W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2019

Wolf, Kruszonowa, Kordoń

2012-04-23

Nareszcie mogę zajmować się tym, co najbardziej lubię – czytaniem książek. A teraz jeszcze dzielić się wrażeniami z moich lektur. Będę tu pisać o książkach, które zwróciły moją uwagę, a jeśli Ty – Drogi Blogerze jesteś w stanie oderwać się od Internetu – czytaj ze mną.  Na pewno nie przeczytam wszystkich książek, które były, są lub będą wydane. Dlatego zapraszam – podziel się ze mną (nami) swoimi wrażeniami po lekturze różnych książek: zarówno tych dobrych, ale także tych złych. Mnie interesują przede wszystkim książki związane z naszym regionem –Gorzowem i okolicami w sensie tematycznym, ale także przez miejsce życia ich autorów. Dziś o aż trzech książkach, które opowiadają o Gorzowie, a ich autorzy tu mieszkali lub mieszkają.

Tuż przed i tuż po wojnie

Gorzów, jak chyba żadne inne miasto w regionie, ma dwie powieści ukazujące je tuż przed i tuż po tym wielkim przełomie, jakim było zakończenie wojny i wymiana mieszkańców. Życie niemieckiego Landsberga w latach wojny ukazują „Wzorce dzieciństwa” niemieckiej pisarki Christy Wolf. Autorka była tak dokładna w opisach zdarzeń i miejsc, że dla żyjących w tamtych latach była to klasyczna powieść z kluczem. Powstały artykuły i rozprawy autorstwa innych mieszkańców Landsberga, którzy komentowali lub rozszerzali wątki zawarte w powieści. Mamy więc obraz życia kilku rodzin,w tym rodziny autorki, przemiany szkolnej nauki, stosunek do Żydów i co najważniejsze, coraz silniejszy wpływ wojny na codzienność miasta, które do końca stycznia 1945 roku nie odczuwało skutków działań wojennych.
W 1947 r. na łamach gorzowskiej mutacji „Głosu Wielkopolskiego” ukazało się 37 odcinków powieści pod tytułem „Rubież” autorstwa dziennikarki tego pisma Natalii Bukowieckiej-Kruszonowej. Akcja powieści dzieje się jednego dnia – 18 kwietnia 1946 roku, dokładnie rok po przybyciu do miasta kilkunastu pionierów, których zadaniem było objęcie władzy w mieście Rubież. Koleje ich losu różnie się poukładały. W sensie akcji tego dnia niewiele się dzieje, mamy luźno ze sobą powiązane zdarzenia: sabotaż w elektrowni, ustawienie krzyża w Iglicach, przyjęcie w restauracji „Polonia”, wieczorem wiec. Jest również zakończenie bardzo schematycznie prowadzonego wątku miłosnego, choć samo zakończenie do schematycznych nie należy. Nieliczne zdarzenia z jednego dnia autorka osadza w swobodnie prowadzonych nawrotach wątków, by uzmysłowić czytelnikom procesy, jakie zachodziły w tym pierwszym roku, bardzo ważnym dla polskiej władzy. Jest to powieść, ale tak bardzo wyrastająca z rzeczywistości, że publikację książkową tego tekstu z 1997 r. historyk Dariusz Rymar opatrzył komentarzem, w którym wiele wątków odniósł do autentycznych zdarzeń oraz dał informacje o prawdziwych osobach, które posłużyły Bukowieckiej do stworzenia literackich bohaterów.

Panorama wojewódzkiego miasta

Minęło ponad 50 lat i znów dostaliśmy książkę – nie waham się tego powiedzieć – o Gorzowie, choć nazwa naszego miasta nigdzie nie pada.

Akcja powieści „Koniec drogi do raju” rozpoczyna się w 1975 roku, gdy powieściowy Mieszków stał się stolicą województwa. Autorem jest Henryk Wawrzyniec Kordoń, członek Związku Literatów Polskich, laureat Lubuskiego Wawrzynu Literackiego za najlepszą książkę wydaną w regionie lubuskim w 2006 roku. W latach 1975 – 81 był w Gorzowie jedną z ważniejszych osób na stanowiskach partyjnych. W najnowszej powieści opisał świat, który znał z własnych obserwacji. Autor daleki jest od sugestii, że powieściowy Mieszków to Gorzów, ale związki wydają się oczywiste.

