-Kreuzberg budowały różne urządzenia, a szczególnie te dla gorzelni. Heckmann-Höfe służył jako siedziba administracyjna, jako siedziba biura inżynieryjno-projektowego firmy, a apartamenty zostały udostępnione wyższym pracownikom firm Heckmann. Obecnie od 1950 roku miejsce to służy ludowi Berlina – i turystom.

Do Rosyjskiego Zakątka

Z Heckman Hofe przemieszczam się do Rosyjskiego Zakątka. To tuż obok wieży, właściwie na tyłach Czerwonego Ratusza. Punktem centralnym jest śliczny gotycki kościół pw. Św. Mikołaja – dziś muzeum. Ale warto się przejść uliczkami tej malutkiej enklawy, gdzie też jest mnóstwo małych rzeźbek, sklepów z pamiątkami, kawiarenek. Jest nawet teatr oraz obowiązkowy Miś.

Warto podejść do Szprewy, aby popatrzeć na rzeźbę św. Jerzego walczącego ze smokiem. Choć praca ma zaledwie 14 lat, wygląda tak, jakby tam była zawsze.

To właśnie tu mieści się też muzeum Heinricha Zille, znakomitego rysownika, karykaturzysty, komentatora berlińskiego życia w dwudziestoleciu międzywojennym.

To kolejny taki zakątek, który jest lata świetlne odległy od wielkomiejskiego Berlina, choć do Wieży Telewizyjnej i Aleksanderplatz jest może z 500 metrów. Urokliwe miejsce bardzo. I raczej poza trasami typowych wycieczek po Berlinie.

Roch

01.jpg
02.jpg
03.jpg
04.jpg
05.jpg
06.jpg
07.jpg
08.jpg
09.jpg
10.jpg
11.jpg
12.jpg
13.jpg
14.jpg
15.jpg

Warto wiedzieć

Do Wielkiej Synagogi i ciekawych podwórek można dojechać z dworca Ostkreutz, do którego dojeżdżają pociągi z Kostrzyna nad Odrą kolejkami S7 i S5. Wysiada się na Hackescher Markt i za jakieś 500 metrów już osiąga się Synagogę.

Na pobliskiej stacji metra Oranienburgstrasse można zobaczyć zdjęcia z odbudowy synagogi po zniszczeniach spowodowanych przez nazistów podczas nocy kryształowej. Bo synagoga nie padła ofiarą bombardowań alianckich, zniszczyli ją naziści.

Na berlińskich podwórkach warto się zatrzymać i wypić kawę – w upał mrożoną, w chłodne dni – jakąkolwiek na goraco. To wydatek do 4 euro.

Z Heckamn Hofe do Rosyjskiego Zaułka najprościej pójść pieszo. Wzdłuż Szprewy tak, aby Wyspę Muzealną mieć po prawej ręce. Zajmuje to z 10 do 15 minut, ale spacer wiedzie już po pocztówkowym Berlinie tak, aby po chwili znów zagłębić się w miejsce, które też niekoniecznie leży na szlakach typowych wycieczek.

Jeśli dojechaliśmy do Berlina samochodem, to warto kupić całodzienna kartę na komunikację miejską. To wydatek rzędu 7,8 euro, ale się opłaca. I dodam, nawet w Berlinie pracują kanary. Ostatnio tego sama doświadczyłam.