W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Damiana, Mirabeli, Wincentego , 27 września 2020

Kto jeszcze mówi językiem chachłackim?

2013-02-21

W czwartek – 21 lutego – obchodzimy Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Celem ustanowienia takiego dnia jest pomoc w ochronie różnorodności językowej jako dziedzictwa kulturowego. Że nie są to procesy dla nas dalekie i obce, opowiem na przykładzie dwóch książek wydanych przez gorzowską Państwową Wyższą Szkołę Zawodową. 

Według UNESCO, niemal połowa z 6000 języków świata jest zagrożona zanikiem w ciągu 2-3 pokoleń. Od 1950 r. zaniknęło 250 języków. Czy wliczono tu język chachłacki, którym w okolicach Krzeszyc mówiono po wojnie?

W wydawnictwie PWSZ ukazały się dwie książki w serii „Źródła”. Seria ta ma dokumentować języki regionalne ciągle jeszcze, choć raczej szczątkowo, obecne na naszych ziemiach. Ostatnio wydano Gabrieli Augustyniak-Żmudy pracę pod tytułem „Kresowianie z krzeszyckich ziem. Opowieści przesiedleńców”, a wcześniej „Gwarili na Bukowinie...”, w której jako autor figuruje Zygfryd Seul, a jego córka - Joanna Gorzelana tylko je zebrała i spisała. W obu część teoretyczna jest stosunkowo krótka, a jej trzy czwarte wypełniają opowieści zapisane półfonetycznie, aby odbiorcom ułatwić lekturę. Tego rodzaju dokumenty czyta się z pewnym trudem, ale mają one urok autentyku.

„Kresowianie z krzeszyckich ziem. Opowieści przesiedleńców”

Ludzie przesiedleni na nasze ziemie, najczęściej z Kresów, czuli się Polakami, ale nie wszyscy znali język polski. Wiele osób posługiwało się gwarą ukraińską, którą sami nazywali językiem chachłackim. Bardzo długo we wsiach mówiono tak, jak kto chciał. Zdarzało się, że nie rozumieli się dobrze mieszkańcy sąsiednich wsi. W pierwszych latach nauczycielami byli także przesiedleńcy i oni podtrzymywali rodzinny język. Ale odgórna polityka nakazywała odrzucenie tamtego języka jako gorszego, a posługiwanie się literacką polszczyzną. Nawet chwalono nasz region, że na Ziemi Lubuskiej mówi się najbardziej poprawnym językiem polskim. Z następnego, tu urodzonego pokolenia, językiem swoich ojców i matek mówić potrafią tylko nieliczni, wnukowie całkiem go odrzucili.

Rozmówcami Gabrieli Augustyniak-Żmudy byli ludzie mający powyżej 75 lat, bo tylko oni jeszcze mówią tamtym językiem z polskich Kresów. Najpierw zarejestrowała długie rozmowy z dawnymi przesiedleńcami, a potem je spisała. W opowieściach dominują dwa tematy: ziemia rodzinna jako raj utracony oraz wspomnienia traumatycznych przeżyć z okresu napadów Ukraińskiej Powstańczej Armii. Przyznaję, że przy lekturze ciągle miałam poczucie pewnego braku: to brak dźwięku autentycznego kresowego języka. Autorka we wstępie wyjaśniła mi, że główną wokaliczną cechą kresową jest zwężenie „e” w pozycji nieakcentowanej, także asynchroniczna wymowa samogłosek wargowych miękkich, obecność grupy dwufonemowej składającej się „m” i „ń”, przedniojęzykowa artykulacja „ł”, palatalizacja spółgłoski „l” i tak dalej. Ale co innego wiedzieć, a co innego słyszeć. Podczas promocji książki w bibliotece PWSZ jej fragmenty czytała aktorka, Marzena Wieczorek. Tak sugestywnie, tak pięknie, że obecna tam jedna z respondentek aż aktorkę ucałowała, bo nareszcie usłyszała, jak się u nich dawniej naprawdę mówiło.

„Gwarili na Bukowinie...”

Bukowina to kraina geograficzna położona między Karpatami Wschodnimi a Dniestrem, obecnie podzielona między Ukrainę i Rumunię. W XV i XVI wieku królowie polscy zasiedlali tam Polaków, aby umocnić naszą pozycję. Silne tam były wpływy nie tylko rumuńskie i ukraińskie, ale także mołdawskie, węgierskie, a nawet tureckie. Tradycje polskie też były kultywowane, ale to już przeszłość. Po drugiej wojnie znaczna grupa Polaków pochodzących z Bukowiny osiadła w okolicach Żagania. Znane są w naszym województwie zespoły i kapele górali czadeckich.

Z tej grupy etnicznej wywodzą się Zygfryd Seul i jego córka Joanną Gorzelana, którzy postanowili zachować ludowe opowieści funkcjonujące wśród polskiej ludności na Bukowinie. Pani Joanna urodziła się dobrze po wojnie, na Ziemi Lubuskiej, ale stwierdza we wstępie, te baśnie i legendy „to moje dobre znajome z dzieciństwa”. Nawet więc gdy zmieniło się środowisko geograficzne jej rodziny, gdy postęp cywilizacyjny niósł inne źródła wiedzy o świecie, tamte opowieści cięgle były żywe. Bo też są one przesycone głęboką mądrością ludową. Przeczytajcie jedną, oczywiście w streszczeniu i naszym językiem, a nie gwarą.

Pewnego razu Pan Jezus i święty Piotr chcieli przejść przez Jordan. Nad brzegiem rzeki leżał chłop, więc go zapytali, gdzie jest najbliższy bród. Jemu nie chciało się nawet ruszyć ręką. Machnął nogą i pokazał, że trzeba iść dalej. Poszli. Niebawem spotkali kobietę, która w Jordanie prała bieliznę. Powiedziała, że do brodu daleko, ale ponieważ i tak już jest zmoczona, więc może po kolei przenieść obu panów na drugi brzeg. I przeniosła. Byli jej bardzo wdzięczni. Święty Piotr zaproponował, żeby Pan Jezus dał jej dobrego chłopa. Wtedy Pan Jezus powiedział, że da jej tego chłopa, co leżał pod oliwką na brzegu rzeki. Gdy święty Piotr się zdziwił, dlaczego, Pan Jezus uzasadnił: gdyby leniwy chłop ożenił się z leniwą babą, to by ich dzieci nie miały co jeść; gdyby pracowita baba dostała pracowitego chłopa, to by całą wieś zawojowali. A musi być równowaga.

Prawda, ile w tej opowieści ludowej mądrości!

XXX

Język Kresów, język przesiedleńców z Bukowiny i innych jeszcze regionów odchodzi w zapomnienie. Pewnie są lepsze formy zachowania tego języka niż książka (np. nagrania), ale ciągle jeszcze książka jest najbardziej trwałym nośnikiem. Dobrze więc, że w wydawnictwie gorzowskiego PWSZ jest seria Źródła. 

Zainteresowanych kupnem kieruję do wydawnictwa PWSZ (ul. Teatralna) lub do punktu sprzedaży (ul. Chopina), a tych, którzy tylko chcieliby sobie obie książki przeczytać, do czytelni PWSZ (ul. Chopina) lub w Dziale Regionalnym WiMBP im. Herberta (ul. Kosynierów Gdyńskich).