W powieści występuje 150 postaci z rozmaitych środowisk: od I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego partii po duchowieństwo. Treścią zaś jest panorama przemian w latach 1975 – 1981, obraz  najważniejszych polskich wydarzeń tamtych lat odbitych w rzeczywistości miasta średniej wielkości.

Część pierwsza to budowanie struktur nowego województwa, zachłyśnięcie się niezależnością, a stąd już krok do samowoli partyjnej i administracyjnej. W części drugiej autor pokazuje, jak zmieniały się postawy ludzi pracy po wydarzeniach w Radomiu i powstaniu Komitetu Obrony Robotników. Tu także ważne przemiany wśród duchowieństwa, rodzenie się ruchu oazowego, ogólnie budzenie się w ludziach potrzeb religijnych. Część trzecia ukazuje reakcję ludzi na wybór i na pierwszą wizytę w Polsce ojca świętego Jana Pawła II, czyli zarzewie przemian. Zaś część czwarta  poświęcona jest rodzeniu się Solidarności i – równolegle – degradacji partii, dotąd siły najważniejszej. Akcja kończy się wprowadzeniem stanu wojennego, ale dla autora jest to jednocześnie zwycięstwo idei demokratycznych i wolności politycznej.

Na ponad 800 stronach Henryk Wawrzyniec Kordoń stworzył szeroką panoramę przemian mentalnych i politycznych  w końcu lat 80. Powieść jest precyzyjnie skonstruowana, każda scena ma uzasadnienie, każdy bohater reprezentuje określone środowisko lub postawę. To – zgodnie z  tytułem – „Koniec drogi do raju”, bo raj, jaki oferowała PRL, okazał się złudą. Nie znam książki, która by równie sugestywnie i prawdziwie pokazywała życie polskiego miasta w tym okresie. Jest przy tym napisana żywym językiem, z dużą ilością dialogów, zmiennością scen i bohaterów. Swoje literackie wyobrażenia mają tam liczne procesy społeczne i polityczne owych lat, np. ujawnianie nadużyć z pierwszych lat Polski Ludowej, czyli okresu walki z opozycją, bezprawie Urzędu Bezpieczeństwa, także przemiany stosunku do Niemców i Niemiec jako państwa wówczas politycznie wrogiego, dochodzenie do głosu prawdy o radzieckich zsyłkach na Syberię, przez tak wiele powojennych lat odsuwane w niebyt. Autor świadomie patrzy na rzeczywistość z socjologicznego i politycznego punktu widzenia, ale wyraźnie nie radzi sobie z wątkami psychologicznymi. Sfera przeżyć duchowych, szczególnie miłosnych, razi powierzchownością
Ci, którzy nie pamiętają tamtych czasów, mogą się dużo o nich nauczyć. Ci, którzy przeżyli je w Gorzowie, na łamach książki spotkają bohaterów podobnych do swoich znajomych, szczególnie z kręgu władzy. Dla niektórych „Koniec drogi do raju” może będzie nawet powieścią z kluczem, będą się doszukiwać tych lub innych pierwowzorów literackich postaci. Ale nie takie relacje są najważniejsze. To ciekawa panorama miasta w ciekawym okresie historycznych przemian. Gorzów dotąd nie miał takiej książki.

Pamiętaj!

1. Christa Wolf – Wzorce dzieciństwa, Warszawa 1974 – do wypożyczenia w bibliotece.
2. Natalia Bukowiecka - Kruszonowa – Rubież, Gorzów Wlkp. 1997, do kupienia w Archiwum Państwowym w Gorzowie.
3. Henryk Wawrzyniec Kordoń, „Koniec drogi do raju” Gorzów Wlkp. 2011, Wyd. Sonar Literacki, do kupienia w gorzowskich księgarniach.

Fragment książki „Koniec drogi do raju”,  

Oddajcie posąg świętej Katarzyny!

