W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Damiana, Mirabeli, Wincentego , 27 września 2020

Markowe listy i wiersze

2013-04-11

Marek Piechocki dwa razy dostał dyplom w ramach Lubuskiego Wawrzynu Literackiego za najładniej wydaną książkę. Najpierw za „Listy hipotetyczne” z 2010 roku i niedawno za książkę „W pobliżu rozumienia” wydaną w 2012 roku. Obie są jednakowe w formule graficznej, którą sam wymyślił, a ułożyła Monika Szalczyńska: kwadrat z A-4, z liniami czarno-białymi w kształcie elips na wybranych stronach i z kolorowymi obrazami Leszka Kostuja pieczołowicie, osobiście wklejanymi przez autora. Ponieważ dyplom za wydanie książki otrzymuje wydawca, ten pierwszy zawisł w drukarni „Sonar”. Bardzo ta sytuacja zdenerwowała autora, więc drugą książkę wydał, też w drukarni „Sonar”, ale już sam jako wydawca. Mógł więc dyplom powiesić we własnym domu. A książki mają naprawdę piękną, wysmakowaną szatę graficzną. Gratulujemy! I niech to będzie okazją do przedstawienia tej oraz wcześniejszych książek Marka Piechockiego.

„W pobliżu rozumienia”

Książkę „W pobliżu rozumienia” dostałam od autora już z pół roku temu, ale nie pozwolił o niej pisać. Dopiero ten dyplom poprawił mu humor i nareszcie cofnął swój zakaz.

Całość składa się z kilku części: pierwszy rozdział „Czerpane z pustki” zawiera kilkanaście wierszy, drugi – „Taka sobie historia” jest w zasadzie opowiadaniem, ale w formule zbliżonej do „Listów hipotetycznych”. Część kolejna to esej o twórczości amerykańskiego poety Charles’a Bukowskiego. Moim zdaniem równie ważny jak te trzy literackie wypowiedzi jest wstęp, w którym autor prezentuje swój punkt widzenia na kilka spraw najważniejszych. Zaczyna od przywołania fragmentu własnego wiersza sprzed czterech lat:  nie mam z kim rozmawiać / sekret niewypowiedzianych słów / zostaje we mnie. Smutna to konstatacja, bo Marek jest w Gorzowie niezwykle lubiany, cenimy jego gusty muzyczne, wrażliwość literacką, preferencje plastyczne i ludzką życzliwość. A on mówi o samotności… Nie, Marku, nie masz racji w innym fragmencie wiersza, że: na zewnątrz / i od wewnątrz / nikogo nie obchodzę. Obchodzisz na pewno.  Ale z drugiej strony właśnie z poczucia intelektualnej i duchowej samotności biorą się Twoje utwory literackie, a ja, jako czytelniczka, mam ogromną przyjemność w śledzeniu Twoich myśli i uczuć. Więc czy rzeczywiście musimy o tym rozmawiać? Mnie wystarczy, że dajesz mi siebie w książkach.

Wiersze i list z tego tomu są swoistą kontynuacją wcześniejszych utworów Marka Piechockiego. Dla mnie najbardziej zaskakujący jest jego zachwyt dla Bukowskiego, ale na pewno ma on swoje źródło w poczuciu samotności i niezrozumienia.  

„Listy hipotetyczne”

Na początek postawię Państwu pytanie i proszę o szczerą odpowiedź. Kto z was pisze listy? Nie te szybkie, emaliowe lub esemesowe, ale prawdziwe, zawierające informacje o tym co się robiło, co się widziało lub czego się słuchało, a nade wszystko co się myślało. Tak, ta forma przekazu wymiera. Jednym z ostatnich, który takie listy pisze, jest Marek Piechocki, poeta, muzyk i miłośnik muzyki, szczególnie fortepianowej.

Jego książka z listami nosi tytuł „Listy hipotetyczne”, a więc znowu nie wiem, czy naprawdę były one napisane i wysłane do adresatów. Zwłaszcza, że adresatów jest kilkoro, a styl pisania identyczny. Bo też nie o panie lub panów odbiorców tu chodzi, a o autora. W formie listów Marek opisuje swój tryb życia, a przede wszystkim swoje gusta literackie i muzyczne. Z przyjemnością czytałam jego refleksje o muzyce, zazwyczaj wzbogacone ciekawymi informacjami o utworze lub kompozytorze. Opisywanie muzyki do łatwych zadań nie należy, a Marek tak pisze, że niemal słyszy się konkretne utwory. Jego giętki język z powodzeniem także wyraża emocje towarzyszące muzyce. Drugi krąg tematyczny tych listów to poezja. O ile w muzyce autor obraca się w kręgu klasyki, o tyle w lekturach zaskakuje poszukiwaniami. Razem z nim czytelnik odkrywa uroki poezji a to japońskiej, a to fińskiej, nie mówiąc o amerykańskiej czy niemieckiej. Myślę, że niewielu czytelników poezji jest tak otwartych na odkrywanie nowych poetyckich światów i na poważne przemyślenia zrodzone z lektury. Mogą więc listy Marka Piechockiego być okazją do porównań z własnymi doznaniami, mogą inspirować do poszukiwań i mogą pomóc zatrzymać się na chwilę w rozpędzonym świecie, by zobaczyć to, czego zazwyczaj nie zauważamy: drzewo za oknem, las jesienią, świeczkę na choince. Polecam te „Listy hipotetyczne” Marka Piechockiego, nieco staroświeckie, ale bardzo poetyckie. 

