W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Dominiki, Dominika, Protazego , 4 sierpnia 2020

Ważne i ciekawe rozmowy z „Kluczy”

2012-08-17

 

Alfred Siatecki dał nam kolejny tom „Kluczy do bramy”, już czwarty. Wszystkie z podtytułem: „Rozmowy nieautoryzowane lub nieodbyte o przeszłości Środkowego Nadodrza”. Bo Alfred Siatecki wymyślił sobie oryginalną formę fikcyjnych wywiadów z osobami, które mają coś do powiedzenia na temat przeszłości naszego regionu. Dał więc nam rozmowy z osobami, które miały udział w ważnych dla regionu zdarzeniach lub zajmowały się ważnym tematem. Bardzo podoba mi się scalenie przez Siateckiego w tym cyklu ludzi związanych z różnymi częściami województwa lubuskiego. Dopiero od niedawna budujemy wspólną, lubuską historię. Przez wieki północ była częścią Prus, południe Czech i Saksonii, kawałek zachodu – Polski. Od lat zajmuję się historią regionu, ale – przyznaję – tylko mojego, dawnej Nowej Marchii. Nie śledzę wydawnictw dotyczących innych rejonów obecnego Lubuskiego. Dopiero Siatecki pokazuje jak bardzo różniły się dzieje poszczególnych miast czy ziem, a tym samym, jak innymi sprawami zajmowali się ludzie, jak się od siebie różnili. To ważny dla mnie wniosek z lektury wszystkich „Kluczy”.

*
W pierwszej części rozmówcami byli między innymi król Bolesław Chrobry, Henri Beyle znany w literaturze jako Stendhal, pisarz Stefan Flukowski, z Gorzowa – Bronisława Wajs, czyli Papusza, a nawet Bachus. Po lekturze pierwszego tomu podkreśliłam, że bardzo mi się podoba pomysł takich rozmów, ale jednocześnie upomniałam się o bohaterów z naszej, północnej części województwa lubuskiego. Autor wziął sobie do serca, pewnie nie tylko moje uwagi, bo w drugim tomie zaprezentował osoby z różnych miejscowości regionu, a nawet dołożył mapkę z zaznaczeniem miejsc, z którymi byli związani.

*

Z dawnych mieszkańców Gorzowa, czyli Landsberga, w „Drugim kluczu” Siatecki przypomniał Theodora Burhardta, który wyhodował nowe odmiany drzew owocowych, z najbardziej znaną reneta landsberską. Przyznam, że dopiero stąd dowiedziałam się, że Burhardt stworzył także inne odmiany jabłoni, kilka gatunków czereśni, leszczyn, brzoskwiń, a nawet czereśnio-wiśnię. Wszystkie przystosowane do warunków klimatycznych naszego regionu. Był pierwszym świadomym hodowcą drzew owocowych, uwzględniał różne walory ich wyglądu, smaku, miążości, okresu dojrzewania, przeznaczenia, itp. Dziś uznajemy za normalne, że w sklepie mamy do wyboru różne gatunki owoców, nie tylko z naszych sadów, ale także z południowych. Tymczasem do połowy XIX wieku, gdy Burhardt tworzył swoje odmiany, paleta dostępnych owoców była bardziej niż skromna, dominowały, mówiąc dzisiejszym językiem, zwykle dziczki. Pomologia, czyli nauka o odmianach drzew owocowych dopiero się rodziła. I jeszcze dwie ciekawostki: nowe gatunki Burharda powstawały w sąsiedztwie dzisiejszego Urzędu Wojewódzkiego i banków, wówczas – w sadzie na peryferiach miasta, a sam Burhard był z wykształcenia prawnikiem, zaś hodował drzewa wyłącznie dla przyjemności.
Z północnych stron lubuskiego w rozmowach Siateckiego przypomniani zostali Jan Hohenzollern Kostrzyński, czyli władca, który z Kostrzyna uczynił stolicę swojego kraju – Nowej Marchii, Carl Ossietzki jeden z pierwszych przeciwników Hitlera, więziony w Słońsku, Leon Pinecki – światowej sławy atleta związany z Sulęcinem, Łagowem i Stołuniem. Są także bohaterowie ważni dla całego regionu, na czele z papieżem Janem Pawłem II, który był tu nie tylko z wizytą duszpasterską, ale także pływał kajakiem po naszych rzekach i jeziorach, co upamiętnia pomnik w Zbąszyniu.

