W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Na szlaku »
Adeli, Felicyty, Klemensa , 23 listopada 2020

Miasto zamku, Mendla i katedry na Morawach

2020-11-20

Ponura twierdza na jednym wzgórzu, piękna katedra na drugim a pośród i dookoła stolica Moraw Zachodnich czyli Brno. I choć podróżować na razie za bardzo nie można, to czemu choćby mentalnie się tam nie wybrać.

medium_news_header_29085.jpg

Każdy, kto choć raz była w Czechach, wie, że warto tam zaglądać z wielu przyczyn. Dobre jedzenie, ładna i dobrze zachowana architektura, ciekawe historie. Tak też jest z Brnem, drugim co do wielkości miastem w Czechach, stolicą Moraw i jednocześnie miastem, gdzie powstało prawo Mendla, działa świetna akademia muzyczna im. Leoša Janačka i jest całkiem sporo interesujących kościołów jak na świecki kraj. Miasto, po którym warto się posnuć.

Od jednego wzgórza do drugiego

Punktem wyjścia do spacery po mieście niech będzie dworzec kolejowy, bo najłatwiej dojechać do Brna właśnie koleją. Stąd żabi skoczek na Stare Miasto i do pierwszego zabytku, jaki trzeba zobaczyć, czyli starej, gotyckiej, zbudowanej z kamiennych kwadr katedry św. Piotra i Pawła. Po drodze mija się intrygujący klasztor kapucynów, którego nie sposób nie zauważyć, ponieważ przed budynkiem stoi szereg rzeźb wyobrażających różnych świętych. Po drodze też mija się Muzeum Morawskie i jedną z kolumn morowych, których w Czechach można spotkać całkiem sporo. Tu też jest kolumna dedykowana Wolfgangowi Amadeuszowi Mozartowi. No i też nie warto przegapić, bo wielki kompozytor jest tu przedstawiony jako mały, rozkapryszony chłopczyk.

Wąska, brukowana uliczka pnie się stromo do góry i po chwili już otwiera się widok na strzelistą, wysoką, imponującą katedrę. Uszkodzona podczas wojny 30-letniej została przebudowana w stylu baroku, jednak w XIX wieku przywrócono jej pierwotną formę i zachwyca nią do dziś. Przed katedrą stoją piaskowe pomniki patronów, których można rozpoznać po atrybutach – Piotr trzyma klucze, a Paweł opiera się na mieczu i ma otwartą księgę.

Wnętrze ma surowy, gotycki wystrój Nie ma tu zbędnych obrazów, chorągwi czy innych współczesnych wynalazków. W takim wnętrzu czas się zatrzymuje.

Ku drugiemu wzgórzu

Kiedy już człowiek upoi się atmosferą, pora ruszać dalej, do drugiego wzgórza, na którym usytuowana jest ponura twierdza Špilberk. Po drodze można popodziwiać znakomicie zachowane mieszczańskie kamienice, bo Brno w przeszłości było bardzo bogatym, kupieckim miastem, w którym żyli zamożni mieszczanie. Miejscami można zapatrzyć się na bardzo współczesne rzeźby, bo stolica Moraw to ciekawa mieszanka starego i nowego.

Na wzgórze  twierdzą trzeba się znów wspiąć. Droga wiedze parkiem, który porasta zamkowe wzgórze. Ale warto to zrobić.

Słynna forteca przez lata uchodziła za niezdobytą. Oparła się wojskom husyckim – słynnym Sierotkom, także armiom szwedzkim i pruskim. Początkowo stał tu zamek, będący siedzibą władcy, ale wobec rozwoju sztuki wojennej został włączony w założenie architektoniczne potężnej twierdzy. W XVIII wieku zamieniono ją na ciężkie więzienie, do którego trafiali często przedstawiciele ruchów narodowo-wyzwoleńczych z całej Europy. Do naszych czasów przetrwały położone na wzgórzu zabudowania zamkowe z systemem bastionów. Jednak nawet samo położenie i stromizna na jakiej leży zamek pozwalają uzmysłowić sobie jak trudno było zdobyć Špilberk kilkaset lat temu.

Z murów twierdzy rozciąga się jedyny w swoim rodzaju widok na katedrę i pozostałe kościoły oraz generalnie na miasto.

Do centrum pora iść

Z twierdzy turysta przenosi się do centrum miasta, do placu Swobody. Po drodze mija się słynna i bardzo dobrą Akademię Muzyczna im. Leoša Janačka, kompozytora związanego z Morawami, który w Brnie jest pochowany. Jeszcze dalej jest Uniwersytet Masaryka, czyli pierwszego i najdłużej urzędującego prezydenta Czechosłowacji Tomáša Garrigue Masaryka, który pochodził z Moraw.

