W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Fabioli, Miły, Sebastiana , 20 stycznia 2020

Ruszaj z przewodnikami

2012-08-08

 

Wakacje na półmetku, ale przed nami ponadto co najmniej dwa miesiące na wędrówki, by poznać najbliższe strony. Polecam więc kilka przewodników, które ukazały się niedawno.

„Przyroda w Dolinie Warty”

Na początek zapraszam najbliżej, bo nad Wartę. Książkę „Przyroda w Dolinie Warty” napisali Zbigniew Rudziński – szef gorzowskich turystów i Piotr Chara – znakomity fotograf przyrody, szczególnie ptaków. Wydało ją Starostwo Powiatowe w Gorzowie, jako że obszar doliny Warty niemal pokrywa się z obszarem powiatu gorzowskiego. Książka jest dwujęzyczna: po polsku i po niemiecku, wydana na kredowym papierze, z dużą ilością bardzo dobrych zdjęć, niestety, w małym formacie.

Autorzy prowadzą czytelników przez Park Narodowy „Ujście Warty”, potem przez dwa parki krajobrazowe: Barlinecko-Gorzowski i „Ujście Warty”, przez zespół przyrodniczo-krajobrazowy „Jezioro Wielkie”, prezentują 10 rezerwatów przyrody, pokazują parki wiejskie, pomniki przyrody, a na zakończenie informują o 12. szlakach rowerowych przebiegających przez te tereny. Można więc na rowerze, można dojeżdżając samochodem do określonych miejsc, a można także – co serdecznie polecam – przejść się ścieżkami wytyczonymi specjalnie, aby zobaczyć to, co najciekawsze. Cztery ścieżki oferuje Park Narodowy „Ujście Warty”. Jest ścieżka dydaktyczna w Barlinecko-Gorzowskim Parku Krajobrazowym rozpoczynająca się w Lubocieczy, gdzie w Leśnej Stacji Edukacyjnej można poznać walory przyrodnicze tego obszaru. Przez trzy rezerwaty w Bogdańcu przebiega czerwony szlak turystyczny, a także przyrodniczy szlak edukacyjny. Przy trasach tych zbudowano wieże, z których widoki nie do zapomnienia.

Proszę: Wyliczcie gatunki ptaków, które żyją w naszych stronach? Ile ich znacie? 10? 20? Założę się, że nie więcej. A w Parku Narodowym „Ujście Warty” zaobserwowano co najmniej 250 gatunków. Koniecznie więc trzeba wybrać się do Chyrzyna, do siedziby Parku, aby pod kierunkiem przewodników poznać choćby kilka nowych. Radzę zrobić to w końcu sierpnia, gdy będzie obchodzone Święto Krowy. Bo właśnie krowy są najlepszymi, naturalnymi sprzymierzeńcami ptaków wodnych. Po prostu wyżerają rośliny, którymi bez ingerencji krów mogłyby zarosnąć płytkie rozlewiska, tak potrzebne ptakom.

Czy wiecie, że orzeł z naszego godła to właściwie bielik, czyli wielki ptak o rozpiętości skrzydeł nawet do dwóch i pół metra? Buduje on gniazda do dwóch metrów wysokości, które ważą nawet aż tonę. Wokół Jeziora Wielkiego koło Witnicy można się doliczyć aż 70 gniazd bielików, najwięcej w Polsce. Mam nadzieję, że przekonałam was, aby  wybrać się na wycieczkę z książką „Przyroda w Dolinie Warty”. A kupić ją można na pewno w siedzibie PTTK przy ul. Mieszka I.

„Zachodnie Kresy Rzeczypospolitej”

Kto lubi dłuższe piesze wycieczki, temu polecam książkę Bogusława Wojciecha Różyckiego, który jako pierwszy przeszedł tę trasę i ją opisał. Autor urodził się w Łowiczu, dorastał w centralnej Polsce, pracował w Krakowie i Małopolsce i to on wybrał się w wędrówkę wzdłuż zachodniej granicy Polski.  Swojej książce dał tytuł „Zachodnie Kresy Rzeczypospolitej. Wzdłuż granicy na Odrze i Nysie” oraz wybitą na okładce dodatkową informacją „Nie tylko przewodnik”.