*
W trzecim tomie, w moim odczuciu, autor dokonał istotnej zmiany: bardziej niż ludźmi zajmuje się problemami. Jeszcze w rozmowie z Chopinem najważniejsze jest pytanie indywidualne: grał pan, czy nie grał w Sulechowie? Mogę wyjaśnić, że szukając odpowiedzi na to pytanie, sam Chopin nie pamięta. Natomiast zdecydowana większość rozmów zamieszczonych w tym tomie dotyczy problemów: na przykład kwestii żydowskiej, obozów jenieckich i ucieczek z nich, obecności cystersów. Co prawda autor wybrał sobie rozmówców, którzy zajmowali się danym problemem, ale często nie były to kwestie dla nich najważniejsze. Dla przykładu: dzieje pałacu i majątku w Dąbroszynie przybliża Florian Kroenke, pierwszy lubuski wojewoda, pierwszy gospodarz, wizjoner, który chciał Lubuskie uczynić centrum świata. Nie twierdzę, że nie znał Dąbroszyna. Znał. Ale ograniczając prezentację tego człowieka do dziejów jednego z majątków na podległym mu terenie, autor buduje mylną jego sylwetkę. Podobnie dzieje cysterskiego klasztoru w Paradyżu przedstawia biskup Wilhelm Pluta. A przecież udział biskupa Pluty nie tylko w katolickiej historii regionu, ale całej Polski, jest znaczący. Obawiam się, że Alfred Siatecki nie wróci już na przykład do budowania przez biskupa Plutę nowych relacji polsko-niemieckich. Już słyszę, jak autor mi odpowiada, że nie ma obowiązku pisania o wszystkich zasługach wybranego człowieka. Tak, racja. Ale niedosyt we mnie pozostaje.

*

Podobne obiekcje rodzą we mnie rozmowy z najnowszego, czwartego tomu.
Z pełnym przekonaniem odbieram rozmowę z pisarzem Zygmuntem Trziszką o tak zwanej repatriacji, czyli wielkim przesiedleniu ludzi ze wschodu na Ziemię Lubuską lub z Edwardem Jancarzem o fenomenie popularności sportu żużlowego. Obaj panowie osobiście uczestniczyli w tym, o czym opowiadają, więc im ufam. Natomiast gdy dla Siateckiego ważniejsza staje się sprawa niż osoba, rozmowa budzi moje podejrzenie o zbyt daleko posuniętą fikcję. A dla celu książki, czyli propagowania wiedzy, to nie jest dobre. Przykład: o wielkich przemianach terenów nad Odrą, Notecią i Wartą na skutek wyprostowania ich koryt oraz budowy sieci kanałów u Siateckiego opowiada pisarz Janusz Olczak. Wierzę, że Olczak bywał we wsiach, które podlegały procesom z końca XVIII wieku, ale na pewno nie mógł mieć tej wiedzy, jaką prezentuje w wywiadzie, bo gdy tu żył przed 30. laty, ona była nam niedostępna. Znacznie bardziej uwierzyłabym, gdyby autor za rozmówcę wybrał króla Fryderyka II, który był inicjatorem tej wielkiej inwestycji, lub Franza Balthazara Schönberga von
Brenckenhoffa, który ją prowadził. A przy okazji, szkoda mi, że warta przypomnienia postać Janusza Olczaka została tu wykorzystana dla mało istotnej dla niego sprawy.
Bardzo ciekawym i ważnym dopełnieniem każdej rozmowy jest rozszerzenie  tematyki. Na przykład w tomie trzecim po rozmowie o wątpliwym koncercie Chopina w Sulechowie, mamy wykaz sławnych koncertów na Ziemi Lubuskiej, z udziałem m.in. Franciszka Liszta i Jana Straussa. W czwartym tomie po rozmowie z Edwardem Jancarzem – listę znanych landsberczyków i gorzowian, zaś po rozmowie o świętej Jadwidze – wykaz świętych związanych z naszym regionem.

