W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Przygraniczny, interesujący Międzyrzecz

2013-04-05

Międzyrzecz ma bardzo ciekawą historię, nie dziwi więc, że tym miastem i regionem od dawna interesują się historycy. Ziemia Międzyrzecka, której granice są tożsame z granicami powiatu, do czasów rozbiorów leżała na zachodnich rubieżach Polski, a potem weszła do Prus. Po I wojnie światowej i odzyskaniu niepodległości została podzielona między Polskę a Niemcy, by po II wojnie wrócić do dawnych granic. Zawsze bardzo silne były tu wpływy niemieckie, także dominowała religia protestancka. Takie przygraniczne położenie jest niezwykle interesujące dla badaczy. Proponuję więc krótki przegląd ważniejszych książek o tym mieście.

Zabytki w krajobrazie kulturowym Międzyrzecza

Marceli Tureczek, historyk związany zawodowo z Uniwersytetem Zielonogórskim, ale sercem i duszą z rodzinnym Międzyrzeczem, jest autorem albumu „Zabytki w krajobrazie kulturowym Międzyrzecza”. Zacznijmy od definicji. Krajobraz kulturowy – jak wyjaśnia autor we wstępie – to nie tylko duże obiekty, ale także cała zieleń – to znaczy lasy, parki, aleje przydrożne, obiekty przemysłowe i kolejowe, na wsiach piece chlebowe, młyny, kuźnie, zabudowania gospodarcze, także układ dróg, nie mówiąc o zabytkach archeologicznych. Krótko: historyk opisujący współczesny stan zabytków musi o danej miejscowości wiedzieć wszystko. Na tym pogranicznym terenie rozróżnienie narodowości wcale nie było proste. Na przykład wiele sarmackich, czyli zrodzonych z polskiej kultury portretów trumiennych, ukazuje przedstawicieli niemieckich rodów.  Po wojnie w dawnych zespołach dworskich miały swoje siedziby PGR-y, czasami także lokowano w nich ośrodki kolonijne. Co prawda tamtejsi ich właściciele różnie o nie dbali, ale prawdziwą katastrofę tym obiektom przyniosły lata ostatnie, gdy w ogóle zabrakło gospodarzy. Album o zabytkach tę przykrą prawdę, niestety, wyraźnie uświadamia.

Układ informacji dotyczących poszczególnych miejscowości jest jednolity: wszystkie nazwy i lokalizacja, stan badań, dane dotyczące archeologii, a część zawsze najobszerniejszą stanowi przegląd faktów historycznych, następnie opis obiektów zabytkowych, czyli nieruchomości i ruchomości z podkreśleniem ich proweniencji, walorów artystycznych, stanu zachowania. Do tego bogaty serwis ilustracyjny, zdjęcia z przeszłości i współczesne. Krótko mówiąc czytelnik znajdzie tu pełną wiedzę o przeszłości Międzyrzecza, 17 wsi gminy oraz Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego jako niezależnego zespołu.

Przeglądając ten album szczególną uwagę zwróciłam na szczegółowo opisane i przedstawione na zdjęciach wille i domy mieszkalne w Międzyrzeczu. Często za historyczną, zabytkową budowlę tego miasta uznaje się tylko ruiny zamku Kazimierza Wielkiego. A jest tam tak wiele oryginalnych architektonicznie domów mieszkalnych z XIX lub początków XX wieku z niezwykłymi detalami. Dla mnie – odkrycie.  Chwalę więc władze Międzyrzecza, że sfinansowały najpierw pracę nad przygotowaniem, a potem druk  tak pełnego i starannie wydanego albumu o zabytkach miasta i okolic. A Marcelemu Tureczkowi gratuluję kolejnej cennej książki o jego mieście.     

Ziemia Międzyrzecka w przeszłości – tom X

Z inicjatywy Stowarzyszenia Regionalistów Środkowe Nadodrze wiosną każdego roku organizowane są konferencje poświęcone przeszłości Ziemi Międzyrzeckiej. Przyjęto zasadę, że autorzy wcześniej przekazują gotowe do druku teksty, a podczas konferencji uczestnicy otrzymują gotową książkę. Już trwają przygotowania do jedenastej konferencji. Tematyka wystąpień jest ograniczona wyłącznie terytorialnie: ma dotyczyć Ziemi Międzyrzeckiej. Reszta zależy od inwencji i badań zainteresowanych, choć ostatnio wskazywany jest temat wiodący. Taka formuła inspiruje nie tylko historyków, ale badaczy różnych specjalności.