Po zachodniej, niemieckiej stronie granicy z Polską biegnie dobrze wytyczona i utrzymana trasa rowerowa główna (blisko 300 kilometrów) z licznymi odgałęzieniami do ciekawych miejsc. Po polskiej stronie granicy nie mamy ani takiej trasy, ani nawet dróg równoległych do linii brzegowej rzek. Dlatego turysta musi dość często oddalać się od rzek, ale to pozwala mu na pełniejsze poznanie ziem rozciągających się wzdłuż zachodniej granicy. Za początek trasy przyjął Różycki Bogatynię, ale już w końcu drugiego rozdziału wkroczył do województwa lubuskiego. Następnych sześć i pół rozdziału to opis wędrówki po naszym regionie. Ostatnie trzy dotyczą zachodniopomorskiego, a trasa kończy się w Nowym Warpnie. Krótko mówiąc więcej niż połowa tekstu dotyczy Lubuskiego. I musiał przyjechać człowiek z daleka, żeby nam taki przewodnik napisać. A książkę wydało wydawnictwo z Pruszkowa, obok Warszawy.

Czytałam ją z dużym zainteresowaniem, bo zgodnie z sugestią autora to „nie tylko przewodnik”. Oczywiście mamy opis trasy, którą pieszo i samotnie przemierzył Bogusław Wojciech Różycki, ale są też wydzielone innym drukiem bądź na tak zwanym rastrze bliższe informacje o historii lub o tym, co można jeszcze w okolicy zobaczyć.

Przyznaję, prawie wszystkie miejscowości już odwiedziłam, głównie w celach turystycznych, ale nigdy nie zdarzyło mi się iść trasą obraną przez autora. No i widzę, że to błąd, bo uroków krajobrazu doznaje się najlepiej w trakcie długiej wędrówki. On jest zachwycony naszymi przestrzeniami i naszymi ptakami, których w takiej różnorodności i ilości nigdzie wcześniej nie widział. Spośród miejscowości, odkrywa Kostrzyn i Słońsk, które zaskakują go historią, Przewóz, Trzebiel i Widuchowa dawne miasteczka z zachowanym śladami minionej świetności każą myśleć o przemijaniu, Na odkrycie zdaniem Różyckiego czekają pałac Bruhla w Brodach i Dolina Miłości koło Cedyni. A całość dobitnie ukazuje, że wojny nieodwracalnie niszczą dorobek pokoleń. I że życie na pograniczu jest bogatsze niż w regionach o ustalonej przynależności.

Polecam więc ten nie-przewodnik po zachodnich kresach Rzeczypospolitej nie tylko do czytania, ale przede wszystkim jako inspirację do wędrówki. 

„Między Odrą a Myślą”

Jeszcze inną formułę, ale równie dla turystów ciekawą, zastosowali autorzy bardziej albumu niż przewodnika pod tytułem „Między Odrą a Myślą” z zachęcającą obietnicą na okładce: „Okolice. Tajemnice. Szlaki”. Jest to w zasadzie prezentacja krajobrazu przyrodniczego i kulturowego południowo-zachodniej części województwa zachodniopomorskiego. Projekty tras opracowała i redakcję naukową poprowadziła Aleksandra Stachak, zaś treścią wypełnił zespół autorów i fotografów.

Autorzy wyznaczyli w zasadzie tylko dwie trasy: z Dębna do Cedyni i z powrotem, ale oczywiście innymi drogami. W jedną i w drugą stronę idą (jadą?) zaglądając do ok. 40 miejscowości. W każdej prezentują jej historię podzieloną na dwie części: do 1945 i po 1945 roku oraz szerzej niż przeszłość omawiają walory naturalne tego miejsca i najbliższej okolicy. Dużo tu kolorowych zdjęć, mnóstwo ciekawych informacji. Naprawdę głęboko i szczegółowo potraktowane opowieści o miejscowościach i nie tylko, bo o polach, lasach, jeziorach, rzekach, a nawet grzęzawiskach. Książka ma może dla turysty niezbyt poręczny format, bo A-4, co to do kieszeni się nie zmieści, ale też ilości informacji ani uroków zdjęć na mniejszym formacie zmieścić by nie było można, a i tak album ma 256 stron.

Książkę wydała Oficyna InPlus ze Szczecina. W regionie szczecińskim przywiązuje się dużą wagę do przewodników i innych książek dla turystów o regionie. Jeśli się tam wybierzecie, łatwo znajdziecie interesującą literaturę. 

