W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Anety, Leokadii, Wiesława , 9 grudnia 2019

Czy robotnikom potrzebna filharmonia?

2012-06-13

W maju obchodziliśmy pierwszą rocznicę istnienia gorzowskiej filharmonii. Jubileusz to skromy, ale z tej okazji ukazała się książka pod tytułem „Droga do filharmonii”, którą serdecznie polecam. W zasadzie jest to przyczynek do historii Gorzowa, a traktuje o muzyce w życiu miasta. Robert Piotrowski, redaktor całości, przygotował artykuł o muzyce w dawnym Gorzowie, czyli niemieckim Landsbergu. Mieszkańcy wybudowali wtedy gmach teatru, a nie filharmonii, ale tam muzyka była obecna na równi ze słowem. W 40-tysięcznym mieście utworzono takie stanowiska, jak miejski dyrektor muzyczny czy kapelmistrz teatru. Tu działało 9 chórów, kilka orkiestr, tu żył Carl Teike, twórca setek marszy wojskowych.

Po zmianie mieszkańców w 1945 roku kroniki miasta Gorzowa zapisują co najmniej trzy inicjatywy utworzenia orkiestry symfonicznej. Odbyło się kilka koncertów. Muzyków i entuzjastów takiej orkiestry w mieście wystarczało, gorzej było z pieniędzmi na utrzymanie zawodowego zespołu. Żadna nie przeszła próby czasu. O tych dążeniach i marzeniach pisze historyk Dariusz Rymar. Potem nastał socjalizm i ogłoszenie Gorzowa miastem robotniczym. A czy robotnikom potrzebna była filharmonia?  Na to pytanie zawsze padała jedna odpowiedź: nie. Tymczasem w Zielonej Górze, wtedy w mieście znacznie mniejszym, ale wojewódzkim, początek polskiej filharmonii datuje się na 1956 rok. W Gorzowie nawet w okresie samodzielności, czyli przez blisko 24 lata istnienia województwa gorzowskiego, nikomu z rządzących nie przychodziło do głowy powołanie filharmonii. Taką instytucję uznawano za atrybut wyłącznie dużego miasta, a Gorzów zawsze był średnim. Ale mimo programowego ograniczenia, kwitło u nas ciekawe życie muzyczne. Ton nadawały orkiestry dęte, były: wojskowa, stilonowska, kolejarska, strażacka, były zespoły rozrywkowe, big-bandy, w latach 70-tych wybuchły zespoły młodzieżowe, z których wyszła Krystyna Prońko i jej bracia, niemal w każdej szkole istniały chóry. To żywiołowe budzenie się inicjatyw muzycznych od lat 50 po 90 domaga się oddzielnych badań, jeszcze nie przeprowadzonych. Najdłużej, bo od 1973 roku do dziś istnieje Gorzowska Orkiestra Kameralna przez wiele lat z nazwą „Odeon”. Rozbudzenie zainteresowań muzycznych to zasługa funkcjonującej od 1946 roku szkoły muzycznej, teraz dwóch, i jednej średniej, a także przez wiele lat Społecznych Ognisk Artystycznych. Dwa rozdziały: o Odeonie i o szkolnictwie muzycznym przygotowała Dorota Frątczak.

Trzeba było dopiero odważnych decyzji obecnego prezydenta, Tadeusza Jędrzejczaka, aby zbudować gmach filharmonii i powołać zespół zawodowych muzyków. Że instytucja taka była potrzebna, świadczy pełna sala na każdym koncercie. A i tak są malkontenci, którzy uważają, że filharmonia to fanaberia niepotrzebna robotniczemu Gorzowowi.

Wracam jeszcze do książki „Droga do filharmonii”, a raczej do albumu, bo tu bardzo dużo zdjęć i reprodukcji pism, wycinków prasowych, afiszy, innych dokumentów. Świetna forma graficzna jest zasługą Roberta Piotrowskiego, który podczas promocji tego albumu przyznał się, że kształcenie plastyczne przez kilka lat odbierał w… Młodzieżowym Domu Kultury. Na marginesie: Robert Piotrowski jest twórcą albumów utrzymanych w podobne formule, czyli krótkie informacje historyczne i dużo zdjęć, map, wycinków, dokumentów dotyczących gmin. Pod wspólnym tytułem „Spotkania z historią” ukazały się już albumy o Santoku, Pszczewie, Trzcielu, a w przygotowaniu kolejne.

Drugi margines przeznaczam na przypomnienie książkowych opracowań kultury gorzowskiej, które przywołuję z pamięci. Teatrowi poświęcona był album „Byliśmy w teatrze” wydany z okazji 60-lecia gorzowskiej sceny oraz wcześniejsze dla podkreślenia tamtych  rocznic. Literatura też znalazła sumujące omówienie w „Leksykonie literatury gorzowskiej” r. Jest kilka albumów poświęconych artystom plastykom, choć nie ma całościowego opracowania obecności plastyki w Gorzowie, Długa i dumna historia fotografiki gorzowskiej zamknięta jest w wielu artykułach lub szkicach. Mamy „Słownik landsberskich i gorzowskich twórców kultury”, plastyków obejmuje leksykon „Artyści Gorzowa” oraz wcześniejszy „Leksykon plastyki gorzowskiej”. Przypomnieniom ludzi kultury służy zbiór reportaży „Zaraz wracam” dotyczy gorzowskich artystów upamiętnionych w Alei Gwiazd na Starym Rynku. Kultura obecna jest także – choć marginalnie – w świetnych opracowaniach współczesnej historii Gorzowa autorstwa Dariusza Rymara.  Historii gorzowskiej muzyki dotyczył dotąd tylko pierwszy rozdział w monografii jazz Klubu „Pod Filarami” pod tytułem  „Keep swinging”. W „Drodze do filharmonii” otrzymaliśmy pełniejszą, choć przecież nie do końca wyczerpaną opowieść o życiu muzycznym naszego miasta.

I jeszcze podziękowanie dla Zakładu Utylizacji Odpadów za finansowy mecenat, czyli sfinansowanie tego albumu.

„Droga do filharmonii”  - Wydawnictwo okolicznościowe z okazji pierwszej rocznicy działalności Centrum Edukacji Artystycznej – Filharmonii Gorzowskiej, oprac. red. i układ całości – Robert Piotrowski, fotoedytor Daniel Adamski, Wydawca Filharmonia Gorzowska 2012, s. 104.

Książka do kupienia w filharmonii za tylko 20 zł.