Ostatnia konferencja, a tym samym ostatni – X tom referatów dotyczył jednej osoby – Alfa Kowalskiego – postaci legendarnej.

Miał 31 lat, gdy w 1945 roku zdecydował się na osiedlenie w naszym regionie. Jego celem był Gorzów, ale ze Zbąszynka nie miał dojazdu. Zatrzymał się więc w Międzyrzeczu i tam pozostał niemal do końca życia. Gorzowianie mogą tylko żałować, że Alf Kowalski nie dojechał do nas, a międzyrzeczanie – cieszyć. Z wykształcenia był plastykiem, z zamiłowania muzealnikiem i historykiem. To on stworzył międzyrzeckie muzeum, on zgromadził niezwykle cenną kolekcję barokowych portretów trumiennych. Portrety te są teraz dumą całego naszego regionu, zapraszają je najważniejsze galerie Europy. Alf Kowalski zbierał je z pasją detektywa, penetrował strychy kościołów i domostwa bogatych gospodarzy, błagał o ich przekazanie do muzeum, bo na zakupy wówczas pieniędzy nie było.

O zbierackiej pasji Alfa Kowalskiego niech świadczą liczby: w 1958 roku muzea w Zielonej Górze, Gorzowie, Nowej Soli i Międzyrzeczu miały łącznie 27 tysięcy 157 obiektów. Czy wiecie, jaka ich część była w Międzyrzeczu? Aż 77 procent!

Alf Kowalski interesował się także archeologią i etnografią, inicjował badania, gromadził eksponaty z obu tych dziedzin. Do świetności doprowadził dawną kasztelanię i pozostałości zamku z czasów Kazimierza Wielkiego, gdzie znajduje się muzeum. Był pedantem. Dbał nie tylko o atrakcyjność i estetykę wystaw, ale nawet o dobór kolorystyki bratków w klombach przed muzeum.

Także malował, pozostawił dużą kolekcję obrazów z widokami Międzyrzecza i okolic, zapraszał malarzy, wzbogacał muzealne zbory o nową sztukę.

Ponad 40 lat Alf Kowalski kierował międzyrzeckim muzeum. Miał 72 lata, gdy odszedł na emeryturę, a jeszcze jakiś czas pracował na pół etatu. Potem przeniósł się do dzieci, do Piaseczna pod Warszawą. Tam zmarł w 1986 roku. Ale pamięć o Alfie Kowalskim nie może zaginąć. 

Międzyrzecz – dzieje miasta 

Na zlecenie władz miasta w ciągu nieco ponad 10 lat ukazały się dwie monografie miasta. Pierwszą pod tytułem „Międzyrzecz i okolice” wydano w 1998 r., drugą z tytułem – „Międzyrzecz - dzieje miasta” w 2009. Różnicę tematyczną widać już w tytułach – wcześniej zajmowano się miastem z okolicami, potem – samym miastem. Ważniejsze jednak, że opracowanie pierwszej zlecono naukowcom z Poznania, zaś drugą przygotowali miejscowi autorzy ze wsparciem badaczy z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Dzięki świadomemu szerzeniu wiedzy o mieście, dzięki działalności międzyrzeckiego muzeum, corocznym sesjom naukowym dotyczącym miasta i powiatu, licznym publikacjom miejscowej prasy, systematycznie rośnie zainteresowanie dziejami miasta, a tym samym grono osób specjalizujących się w tym zakresie. Tu moje słowa uznania przede wszystkim dla doktora Marcelego Tureczka, międzyrzeczanina z wyboru, a jednocześnie pracownika naukowego Uniwersytetu Zielonogórskiego, redaktora naczelnego najnowszej monografii. Powstała opasła księga: 440 stron, format B-5, a więc nieco większy od zeszytowego, czcionka mała, która co prawda pozwala zmieścić więcej tekstu, ale jest trudniejsza w czytaniu, małe fotografie i zdecydowanie za małe – moim zdaniem – mapy. Widać, autorzy mieli tyle do powiedzenia, że aż nadmiernie ograniczali to, co się dało ograniczyć.