W krótką czerwcową noc posąg świętej Katarzyny zniknął z wnęki fasady dworca PKP.

Dopóki spieszący się podróżni przeważnie opuszczali perony lub biegli do odjeżdżających pociągów, nikt nie zwracał uwagi na brak kolejarskiej Patronki. Kiedy kolejarze zaczęli przychodzić na ranną zmianę, ktoś bardziej spostrzegawczy wskazał pustą wnękę. Na przydworcowym placu zakotłowało, grupka gapiów rozrastała się w zwartą ludzką masę, która kipiała z oburzenia, a poszum gniewu niósł się na budzące się miasto.
– Skandal, skandal! – wrzeszczały rozhisteryzowane kobiety.
– Skandal! – wydzierała się młodzież, wnosząc w ulice nastrój przestrogi, wyolbrzymiając zajście i zwiastując nowe zagrożenie.

O tej porze ruch pasażerski nasilał się, ludzka powódź rozlewała się wszędzie, zablokowała podziemne przejścia i hole, uniemożliwiając funkcjonowanie obsługi. Przez głośniki rozlegało się nieustanne nawoływanie do nie utrudniania ruchu i rozejścia. W falujący oburzeniem tłum wkradała się nerwowość, agresja połączona ze wściekłością i bliska wybuchu nieobliczalność.
– Matko Boska, tratują! – wzmagał napięcie przeraźliwy krzyk.
– Gdzie nasza patronka?! – skandowali kolejarze.
– Święta Katarzyno, wstaw się za nami! – powtarzały niezmordowane dewotki.
– Święta Boża Rodzicielko! – rozpoczęły litanię do Matki Boskiej inne – Święta Panno nad Pannami...
– Podróżni i kolejarska braci! – głosiły megafony. – Mówi do was zawiadowca stacji. Wysłaliśmy delegację po sekretarza Waldemara Kryngała. Wracajcie do domów, idźcie do roboty i szkół. Rozejdźcie się, proszę!
– Precz z komuną! Precz z Kryngałem! – zareagował wzburzony tłum.
– Proszę państwa! – trzeszczały głośniki. – Tu przewodniczący Solidarności na węźle PKP, Józef Mułysz. Informuję, że komisja zakładowa Solidarności przekształciła się w komitet strajkowy. Rozpoczynamy okupację budynku dworcowego, dopóty nasza święta patronka nie wróci na swoje miejsce. Dlatego gorąco proszę osoby postronne do rozejścia się. Niebawem skierujemy ruch pasażerski na przejścia zapasowe, by umożliwić terminową odprawę pociągów. Powtarzam...

Po trzecim wezwaniu przycichło trochę. Zdawało się, że bojowy zapał gawiedzi ostygł. Z ludzkiej ciżby wymykały się grupki robotników, by zdążyć na zmianę, ale młodzież pozostawała podniecona ciekawością. Perony, przejścia i hol powoli pustoszały. Przed dworcem skupisko kobiet odmawiało różaniec. Jeszcze moment, a wszystko wróciłoby do normy.

