W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

W świecie kosztownych i kruchych cacek

2020-03-25

Dwie błękitne skrzyżowane szpady znają wszyscy miłośnicy porcelany na świecie. Miśnia to porcelana właśnie, a wizyta w Muzeum i Manufakturze jest fascynującą przygodą.

medium_news_header_27281.jpg

Już na wstępie kolorowy zawrót głowy. Bo w foyer Muzeum jest także sklep, a tu porcelana za bajońskie pieniądze. A jeszcze większy zawrót głowy jest w Muzeum, gdzie można zobaczyć wszystko właśnie z kosztownej porcelany.

Zaczęło się od alchemików

Porcelanę tak naprawdę wynaleźli Chińczycy i to w VII wieku naszej ery. Jednak cały system produkcji tej kruchej i cenionej nade wszystko techniki był strzeżony jak źrenica oka. Europejczycy płacili bajońskie kwoty za filiżanki i spodki oraz inne naczynia sprowadzone z Kraju Środka.

Ale i w końcu przyszedł czas i na Europę. Co prawda w Miśni, podobnie jak i w Żarach porcelana została wynaleziona trochę przez przypadek, a to za sprawą słynnych alchemików szukających formuły na otrzymywanie złota. W przyszłej królewskiej manufakturze w Miśni sztuka ta udała się Johannowi Friedrichowi Böttgerowi. Był uczniem berlińskiego aptekarza  Zorna. Pierwotnie próbował uzyskać złoto metodą transmutacji, jednak w obawie przed uwięzieniem przez króla pruskiego, uciekł do Wittenbergi. Tu jednak został schwytany na rozkaz elektora saskiego i króla polskiego Augusta Mocnego, po czym przewieziony do Drezna. Böttger aż do śmierci pracował w założonej przez króla manufakturze, nie mogąc opuszczać Drezna.

Pierwotnie opracował on formułę tzw. czerwonej porcelany, aby w drodze dalszych prac osiągnąć tę najbardziej pożądaną – białą i przezroczystą.

Ceramikę w Miśni wyrabia się tak, jak w 1710 roku, czyli od chwili założenia Manufaktury Królewskiej – ręcznie. Rzemieślnicy cenieni na wagę złota korzystają z 700 tysięcy wzorów powstałych przez trzy stulecia. Tak samo zdobią i wyzłacają filiżanki i talerze oraz przedmioty ozdobne. Manufaktura ma własne kopalnie kaolinu niezbędnego do produkcji białego złota i własne laboratorium, gdzie powstają farby. I są to szczegóły chronione jak źrenica oka.

Zatem czas ruszyć na zwiedzanie

Zwiedzać Muzeum Porcelany można na dwa sposoby. Pierwszy, który ja szczególnie polecam, połączony z prezentacją techniki wyrabiania naczyń i figurynek, drugi – samo muzeum. Decydujemy się na opcję – z pokazem sposobu wyrobu kosztownych naczyń. Pani w kasie pyta, skąd jestem, zaznacza to w systemie i po chwili oczekiwania na rozpoczęcie wycieczki otrzymuję słuchawki z polskim tekstem.

W drodze do salki projekcyjnej przechodzę obok Saksońskiej Statuy Wolności – to zapierająca w piersiach przepiękna rzeźba – najwyższa na świecie. Postać kobiety ubranej w strojną tysiącami małych porcelanowych kwiatków zatrzymuje każdego, kto obok niej przechodzi. Jak ktoś ma wolne 31 tys. euro – może kupić sobie miniaturę tej rzeźby. I jak się dowiaduję, stale te piękne rzeźby są kupowane.

I w końcu salka kinowa. Zwiedzanie zaczyna się od projekcji wysmakowanego filmu właśnie o historii porcelany. Oprócz mnie w salce kinowej na 30 osób siedzą Japończycy i jakaś rosyjska para. Po kilkunastu minutach przechodzimy dalej i tu już zaczyna się przygoda. Pan rzemieślnik pokazuje na kole garncarskim, jak tworzy się te przedmioty, następnie kilka innych odsłon – mamy pokaz malowania, zdobienia w drobne szczegóły, złocenia. Można poznać dzieje najsłynniejszych motywów saksońskiej porcelany – jak wzór cebulowy czy wzór z liśćmi.

No i w końcu można przejść do Muzeum.

Cacko goni cacko

Przy wejściu do części muzealnej wita zwiedzających biały słoń a nad nim wiszą dwie błękitne skrzyżowane szpady – znak firmowy manufaktury królewskiej. A dalej, a dalej to już totalny zachwyt – bo zbiór robi wrażenie. Trzeba i warto spędzić tu trochę czasu. Bo przepiękne figurynki zwyczajnie zachwycają. A to można wypatrzyć polski szlachecki pocałunek w rękę. Przecież na dworze saskim było sporo Polaków. A to można pooglądać kilka orkiestr – w różnych strojach i z różnymi instrumentami. Wśród niewielkich białych figurek można też zobaczyć postać samego Fryderyka II Wielkiego domu Hohenzollern – władca siedzi na koniu i słucha jakiegoś poddanego. Można też spotkać barona Munchausena na armatniej kuli czy inne słynne postaci z historii i legendy.

Ale miśnieńska porcelana to nie tylko figurki z XVIII i XIX wieku. To także wariacje na temat współczesnych malarzy, jak choćby Joan Miro czy Salvator Dali. To także słynne bestiarium, czyli kolekcja zwierząt rzeczywistych i nierzeczywistych jak choćby jednorożce. Ale także słynne zegary.

Kolekcja jest imponująca i warto dać sobie czas, aby dokładnie jej się przyjrzeć.

Renata Ochwat

misnia-02.JPG
misnia-04.JPG
misnia-05.JPG
misnia-06.JPG
misnia-08.JPG
misnia-09.JPG
misnia-10.JPG
misnia-11.JPG
misnia-14.JPG
misnia-15.JPG
misnia-18.JPG
misnia-24.JPG

Warto wiedzieć

Bilet do Manufaktury Królewskiej kosztuje 10 euro dla dorosłych i6euro dla dzieci. W ofercie jest bilet łączony, czyli Manufaktura plus Zamek Albrechtsburg w cenie 15 euro, ale moim zdaniem właśnie ten zamek można sobie podarować.

Każdy zwiedzający dostaje tour-guide z tekstem po polsku i zwyczajnie warto przejść przez prezentację – jak powstaje cacko. Zajmujące to jest.

W Manufakturze można robić zdjęcia, ale bez flesza. Muzeum nie pobiera dodatkowej opłaty.

Jeśli komuś będzie mało porcelany, powinien odwiedzić Zwinger w Dreźnie. Tu w ramach biletu do Galerii Starych Mistrzów z obrazami takich tuzów, jak Rafael Santi, Bernardo Belotto zwanym Canaletto czy Johannes Vermer, jest także bilet do Gabinetu z Porcelaną. Tu już zbiór prezentujący nie tylko tę miśnieńską, ale też chińską, japońską czy żarską.

Do Misni dojechać można na kilka sposobów. Jeśli własnym autem lub wycieczkowym autokarem, to warto wiedzieć, że przy Muzeum jest spory parking i jak to w Niemczech bywa, dość drogi. Jeśli w inny sposób – to najlepiej z Gorzowa Flixbusem do Drezna (przesiadka w Berlinie). Z Drezna natomiast kolejką miejską S1. I trzeba dojechać do ostatniej stacji, czyli Miśnia Trebischal. Stąd pieszo jakieś 300 metrów. Droga świetnie oznaczona przez wskaźniki. I na taką wycieczkę warto kupić całodzienny bilet za 14 euro.