W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Nasze życie zatrzymane w kadrze

2013-02-15

Choć na temat książki „Z albumu gorzowian” powiedziano i napisano już sporo, wracam do niej, bo za każdym razem, gdy wezmę ją do ręki, rodzą mi się nowe refleksje, którymi chcę się tu podzielić.

Najpierw było przede wszystkim szczęście, że ją dostałam. Długa kolejka chętnych czekała w dniu promocji tego albumu (31 stycznia) w „Lamusie”, gdzie książkę rozdawano. Przyznaję, przyszłam zaledwie na parę minut przed wyznaczoną godziną imprezy, na sali już było mnóstwo ludzi, a wszyscy z nosami w otwartych albumach. Stanęłam na końcu kolejki, ale zanim doszłam do najbardziej upragnionego stolika, książek po prostu zabrakło. Skończyła się spora pula przeznaczona na rozdanie.  Na szczęście szefostwo miało jeszcze parę egzemplarzy dobrze zakamuflowanych i spośród nich dostałam jeden. Tylko dzięki znajomościom. Przyznaję to w całej rozciągłości. Dziękuję tym, którzy zachowali kilka sztuk, pewnie nie tylko dla mnie. No i rozumiecie, że miałam się z czego cieszyć.

Druga uwaga to podziękowanie najpierw dla tych, którzy wydobyli ze swoich rodzinnych albumów stare zdjęcia (z lat 1945 – 1989) i przynieśli je do redakcji „Gazety Lubuskiej”. Potem dla tych, którzy je przez dość długi okres starannie gromadzili, aby pokazywać na kolejnych wystawach, a teraz dać je w formie albumu, czyli dla gorzowskiej redakcji „Gazety” i dla Klubu Myśli Twórczej „Lamus”.

Jak zawsze w kontakcie z książką dominuje pierwsze wrażenie, czyli szata edytorska. Tu przyciągają wzrok okładka oraz ładnie zakomponowana każda strona albumu, zdjęcia starannie poukładane tematycznie. Choć nie ma podziału na części ani rozdziały, kolejne zestawy tworzą logiczną całość i wzajemnie wynikają jedne z drugich. Pewnie poukładanie zdjęć zgodnie z chronologią pozwoliłoby na wyraźniejszą obserwację przemian miasta, ale pewnie bardzo niewiele zdjęć ma ścisłe datowanie, a więc ta metoda po prostu odpada.

Otwieram „Album gorzowian” w dowolnym miejscu i najpierw próbuję usytuować zdjęcia w konkretnym miejscu miasta. Obrazy z bardzo wielu już nie przystają do współczesnego wyglądu, tylko nieliczne ukazują miejsca, które się nie zmieniły. Większość zdjęć w kadrze zatrzymała przeszłość, która już nie wróci. Dowód: na naszych oczach Gorzów stał się całkiem innym miastem. W codzienności nie zauważamy zmian, zapominamy, że ulica, plac, most jeszcze niedawno wyglądały całkiem inaczej. Nie mamy pamięci do tamtych obrazów. Wdzięczna jestem autorom podpisów za precyzyjną identyfikację miejsc, często z zaznaczeniem, z jakiego punktu zdjęcie zostało zrobione.

Na końcu albumu podano nazwiska 70 osób, które przekazały swoje zdjęcia, ale tylko nieliczne weszły do podpisów. Nie wiemy, czy na zdjęciu jest pani Kowalska czy pani Bednarska. Może to dla nich przykre, ale z perspektywy lat nazwisko pani ze zdjęcia okazuje się mniej ważne od tego, jak ona jest ubrana, w jakiej stoi pozie, na jakim tle, w czyim otoczeniu. Zwyciężyła codzienność, zwyczajność. A zwyciężyła dlatego, że tak bardzo zmieniło się nasze życie: nosimy inne ubrania, nie ustawiamy się do zdjęć, rzadko wykonujemy zdjęcia zbiorowe. A przecież właśnie w ukazaniu minionej codzienności tkwi siła tych zdjęć.