Dzieje najnowsze miasta interesują autorów co najmniej tak samo jak przeszłość. Miasto ma aż 760 lat, ale te ostatnie 60 były tak odmienne od poprzednich, że warto im poświęcić szczególną uwagę. Także dlatego, że współcześni tę historię tworzyli, a tym samym wielu międzyrzeczan może przeczytać o swoim i sąsiadów wkładzie w historię.

Ważne jest także spojrzenie autorów na historię miasta. Dla nich nie jest jedno z setek polskich miast, gdzie ma swoje odbicie globalna historia. Dla nich jest to miasto szczególne, które swoją historią oddziałuje na cały kraj. Bo historia lokalna wcale nie musi być identyczna z historią ogólną. Na przykład jeden z polskich bohaterów narodowych Stefan Czarniecki, dla Międzyrzecza zapisał się po prostu niechlubnie. Czy więc tam także powinien być czczony przez nadanie jego nazwiska ulicy lub placu? Na takie pytania muszą odpowiedzieć sami mieszkańcy, ale tylko zasobni w wiedzę.

Niemcy i inni mieszkańcy Międzyrzecza

W ubiegłym roku w muzeum w Międzyrzeczu otwarta została bardzo ciekawa wystawa pod tytułem „Niemcy i inni mieszkańcy Międzyrzecza”, której towarzyszyła obszerna publikacja testami po polsku i po niemiecku. W zasadzie jest to samodzielna książka o ludziach mieszkających w Międzyrzeczu. Autorami są Andrzej Kirmiel, Łukasz Kępski i Andrzej Paśniewski.

Do 1793 roku, czyli do drugiego rozbioru Polski Międzyrzecz znajdował się w granicach państwa polskiego. Ale jego położenie niemal tuż przy granicy z państwami niemieckimi powodowało, że żywioł niemiecki był tu bardzo aktywny od początku istnienia miasta. Zaczęło się od misyjnego charakteru zakonów,  bo władcy sprowadzali cystersów, by nieśli nie tylko religię, ale i nowe formy gospodarcze. Za zakonnikami szli osadnicy, bo ziemi tu było pod dostatkiem dla wszystkich. Nie mamy danych liczbowych z dawnych wieków określających liczbę lub wyznanie mieszkańców, bo świadomość przynależności narodowej jeszcze wówczas nie istniała. Ponieważ tak dużo tu było ludzi mówiących po niemiecku, szybko zaakceptowali oni reformację. Protestantyzm stał się religią dominującą. Kościół odpowiedział utworzeniem klasztoru jezuitów i szkoły, przez którą oddziaływano na młodzież. Liczba katolików rosła. A jednak w roku rozbiorów, czyli 1793 w Międzyrzeczu mieszkało tylko 16 procent katolików, a to znaczy zaledwie 401 osób. Ciekawe, że w okresie przynależności Międzyrzecza najpierw do Prus, a potem do Rzeszy Niemieckiej, liczba katolików wzrastała. W końcu XVIII wieku w Międzyrzeczu mieszkało więcej Żydów niż Polaków. Ale zawsze najwięcej było Niemców. Dlatego zarówno wystawa jak i książka noszą tytuł „Niemcy i inni mieszkańcy Międzyrzecza”. Jak uzasadnia dyrektor muzeum Andrzej Kirmiel wystawa zrodziła się z opozycji do prezentowanej dotąd w tym muzeum wystawy portretu trumiennego z silnymi akcentami polonofilskimi. Tak. Portret trumienny jest  w malarstwie gatunkiem specyficznie polskim, a osoby portretowane w większości  przynależą do katolików, a tym samym Polaków. Mam nadzieję, że w muzealnej ekspozycji pozostawiono tę cenną kolekcję, która równoważy wymowę nowej części. W samej książce zabrakło mi tego właśnie aspektu: prezentacji Polaków i polskiej kultury oddziałującej także na Niemców. Mimo religii i języka mieszkańców, do końca XVIII wieku Międzyrzecz należał do państwa polskiego i obowiązywało tu polskie prawo. Z książki tego nie czytam.   

Wszystkie książki dostępne są w Czytelni  Regionalnej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gorzowie. Zainteresowanych kupnem mogę tylko skierować do Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego, ul. Podzamcze 2, 66 - 300 Międzyrzecz, tel. 95 742 18 50, e-mail: mczmuzeum@poczta.onet.pl