W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Ambrożego, Florentyny, Gawła , 16 października 2019

Niezwykłe budowle, czyli zamki po japońsku

2019-10-07

Kiedy się myśli zamek, to do głowy przychodzą średniowieczne budowle z fosami i grubymi basztami. Dlatego, kiedy się staje przed japońskimi zamkami, myśli się o wszystkim, ale nie o wojnie.

medium_news_header_25986.jpg

W Japonii przetrwało coś około 20 zamków z różnych okresów szogunatów. Ale tylko jeden jest autentyczny, czyli nie odbudowany, największy i chyba najpiękniejszy – biały zamek Himeji. Ale inne też robią wrażenie.

Pilnuje ziemi od morza

Pierwszy zamek, który widziałam w Japonii to ten stojący na wysokim brzegu nad Pacyfikiem w miejscowości Atami. I wcale mi nie przeszkadzał fakt, że to … atrapa turystyczna. Bo budynek w stylu drugiego szogunatu został wzniesiony dopiero w 1959 roku, właśnie jako atrakcja turystyczna. Ale jak kto tego nie wie, to a przedsmak właśnie japońskich warownych zamków, które ze wszystkim się kojarzą, ale Europejczykom jakoś najmniej właśnie z zamkami. W każdym razie budowla wygląda przepięknie, strzeże zatoki Sagami, a wieczorem zwyczajnie zachwyca.

Ze słowiczą podłogą

Z Atami pojechałam do Kioto, chyba najgłówniejszego punktu mojej wycieczki. Jechałam tam shinkansenem, czyli szybkim pociągiem. No i to była fascynująca podróż, bo z okien zobaczyłam Górę Fudżi, która poprzedniego dnia schowała się w chmurach i ani na chwilkę z nich nie wychynęła.

W Kioto obejrzałam słynny Nijo-Jo Castle czyli zamek Nijo-Jo. Potężna, otoczona murami obronnymi budowla była siedzibą równie potężnego shoguna Iyeasu Tokugawa – to XVII wiek. Wchodzi się do niego przez niezmiernie ozdobną bramę umieszczoną za głęboką fosą. To parterowy budynek, po którym bez względu na porę roku chodzi się boso. I choć niemal pusty, bo brak wystroju wnętrz, to zachwyca malowanymi ścianami. I uwaga, ma słowiczą podłogę, czyli taką, która wydaje dźwięki przy każdym kroku. To zmyślny wynalazek, który powodował, iż w otoczenie shoguna nie mógł się dostać nikt niepożądany.

Zamek otacza przepiękny zimozielony ogród, gdzie roślina, kamień i woda stanowią jedno.

Złoto odbite w stawie 

Drugą budowlą, która po prawdzie jest dziś uznawana za świątynię, ale pierwotnie była warownym mieszkaniem jednego z shogunów jest Złoty Pawilon także w Kioto. To jeden z najbardziej znanych symboli królewskiego miasta. Pozwala wyobrazić sobie potęgę shogunow, ale i pokazuje, że warowne mini zameczki mogą stać się potem domami mieszkalnymi. Dziś Złoty Pawilon jest pusty i nie wchodzi się do wewnątrz, ale wystarczy stanąć na brzegu stawu, zapatrzeć się w odbicie i człowiek zapomina, że jest w trzecim co do rozwoju kraju świata. Przynajmniej ja tak miałam i wcale mi nie przeszkadzał padający gęsty, ciepły deszcz.

Do Zamku Kruka

Kolejny zamek na moim szlaku, to zamek w Okayamie, zwany Zamkiem Kruka. Nazwa pochodzi od tego, że ściany są czarne. To XVI-wieczne budowla, kompletnie zniszczona podczas II wojny światowej, ale pieczołowicie odbudowana w 1987 roku. Czteropiętowy zamek ozdobiony złotymi smokami też jest biegunowo różny od europejskich, ale jest modelowym dla Japonii.

Ze względu, że został pieczołowicie odbudowany, ma udogodnienia – winda zawozi na najwyższą kondygnację i człowiek sobie wolniutko schodzi. Po drodze można obejrzeć trochę eksponatów, jak choćby autentyczne XX-wieczne zbroje samurajskie, takowy miecz czy sceny z życia Japonii w czasach drugiego szogunatu.

Przy zamku rozciąga się jeden z najbardziej słynnych ogrodów Japonii – Korakuen. To jedno ze szczytowych osiągnięć sztuki ogrodniczej. Można tu popatrzeć na karpie koji, ale i na krzewy herbaty. Park jest na tyle popularny, że ulubiły go sobie młode pary na poślubne zdjęcia. Zamek i otoczenie robią niezwykłe wrażenie.

Zamek Białej Czapli

Ale żeby zobaczyć najpiękniejszy i zachowany w oryginale zamek, trzeba pojechać do miasta Himeji, w połowie drogi między Okayamą a Kobe. Białe ściany powodują, że nazywany jest zamkiem Białej Czapli.

Przepiękna, sześciopiętrowa budowla była silnie obwarowana i zdolna odeprzeć zmasowany atak, ale… nigdy nikt tego zamku nie oblegał. Nigdy nie toczono o niego żadnych walk. O dziwo, ocalał nawet podczas zmasowanych ataków Amerykanów na cesarską Japonię podczas II wojny światowej.

Tu też bez względu na pogodę zwiedza się go boso. Ale nie ma żadnych udogodnień, więc najpierw trzeba się wdrapać na najwyższe piętro, a następnie zejść na dół. Prawie nie ma wyposażenia, ale daje się tu odczuć, jak się mieszkało w XVIII wieku.

Tak naprawdę warto obejść go dookoła, zajść do sąsiadujących z nim ogrodów. Ja siedziałam długą chwilę i zwyczajnie się na przepiękną budowlę gapiłam.

Renata Ochwat

Warto wiedzieć

Wszędzie tam, gdzie eksponowane są oryginalne miecze samurajskie, warto się zatrzymać na dłuższą chwilkę. Po II wojnie światowej, przegranej przez Państwa Osi, w tym przez Japonię, Amerykanie podczas długiej, bo trwającej do połowy lat 50. okupacji wywieźli niemal wszystkie miecze. Dziś Japonia ma narodowy program wykupowania tego uzbrojenia. Oznacza to, że jeśli na jakiejś aukcji pojawia się taki miecz, a pojawiają się od czasu do czasu, państwo Kwitnącej Wiśnie go wykupuje. Koszty nie są istotne.

W Zamku Himeji można spotkać wojowników ninja, czyli ludzi przebranych w stroje nijna. Raczej trudno się spodziewać, że spotka się samurajów. Pełna zbroja i uzbrojenie to około 30 kilogramów.

Niemal wszystkie zamki mają własne ogrody i jak się planuje czas na zwiedzanie, warto dołożyć chwilkę na spacer po tych czarownych miejscach.

W Japonii niemal w każdej parkowej sadzawce można oglądać karpie koji. Kolorowe wielkie ryby pływają sobie spokojnie. Bo choć w Japonii jada się niemal wszystko, co z wody i w wodzie, ale akurat tych ryb nie. I jak mówią źródła, nawet w czasach klęski głodu koji nie były niepokojone. Dlatego też Japończycy nie rozumieją Polaków, dla których karpie są wigilijnym przysmakiem. Podobnie jak wiśnie, bo tych Japończycy też nie jedzą….

01.JPG
02.JPG
03.JPG
04.JPG
05.JPG
06.JPG
07.JPG
08.JPG
09.JPG
10.JPG
11.JPG
12.JPG