„Kulinarne wędrówki po Nadodrzu”

Oryginalną formą przewodnika jest książka „Kulinarne wędrówki po Nadodrzu” napisana z inspiracji pań z niemieckiej wsi Gross Neuendorf położonej nad Odrą nieco powyżej Kostrzyna. Panie z tej wsi ogromnie dużo zrobiły dla turystycznego ożywienia swojej miejscowości. Przed wojną dwa brzegi Odry w tej wsi łączył most, ale po wojnie już go nie odbudowano. Natomiast w pozostałościach dawnego portu przeładunkowego urządzono pomieszczenia dla turystów, a w dawnym spichlerzu stojącym tuż nad brzegiem Odry – restaurację z rozległym widokiem na rzekę. Tam serwowane są dania zaprezentowane w książce „Kulinarne wędrówki po Nadodrzu”. napisanej przez Niemkę, Heine Mildner, a wydanej w dwóch językach, także po polsku.

Podstawową część każdego rozdziału stanowi opis uwarunkowań historycznych i geograficznych dla danego kulinarnego aspektu. W pierwszym rozdziale autorka przywołuje czasy do XVIII wieku, gdy środkowe Nadodrze było jednym wielkim rozlewiskiem. Bo przecież dopiero w II połowie XVIII wieku Odrę, Wartę i Noteć ujarzmiono, zbudowano im właściwe koryta i stworzono cały system zabezpieczeń przed wylewami. W ten sposób umożliwiono ludziom rolnicze zagospodarowanie ziemi, ale o tym będzie dopiero w następnych rozdziałach. Wróćmy do pierwszego: woda to idealne środowisko dla różnych gatunków ryb, a tym samym ryby stały się podstawą gospodarki i wyżywienia mieszkających tu ludzi. Bardzo ciekawa jest opowieść o sposobach łowienia ryb, zasadach handlu nimi, a kończą je tradycyjne przepisy na przykład na „Zupę rybną z Myśliborza” oraz na „Miętusa na musie z bzu”.

Na historię i gospodarkę regionu ogromny wpływ mieli bracia i siostry z klasztorów, licznie tu zakładanych. W każdym z nich często poszczono, czyli nie jadano mięsa. Ale w jego miejsce ogromnie urozmaicono dania z warzyw, jaj, nabiału, rozpowszechniły się sery. Pamiętajmy także, że to zakonnicy przynieśli nam przepisy na wytwarzanie wina i piwa. Rozdział o kuchni klasztornej autorka wzbogaca przepisami na „Karpia w sosie piwnym” oraz na „Szaszłyki drobiowo-ziołowe”.

W kolejnym rozdziale jesteśmy w końcu XVIII wieku, gdy znacznie przybyło terenów uprawnych oraz lasów. W lasach rozmnożyła się dzika zwierzyna, więc trzeba było ją odpowiednio przyrządzać. Bardzo proszę – mamy przepis na „Gołąbki z modrej kapusty z nadzieniem z dzika” lub na „Kraszone pierogi z sarniną”. Ciekawy jest rozdział o uprawach na tych żyznych terenach wydartych rzekom, o przemianach warunków życia, obyczajowości, w tym także o nowych potrawach. Tu polecam przepis na „Pierogi z ciasta francuskiego z nadzieniem z brukwi i koziego sera”.

Końcowe rozdziały dotyczą naszych czasów i przemian, w których uczestniczymy. Nie tylko po polskiej stronie Odry, gdzie osiedlili się nowi mieszkańcy, ale także po niemieckiej zachodzą duże zmiany w upodobaniach kulinarnych. Ich cechą podstawową jest wymieszanie wpływów. Teraz nie musimy ograniczać się do artykułów, które daje nam gospodarka regionu, bo prawie wszystkie towary można kupić nawet w wiejskim sklepie. Wyrazem tego etapu przemian jest na przykład „Gęś po litewsku z kluskami nadodrzańskimi”, a także przepisy na „Sałatki wiosenne lub ziołowe”, których dawniej przecież nie przyrządzano.

„Kulinarne wędrówki po Nadodrzu” to osobliwy podręcznik historii gospodarczej bogato ilustrowany kolorowymi zdjęciami krajobrazów i potraw. Na wewnętrzne stronie okładki podano spis restauracji, niestety tylko po niemieckiej stronie, które serwują dania przyrządzane według dawnych przepisów.

A więc w drogę. I blisko, i nieco dalej można znaleźć naprawdę wiele ciekawych pamiątek przeszłości, widoków, ludzi, a nawet... potraw.