W każdym „Kluczu do bramy” znajduje się ok. 15 wywiadów. Do czwartej części weszły rozmowy:
- o zakonach templariuszy, joannitów i krzyżaków szczególnie na północnych  ziemiach regionu (z prof. Kazimierzem Bartkiewiczem, historykiem),
- o świętej Jadwidze śląskiej (z dr hab. Jerzym Piotrem Majrzchakiem historykim i germanistą),
- o Mistrzu gotyckiego ołtarza z Gościszowic (z Klemensem Felchnerowskim konserwatorem sztuki i artystą malarzem),
- o zapomnianej uczelni z Bytomia Odrzańskiego (z Andeasem Gryphiusem, poetą i dramaturgiem),
- o biciu monet w XVII wieku (z Andrzejem Tymffem, mincerzem królewskim, dzierżawcą mennicy we Wschowie),
- o regulacji rzek Noteci, Warty i Odry (z Januszem Olczakiem, pisarzem),
- o początkach zainteresowania astronomią w Zielonej Górze (z Wilhelmem Foesterem,  astronomem),
- o ukochanych Goethego wywodzących się z regionu zielonogórskiego (z Ottonem Bierbaumem, poetą i pisarzem), 
- o niemieckim hymnie skomponowanym tu (z Fritzem Lubrichem, kompozytorem, dyrygentem, kantorem kościelnym)
- o problemach narodowościowych i religijnych na pograniczu polsko-niemieckim (z księdzem Leonem Binderem, proboszczem parafii w Dąbrówce Wielkopolskiej),
- o wielkiej migracji w 1945 roku i jej konsekwencjach (z Zygmuntem Trziszką, pisarzem),
- o fascynacji sportem żużlowym w regionie (z Edwardem Jancarzem, dwunastokrotnym medalistą mistrzostw świata na żużlu),
- o początkach szkolnictwa wyższego w Zielonej Górze (z prof. Jerzym Kołakowskim, pierwszym rektorem Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Zielonej Górze),
- o scalaniu i tożsamości Lubuszan (z Joachimem Benyskiewiczem, historykiem).

O ile wiem, czwarty tom zamyka cykl „Kluczy do bramy’, który czytelnikom przyniósł bardzo dużo wiadomości o przeszłości Środkowego Nadodrza, natomiast dla autora, Alfreda Siateckiego, wiązał się z niezwykle mozolną pracą docierania do niemal nieznanych, a ciekawych kwestii z przeszłości.

„Drugi klucz do bramy” nominowany był do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego. Nie dostał go, choć szkoda. A jednak uważam, że Alfred Siatecki zasłużył przede wszystkim na Lubuski Wawrzyn Naukowy w kategorii popularyzatorskiej, bo dotąd nikt tak jak on nie przybliżył przeszłości całego województwa lubuskiego wszystkim czytelnikom, nie tylko historykom.
Wydawcą wszystkich „Kluczy” jest Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze. Autor sprzedaje swoje książki podczas licznych spotkań, wcześniejsze tomy także promował w Gorzowie, ale nie było go jeszcze w bibliotece. Może z czwartym tomem nareszcie zostanie tam zaproszony.

 

       Krystyna Kamińska

Alfred Siatecki, Czwarty klucz do bramy, Zielona Góra 2012, Wydawca: Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze, s. 198.