Z zainteresowaniem czytam podpisy pod zdjęciami. Nie podano, kto jest ich autorem, więc nie wiem, komu dziękować. A w pełni on (oni?) zasługuje na podziękowanie za styl i ton podpisów. Jest w podpisach informacja gdzie i kto, ale jakby na drugim planie. Ważniejszy okazuje się sentyment, także refleksja, jaką we współczesnym odbiorcy rodzi konkretne zdjęcie. Wyraźnie czuję, że ich autor (autorzy) bardzo dbali, aby te podpisy nie były zbyt długie, aby nie dominowały nad zdjęciami. A z drugiej strony szkoda mi, że są one takie skromne. Tu każde zdjęcie rozbudza wyobraźnię i mogłoby być podstawą do opowieści, może nawet wierszy... Każde budzi własne wspomnienia odbiorcy, przypomina jakieś zdarzenie zachowane głęboko w pamięci ze swoich lat młodości…

Dlaczego przeszłość jest ważna? Przecież mamy ładniejsze miasto, wygodniejsze do życia, my, współcześni, także jesteśmy bardziej zadbani i lepiej ubrani od tych gorzowian ze starych zdjęć. Tyle że te stare zdjęcia wywołują lekki uśmiech na twarzy i takie niemal niezauważalne drżenie serca. Banalne odczucia, a przecież tak ważne, gdy trzeba odpowiedzieć na pytanie: skąd jesteś. Dam głowę, że żaden szczecinianin, żaden zielonogórzanin, żaden poznaniak ani mieszkaniec żadnego innego miasta nie odbierze tego albumu z takim sentymentem, z jakim oglądamy go my, mieszkańcy tego miasta. Zachwycamy się „Albumem gorzowian”, bo ukazuje nasze życie.

W polskiej świadomości narodowej zawsze najważniejsze było państwo, stąd tak wysokie miejsce wśród naszych wartościach ma patriotyzm. Dla Niemców, którzy przez wieki żyli w małych państewkach, ważniejsze było miejsce dorastania i kształtowania więzi społecznych: nie tyle nawet miasto, co kwartał ulic, nie władza zwierzchnia, a krąg rodziny i sąsiadów.  Niemcy mają ładne słowo Heimat na oznaczenie miejsca, z którego wyrusza się w życie. W polszczyźnie stosunkowo niedawno wprowadzono pojęcie „mała ojczyzna”. Jest ono bliskie Heimatowi, ale akcentuje dojrzałe więzy z regionem, a nie etap dorastania. Gdy oglądam „Z albumu gorzowian” czuję w nim zarówno Heimat, jak i „małą ojczyznę”. I chyba nie jest to tylko moje prywatne odczucie.

Jestem przekonana, że szczęśliwcy, którym udało się dostać „Z albumu gorzowian” nie odkładają tego albumu po pierwszym zachwycie. Warto do niego zaglądać co jakiś czas, nawet na chybił-trafił, bo każda strona niesie coś ciekawego. Podzielam powszechne przekonanie, że taki album powinien być wznowiony i trafić do wielu gorzowskich domów. Dzięki takim książkom ukazującym wspólnotę losów, ugruntowują się związki mieszkańców ze swoim miejscem na ziemi. A jest to siła, której przecenić nie sposób.

xxxx

„Z albumu gorzowian”. Redakcja Zbigniew Sejwa, współpraca: Monika Kowalska, Tomasz Nieciecki, Robert Piotrowski, Tomasz Rusek, Dariusz Rymar, projekt, fotoedycja Monika Szalczyńska. Wydawca: Stowarzyszenie Promocji Kultury „Kamienica” i Klub Myśli Twórczej „Lamus”. Projekt dofinansowany z budżetu miasta Gorzowa.

xxxxx

Jest to ostatnia praca podpisana przez Klub Myśli Twórczej „Lamus”. Od stycznia 2013 r. nie ma już klubu, a jest Kamienica Artystyczna „Lamus”. Adres bez zmiany: ul. Sikorskiego 5.

Książka niedostępna w sprzedaży. Do obejrzenia w „Lamusie” lub w Dziale Regionalnym biblioteki im. Herberta.