Wtedy w ulicach dojazdowych pojawiły się plutony szturmowe MO i kompanie ORMO, zaś od tyłu na stację wkraczało wojsko. W stronę rozmodlonych kobiet wystrzelono pojemniki z gazem. Huk odpalanych rac, żrący dym i nieludzki okrzyk przerażenia przemieszały się w straszny raban. Milicyjne dwuszeregi opasywały tłum, zwierały się, napierając, w ruch poszły szturmowe pały.
– Biją! – rozległy się pierwsze jęki.
– Jezus, Maria! – przebiegło przez tłum ostrzeżenie.
– Hitlerowcy, Enkawudyści! – darli się bici.
– Nie dajmy się, rodacy! – huczały dworcowe głośniki. – Bandyci!
– Precz z komuną! – wyła młodzież.
– Na komitet! – zachęcał ktoś prowokująco.
       Brawurowy atak milicji zakończył się łatwym powodzeniem, bo z tyłu ciżby rzuciły się do ucieczki. W pomieszczeniach dworcowych prędko zabrakło miejsca dla wszystkich. W powietrzu unosił się gryzący zapach gazu, odgłosy zgiełku i trwogi, a na bruku zostały dwie z kobiet, które nie mogły się podnieść. Na pełnym sygnale zajeżdżały karetki pogotowia.
– Rozejść się, rozejść! – grzmiały radiowozy.
       Kazetenpowcy zdążyli opanować budynki i zatarasować wejścia od frontu. Milicja zajęła się wyłapywaniem szamocących się bezradnie manifestantów. Główne siły szturmowe w ochronnym ekwipunku przystanęły wzdłuż ścian, jakby wytraciły impet i chęć wgryzania się w mur.
– Uwaga, kolejarze! – wołał milicyjny megafon. – Wzywamy do spokoju! Wracajcie do obowiązków!
– Oddajcie posąg świętej Katarzyny! – odpowiedziały dworcowe głośniki.
– Milicja nie ma z tym nic wspólnego! To chuligański wybryk miejskich
– oprychów! Sprawcy zostaną ukarani! Uczynimy wszystko, żeby odnaleźć statuę świętej.
– Nie wierzymy!
– Przemówi do was członek KC, poseł na Sejm, pierwszy sekretarz KW i przewodniczący WRN, powszechnie znany Waldemar Kryngał!
– Uuuu! Fiuuu! – odpowiedział pomruk i gwizdy.
– Precz z Kryngałem! Precz z komuną!
– Dość przemówień, dość obietnic, dość zwodzenia! – huczały głośniki. –
– Chcemy prawdy, chleba i spokoju!
– Precz z Kryngałem! – wołały tysięczne głosy.
Przypadkowy chwyt, który powiódł się Krzysztofowi Grafowi przed Michemem, przez kolejarzy został wygwizdany.
– Niech żyje Solidarność! – powtarzane niezmordowanie nie dopuściło sekretarza Kryngała do głosu.
Po wielu wezwaniach komitet strajkowy PKP zgodził się na przyjęcia przedstawicieli władz. Joachimowi Sieczkoniowi, Nikodemowi Bałuchowi i Jarmile Pankracz bardzo zależało na odblokowaniu dworca przed południowym szczytem przewozowym. Inżynier Józef Mułysz ograniczył żądania do zwrotu figury świętej Katarzyny.
– Poszukiwania nie dały rezultatów – powtarzał kapitan Bałuch, wierząc w wymowę wojskowego munduru. – Znajdziemy!

Tymczasem siły porządkowe zdążyły się przegrupować. Na opustoszały plac wjechały dziesiątki wojskowych i milicyjnych ciężarówek szczelnie okrytych brezentami. Część oddziałów ORMO przy wyjściu z dworca utworzyła podwójny szpaler jak na powitanie. Atak kompanii MO nastąpił od strony peronów i tuneli. Zanim zaskoczeni kolejarze zdążyli pomyśleć o obronie, musieli uciekać, gdyż ponownie posłużono się gazem.
– Przez spedycję! – zdołał ktoś wypatrzeć zbawienną drogę odwrotu.Wyposażeni w maski gazowe szturmowcy zdecydowanym parciem do przodu siali postrach i przerażenie.
Zdecydowana większość robotników krztusząc się, płacząc i wymiotując, rzuciła się ku głównym drzwiom wyjściowym. Błyskawicznie usunięto podpory. Wypadali na zbawcze powietrze na wpół oszołomieni, bezbronni. W szoku padali na bruk, próbowali się ratować, prosić o litość. Oprzytomnienie przywracały im bolesne uderzenia pał. Szpaler spychał ich ku ciężarówkom, gdzie następne uderzenia zmuszały do ucieczki w przepastne paszcze aut jak w piekielną czeluść.
Przepełnione chlubą socjalizmu samochody czym prędzej odjeżdżały, ustępując miejsca następnym. Przystawały dopiero na nowym poligonie za miastem i ku uciesze konwojentów pozbywały się ładunku. Powrót pieszo do Mieszkowa zajmował nieraz po kilka godzin.