„Sytuacje”

Pierwszy tom wierszy Marka Piechockiego pod tytułem „Zaistniałem” ukazał się w 1998 roku. W 2006 roku wydał dwa tomy – „Moje herezje” oraz „54 wiersze bez cenzusu”, a w 2009 najobszerniejszy tom pod tytułem „Sytuacje”. Ten tom był nominowany do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego, co oznacza, że zdobył drugie miejsce w tym konkursie. 

Marek nie lubi rozgłosu, odmawia udziału w spotkaniach autorskich, książki wydaje za własne pieniądze i rozdaje znajomym. Mimo tej konspiracji autora, warto na tomik zwrócić uwagę.

Wiersze są autorstwa wyłącznie Marka, ale ilustracje do niego wykonał jego brat Juliusz – ceniony gorzowski malarz. Na okładce mamy zbliżenie twarzy kobiety z nałożoną na nią inną ilustracją ukazującą jakieś potwory. Inne kobiece portrety otwierają rozdziały, ale każda twarz jest dobrze widoczna tylko we fragmencie, bo czymś zasłonięta albo specjalnie wykadrowana. Obrazki są kolorowe i ręcznie, osobiście wklejane przez Marka. W tych obrazach stworzonych jakiś czas temu Juliusz Piechocki szukał prawdy przez fragment. Czy Marek sugeruje także, że jego prawda winna dotrzeć do czytelnika przez kilka poetyckich słów? Pewnie tak, bo wiersze są najczęściej króciutkie, jakby oszczędne, choć często dopełnione dźwiękiem. Jak w wierszu, który zaliczam do najlepszych w całym tomie: Preludium Des-dur Chopina / ty z mokrymi włosami / Idziemy.

Tytuł książki „Sytuacje” jest bardzo pojemny. Bo mogą być sytuacje realne lub fikcyjne, z przeszłości lub z przyszłości, z fabułą lub statyczne, jedno lub wieloosobowe. Pierwszy rozdział także ma ten sam tytuł „Sytuacje”, a kolejne to: „Zapiski klasztorne”, „Ori”, „Rozrachunki” i „Mantylki”. Przyznaję: nie rozumiem, co to „Ori”, bo nie o legendarnego przywódcę Słowian tu chodzi. Tytuł „Mantylki” także mnie zastanawia, ale słowo jest ładne, więc rozgrzeszam autora. Jeśli wyjąć „Zapiski klasztorne”, to każdy z wierszy mógłby się znaleźć w dowolnym rozdziale. I tu mój podstawowy zarzut, że są to jedynie zapiski i refleksje doraźne, nie wiem dlaczego podzielone na rozdziały.

Ta uwaga nie dotyczy „Zapisków klasztornych”, czyli zwartego cyklu wierszy, który obrazuje przemiany współczesnego człowieka świadomie w klasztorze szukającego sensu życia. I go znajduje, choć nie wyłącznie w płaszczyźnie religijnej. Także w muzyce. Każdy wiersz z tej części poprzedzony jest przywołaniem konkretnego utworu z klasyki muzycznej, który współbrzmi z doznaniami podmiotu. Dobrze by było czytać te wiersze razem z muzyką.

„Zapiski klasztorne” są dla mnie dowodem, że Marek Piechocki potrafi nie tylko napisać dobre, nie tylko muśnięte, ale pogłębione wiersze i dobrze je zakomponować. Już na nie czekam.

***

Przedstawiłam tu trzy książki Marka Piechockiego, członka Związku Literatów Polskich, a przecież w gorzowskiej kulturze funkcjonuje on nie tylko w tej dziedzinie. Najpierw dał się poznać jako organizator recitali fortepianowych, potem nawet większych form muzycznych. Teraz zadanie propagowania muzyki oddał filharmonii, a sam bywa na wszystkich koncertach i chętnie o nich pisze. Przejrzyjcie gorzowskie strony internetowe, a na pewno uwagi Marka znajdziecie. Sam gra na instrumentach klawiszowych, chętnie akompaniuje podczas wieczorów literackich, a nawet – jak sam mówi – układa melodyjki. Ma wyrobiony smak plastyczny, przygotowuje prace a to z drewna, a to z innych materiałów. Jak nikt inny z Gorzowa obecny jest na forach literackich, więc czytają go internauci na całym świecie. Ostatnio zasłużył się jako wydawca wierszy Melanii Fogelbaum, które z mozołem odczytał z rękopisu (pisałam o tym w „Melania odkryta”). 

I jeszcze jedno: człowiek popularny w Gorzowie jako Marek ma naprawdę na imię Zygmunt i dlatego na okładce jego książek figuruje jako Zygmunt Marek Piechocki. Ale to na pewno właśnie on.

***

Jak z powyższego wynika, książki Marka dostać można wyłącznie u autora. Do poczytania także w czytelni Działu regionalnego WiMBP.