W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Czarnuch wzorcowy

2013-03-13

W konkursie o Lubuski Wawrzyn Naukowy Zbigniew Czarnuch zdobył dyplom za najlepszą książkę popularno-naukową o regionie wydaną w 2012 roku, tyle że wydał dwie, a mnie ta druga wydaje się lepsza od pierwszej.

To drugi taki dyplom dla znanego autora z Witnicy. Pierwszy uzyskał za wydaną w 2008 roku książkę „Ujarzmianie rzeki. Człowiek i woda w rejonie ujścia Warty”. Wawrzynem Naukowym honorowane są prace naukowe, napisane przez naukowców, z zastosowaniem metodologii naukowej (czyt. mnóstwo przypisów i odsyłaczy, wielka bibliografia), zazwyczaj w niewielkim nakładzie i dla ograniczonej liczby odbiorców. Nie chcę niczego ujmować takim mądrym rozprawom, ale mam świadomość, że książki o charakterze popularno-naukowym trafiają do większej liczby odbiorców, mają szerszy rezonans, są ciekawiej napisane, a zasób wiedzy ich autorów na pewno nie jest mniejszy od wiedzy naukowców. Ale ponieważ Zbigniew Czarnuch pisze tylko książki o charakterze popularnym, więc w myśl aktualnego regulaminu  szansy na Wawrzyn nie ma. Inni propagatorzy wiedzy o regionie także nie.  Moim zdaniem nie są to książki drugiej kategorii i trzeba dać im szansę zdobycia tego najwyższego lubuskiego lauru. Jak? Pozostawiam decyzję organizatorom konkursu – dyrektorom dwóch wojewódzkich bibliotek: w Zielonej Górze i w Gorzowie.

Nad Wartą i wśród lasów

Dyplom ten otrzymał Zbigniew Czarnuch za książkę „Nad Wartą i wśród lasów. O dawnych i współczesnych mieszkańcach witnickich wsi”. O książce tej już pisałam, przypomnę więc, że jest to duży – w formacie A-4 – album z wieloma zdjęciami kolorowymi i czarno-białymi oraz z obszernymi tekstami po polsku i po niemiecku o przeszłości i teraźniejszości tych wsi. Gmina Witnica jedną granicą opiera się na Warcie, drugą sięga wysoczyzny i piasków. Niemal cała jest zalesiona, Najbardziej znaną wsią jest Dąbroszyn z wielkopańską rezydencją rodową, pałacem i barokowymi figurami właścicieli.  Ponadto 17 wsi, a każda z trochę innymi korzeniami i inną historią. Jedne mają słowiańską metrykę, inne powstały w XII – XIII wieku, czyli w okresie gospodarczego rozwoju regionu po wprowadzeniu tu templariuszy, jeszcze inne są efektem polityki gospodarczej Fryderyka II, powstały w okresie wielkich melioracji i osadnictwa olęderskiego. Były junkierskie wsie-folwarki i wsie rozdrobnione, których mieszkańcy żyli z rzeki Warty i siana, na które w dobie komunikacji konnej było duże zapotrzebowanie. Na tym terenie, w sąsiedztwie  granicznej rzeki Odry rozegrały się tragiczne zdarzenia związane z wysiedleniem Niemców. Tutaj proces zasiedlania przez Polaków był dłuższy niż gdzie indziej i trudniejszy. Powojenne dzieje różnicują wsie na te, gdzie był PGR i gdzie go nie było. Wszystkie jednoczy aktualny proces wyludniania się, bo życie tu ciągle niełatwe.  Jedna gmina, malutki obszar, a tyle spraw i problemów.  W tych wsiach jak w pigułce przegląda się historia regionu.

Zbigniew Czarnuch  dotarł do chyba wszystkich dokumentów i ludzi związanych z tym regionem. W swojej książce zawarł mnóstwo informacji, a i tak czytelnik ma wrażenie, że autor się ograniczał. Każda wieś jest zaprezentowana w historycznym rozwoju, następnie autor zwraca uwagę na najważniejszy jej problem, przedstawia ciekawych ludzi z nią związanych, wreszcie daje bogate kalendarium. Oczywiście dużo zdjęć, choć z konieczności raczej w małym formacie. Książkę wydał Miejski Dom Kultury w Witnicy. W moim odczuciu może być ona wzorem do opracowywania monografii innych wsi, a zapotrzebowanie na takie prace rośnie z roku na rok.