Turysta przechodzi także obok wybitnie ciekawego, otynkowanego na biało romańskiego kościoła pod wezwaniem św. Jakuba i w ten sposób przez krótką chwilę podąża czeską ścieżką Europejskiego Szlaku Pielgrzymkowego św. Jakuba z Santiago de Compostela.

No i już, dochodzimy do placu, na którym podczas świąt odbywają się tradycyjne jarmarki – zarówno w czasie Bożego Narodzenia, jak i Wielkiej Nocy. Oczywistym jest, że w tym roku pozostają tylko zdjęcia, bo jarmarków nie będzie. Ale także tu znajduje się mnóstwo knajp, knajpek, hospudek, miejsc do odpoczynku jest mnóstwo.

Do muzeum Mendla

Nie powinno się pominąć, choć bardzo często turyści to robią, bazyliki Wniebowzięcia NMP z opactwem augustianów i muzeum Mendla. Założony w średniowieczu kościół otrzymał w późniejszych latach barokowe wyposażenie, a w XIX wieku secesyjne malowidła. Jednak mury zachowały swój gotycki charakter i doskonale widoczne założenie architektoniczne. W kościele pochowano polską księżniczkę Elżbietę Ryksę i jej kochanka Henryka z Lipy. Wieloletnim opatem klasztoru augustianów był Gregor Mendel, którego badania nad zielonym groszkiem dały podwaliny pod współczesną genetykę.

Niespieszny spacer zajmuje cały dzień. Kończy się na dworcu kolejowym, skąd go zaczęliśmy.

A na koniec dnia warto się napić specjału czeskiego – grzanego wina wzmocnionego grogiem, czyli jakąś mieszanką mocnych alkoholi. Nawet najtęższy mróz nam nic wówczas nie zrobi. Ja z reguły wybieram taki z owocami. Po prostu palce lizać.

Renata Ochwat

Legendy z Brna

Co to za poważne miasto bez jakiegoś straszydła? Brno ma więc swojego smoka. Według legendy dręczącego mieszczan gada zabił sprytny mężczyzna, który podrzucił stworowi skórę byka wypchaną wapnem. Wypchanego smoka (krokodyla) można oglądać do dziś w Staromiejskim Ratuszu.

Inna legenda mówi, że podczas oblężenia miasta w czasie wojny trzydziestoletniej, szwedzki generał miał złożyć uroczystą przysięgę, że jeśli nie zdobędzie Brna do południa następnego dnia, to odstąpi od walki. Wszystko podsłuchał szpieg, który poinformował o zobowiązaniu mieszkańców. Ci zaś zaczęli bić w dzwony katedry tuż przed szturmem czyli o godzinie 11. Szwedzi wycofali się, a na pamiątkę tego wydarzenia w dzwony w Brnie uderzano zawsze godzinę przed południem.

Dwie opowieści związane są z osobą architekta Antona Pilgrama. Zaprojektował on portal Staromiejskiego Ratusza, ale kiedy dowiedział się, że rada miasta obcięła mu pensję najwyższy pinakiel kazał wyrzeźbić krzywo. Podobna nieprzyjemność miała go spotkać w czasie wznoszenia kościoła św. Jakuba. Wszystko wskazywało na to, że wybitny architekt skończy swoją pracę szybciej niż budowniczowie katedry. Ci więc przekupili rajców i doprowadzili do rozwiązania umowy z Pilgramem. Budowniczy poprosił tylko o możliwość wykończenia jednego łuku. Gdy zakończył swoją pracę oczom mieszczan ukazała się rzeźba mężczyzny i kobiety pokazujących gołe pośladki! Zarówno nieprzyzwoitą parę jak i krzywy pinakiel możemy oglądać do dziś.

Warto wiedzieć:

W Czechach obowiązuje ich narodowa waluta czyli korony. Już jakiś czas temu Czesi zaokrąglili wszystkie ceny, tak, że nie mają problemu z haleřami, czyli groszami. Jeśli chodzi o punkty wymiany – bez problemu znaleźć można kantory. W niektórych restauracjach oraz hospudkach można płacić euro.

Do Brna z Gorzowa można dojechać w kilka sposobów. Najprościej własnym autem, ale można pociągiem przez Pragę. Podróż trwa 2,5 godziny, pociągi IC / EC / RailJet kursują co 30-60 minut: Warto poszukać operatora RegioJet, który zapewnia obsługę pociągów dziewięć razy dziennie. Bilety są zazwyczaj sprzedawane online za 99 Kč.  W czasach, kiedy regularnie kursuje Flixbus, można się wybrać tą linią. Wówczas trzeba się liczyć z przesiadką w Katowicach lub Wrocławiu.