W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Emmy, Flory, Romana , 24 listopada 2020

Ślady wielkiej historii tak blisko nas

2020-08-27

Tylko właściwie historycy regionu wiedzą, że malutka dziś wioseczka położona tuż za granicą województwa była świadkiem niezwykłej historii wiążącej się z II wojną światową.

medium_news_header_28406.jpg

W czasach pandemii, kiedy podczas wakacyjnych czy weekendowych wyjazdów należy unikać zatłoczonych miejsc, może warto zajrzeć do jednej czy drugiej dziurki, która jest świadkiem niezwykłych historii. Tak właśnie jest z wsią Chełm Dolny niedaleko Morynia i Myśliborza.

Bardzo stara wioska

Dziś Chełm Dolny to senna wioseczka, do której trzeba zjechać z bardziej uczęszczanych szlaków. Mała wieś z ślicznie zachowanym kościołem z kamiennych kwader oraz kaplicą grobową stojącą tuż za kościelnym płotem. Jest jeszcze odresturowany park, odbudowana stara kuźnia, dobrze zachowane domy z początków XIX wieku i stary cmentarz. Ktoś powie – wielki nic gdzieś w lesie, ale tropiciel lokalnych historii, lokalnych niezwykłości znajdzie tam dla siebie kilka rzeczy.

Ale najpierw o same wsi. Już to, że jej historia sięga XIII wieku jest rzeczą samą w sobie zajmującą. Zapiski o niej znajdą się w słynnej Księdze Ziemskiej margrabiego Ludwika Starszego – pod nazwą Wartenberg – i do 1945 roku pod taką nazwą ta wieś funkcjonowała. Przez stulecia była własnością różnych niemieckich rodów szlacheckich.

Jednak dla nas ciekawa historia zaczyna się w 1883, kiedy to majątek ten kupuje za dotację od cesarza Wilhelma I Hohenzollern jego adiunkt generał Hermann von Tresckow. Wybudował on modernistyczny dworek, założył park dworski oraz postawił rodzinną kaplicę pogrzebową. Zaczynają się dobre lata, wieś do stycznia 1945 roku należy do tego rodu.

Potomek walczył z Hitlerem

Von Tresckowowie – liczący się pruski ród szlachecki, ród z którego wywodziło się wielu wysokich rangą wojskowych. I właśnie z tego rodu wywodził się generał Henning von Trescow, których choć urodził się w Magdeburgu, to jednak w Chełmie spędził swoje najmłodsze lata i tu miał spocząć na wieki po swojej śmierci – miał, ale nie spoczął.

A było to tak.

Henning Hermann Robert Karl von Tresckow był generałem majorem w Wehrmachcie. W chwili wojny był oficerem sztabowym 228. dywizji piechoty, z którą brał udział w ataku na Polskę. Następnie był oficerem sztabu Grupy Armii Środek walczącej na terenie ZSRR. Awansowany do stopnia generalmajora, objął stanowisko szefa sztabu 2 Armii. I tu ma swoim koncie bardzo niechlubną rzecz – podpisał bowiem rozkaz wywozu słowiańskich dzieci na tereny III Rzeszy w ramach Heuaktion.

Już w 1942 roku opracował kilka planów zamachu na Hitlera. Jednak zawodzą lub nie są wykonywane. Dopiero w marcu 1943 roku Tresckow przechodzi do czynów. Udaje sięmuumieścić bombę zegarową w samolocie Hitlera, ale detonator zawodzi..

Najsłynniejszy zamach i kara po śmierci

Nadchodzi lipiec 1943 roku. Henning von Tresckow wraz z Clausem Schenkiem hrabią von Stauffenbergiem zaczyna opracowywać plan obalenia wodza III Rzeszy 20 lipca.Jest również w kontakcie zgrupą oporu skupioną wokół Carla Frierricha Goerdelera. Ale kolejny raz nic z tego nie wychodzi. Dopiero 20 lipca 1944 roku Stauffenberg przeprowadza najsłynniejszy zamach na Hitlera – w Wilczym Szańcu w Gierłoży. Zamach się nie udał. Konsekwencje były straszliwe. Hanning von Tresckow popełnia samobójstwo w Białymstoku. Rodzina chowa jego ciało w kaplicy grobowej – tej, która do dziś w Chełmie oglądać można. Wydaje się że, to koniec tej historii. Otóż nie.

Wściekły i ocalały Hitler skazuje na karę śmierci zamachowców i ich najbliższe rodziny. Oczywiście po przeprowadzonym procesie.

Ale co zrobić z zamachowcem, który już nie żyje? Odbywa się sąd, sąd decyduje, że ciało należy unicestwić. I dokładnie miesiąc później bojówki SS wpadają do sennej wioseczki, wywlekają ciała Henninga von Tresckow. Wiozą je do nieodległego Sachsenchausen i tam palą w piecu krematoryjnym. Tak kończy się ziemski los zamachowca na Hitlera wywodzącego się z tej ziemi.

Nie lepszy los spotyka jego kuzyna, właściciela majątku.

28 stycznia 1945 roku do wsi wchodzą oddziały Armii Czerwonej. Od kul żołnierzy radzieckich ginie właścicielka majątku wraz z synem Rudigerem, a pałac zostaje spalony.

Dziś tylko kościół, kaplica i pozostałości majątku zaświadczają o tym, że działy się tu rzeczy niezwykłe.

Renata Ochwat

chelm-1.JPG
chelm-10.JPG
chelm-2.JPG
chelm-3.JPG
chelm-4.JPG
chelm-5.JPG
chelm-6.JPG
chelm-7.JPG
chelm-8.JPG
chelm-9.JPG

Warto wiedzieć

W Chełmie Dolnym po obejrzeniu kaplicy grobowej von Tresckowów można się wybrać nad jezioro, zresztą o tej samej nazwie i odpocząć od strasznych historii. Zwykle nie ma tu wcale ludzi.

W Chełmie warto spojrzeć na gotycki, z kwader granitowych kościół (XIII wiek), dziś pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Na zewnątrz świątyni można znaleźć równoramienny krzyż grecki znajdujący się w południowo wschodnim narożniku, w 17 warstwie kwadr granitowych licząc od gruntu; ornament ten stanowi rzadkość w świątyniach w tej części Europy. Na ścianach zachowały się fragmenty gotyckiej polichromii z końca XV w., przestawiające sceny biblijne. W 1967 r. na ścianach zamontowano gipsowe stacje Drogi Krzyżowej przywiezione ze zrujnowanego kościoła z Warszawy. Na bocznej ścianie wisi tablica pamiątkowa ufundowana przez rodzinę von Tresckow, z nazwiskami członków rodu pochowanych na miejscowym cmentarzu.

W okolicy aż roi się od ciekawych miejsc, które po drodze można zobaczyć, bo jest śliczne miasteczko Moryń, jest Pszczelnik z litewską enklawą, jest Trzcińsko Zdrój czy Chojna oraz są Chwarszczany z najpiękniejszą kaplicą templariuszy chyba w całej Polsce. To tu Pan Samochodzik szukał legendarnego skarbu tych niezwykłych zakonników.

Wycieczka na cały dzień ale z gatunku samochodowych, bo niczym innym w opisane miejsca się raczej nie dojedzie. Pętla z Gorzowa przez te miejsca do Gorzowa liczy około 100 km.