 

Witnica na trakcie dziejów

Na zakończenie obchodów 750-lecia Witnicy ukazało się drugie wydanie albumu Zbigniewa Czarnucha „Witnica na trakcie dziejów”. Pierwszego z 2000 roku już dawno nie ma na rynku czytelniczym, a wiedza o przeszłości miasta tak się poszerzyła, że autor zdecydował się na całkiem nową redakcję. Oznacza to przede wszystkim znaczne rozbudowanie książki. Ale choć znacznie poszerzona i z nieco zmienioną szatą graficzną, książka ta nie mogła uczestniczyć w konkursie, bo to tylko „drugie wydanie”. Szkoda, jako że zmiany wniosły wiele nowych znaczeń.

Już w rozdziale o kulturze łużyckiej trzeba było wprowadzać nowe informacje, bo całkiem niedawno  dokonano tu ciekawych odkryć archeologicznych.  A potem krok po kroku, w dwóch językach, z dużą ilością ilustracji obserwujemy życie wsi, potem przemysłowej osady, wreszcie od 1935 roku miasteczka Vietz, a od 1945 roku – polskiej Witnicy. Najwięcej w albumie o czasach powojennych, ale – na co zwraca uwagę autor – choć w domach zamieszkali inni ludzie, choć mówili innym językiem, miasto żyło w podobny sposób. W cegielni jak dawniej produkowano cegły, w tartaku deski, a w browarze piwo. W szkole uczyły się dzieci, w kościele się modlono, na poczcie wysyłano listy. Nie znaczy to, że w polskiej Witnicy nic się nie zmieniło, ale Zbigniew Czarnuch mocno podkreśla ciągłość funkcji miasta, mimo wymiany jego mieszkańców. Twierdzi, że nie wolno odcinać się od korzeni od tego, co przejęliśmy. Że my, Polacy mieszkający na ziemiach zachodnich, jesteśmy kontynuatorami tego, co zrobili przed nami Niemcy.

Prawdziwe zmiany zachodzą dopiero w ostatnich latach. Skończyła się funkcja tartaku i cegielni, browar musiał się znacznie unowocześnić, powstały nowe zakłady pracy, nowe specjalności. Największe zmiany – zdaniem autora – zaszły w ludziach. Staliśmy się społeczeństwem obywatelskim, w którym każdy jest zobligowany do pracy dla wspólnego dobra. Również otworzyliśmy się na świat. Witnica zawsze była życzliwa dawnym mieszkańcom, także ma ciekawych partnerów w Europie, funkcjonuje w euroregionie Pro Europa Viadrina. Przez zbudowanie obwodnicy miasta zmienił się układ komunikacyjny, który pozwala na łatwiejsze życie. Dbałość o detal wpływa na wygląd miasta, które staje się po prostu coraz ładniejsze.         

Zgodnie z tytułem, prezentację „Witnicy na trakcie dziejów” kończy bardzo bogate kalendarium.

W słowie wstępnym burmistrz Witnicy Andrzej Zabłocki pyta: Po co wydawać wielki album o maleńkiej, mało komu znanej miejscowości, leżącej na zachodnim skraju Polski? Natomiast w ostatnim rozdziale autor – Zbigniew Czarnuch udowadnia, jak ważna dla każdego jest jego mała, prywatna ojczyzna. Twierdzi, że tylko dbając o dobro ojczyzny małej, człowiek może się spełnić jako reprezentant społeczeństwa obywatelskiego. I po to jest ta książka. By znając dzieje swojego miasta witniczanie poczuli się ważni zarówno lokalnie, jak i w wymiarze całego kraju.

 

***

Niestety, obu książek nie można kupić, bo są one pięknym prezentem dla mieszkańców Witnicy z okazji jubileuszu 750-lecia sfinansowanym z funduszy unijnych, czyli przez przyjaciół z innych krajów. Wydawcą obu jest Miejski Dom Kultury i tam można pytać, jaka jest szansa na wejście w ich posiadanie:  ul. Gorzowska 22, 66-460 Witnica,

e-mail: pałacyk@witnica.pl