W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Pamiętniki – rzecz niełatwa

2013-05-13

Znam Wandę Milewską od czasów, gdy w latach 90. pracowała w gorzowskim Radiu „Gorzów” potem „Plus”, teraz jest krajową korespondentką Katolickiej Agencji Informacyjnej, spotykamy się w teatrze, na koncertach, na wielu imprezach kulturalnych. Z zainteresowaniem więc wzięłam do ręki jej wspomnienia pod tytułem „Życie w kancelarii”. Szczególnie, że lubię czytać wspomnienia i zawsze zachęcam do ich pisania. Ale będę chyba bardziej powściągliwa, bo te po prostu mnie rozczarowały.

„Życie w kancelarii”

Kancelaria to urząd bądź instytucja wytwarzającą własną dokumentację, a także pomieszczenie biurowe przeznaczone do wykonywania czynności kancelaryjnych. A więc życie w kancelarii - myślałam – będzie dotyczyć jakichś problemów urzędowych. Nic z tych rzeczy. Wanda Milewska kancelarią nazywa pokój swojej mamy – dyrektorki szkoły w podgorzowskich Chwalęcicach, z którym łączy wspomnienia dzieciństwa. Bo ona, córka pani dyrektor, na świat zaczęła patrzyć właśnie z perspektywy maminej kancelarii. Ale ta kancelaria, bardzo krótko była dla niej istotna. W książce zdecydowanie więcej miejsca zajmują późniejsze wspomnienia, nawet te z współczesności, gdy Wanda Milewska była dziennikarką katolickiego radia „Gorzów”.

Impulsem do napisania wspomnień przez córkę były zapiski pozostawione przez matkę Wandy - Irenę Świecik. Urodzona i wychowana na Kresach, przeszła długie zesłanie na Syberię, a potem jej udziałem był los przesiedlonych. Pozostawiła przejmujący opis tragicznego aresztowania w 40 roku, potem pięciu lat ciężkiej pracy na Syberii, wreszcie radości z powrotu do Polski. Niby typowe dzieje, ale gdy czyta się o autentycznych przeżyciach, opis zawsze silnie oddziałuje. Córka, Wanda – na szczęście – nie miała tak tragicznych doznań. Jej relacja o życiu w Chwalęcicach i w Gorzowie zawiera raczej anegdoty, przywołania realiów i stylu życia, który już jest przeszłością. Wanda Milewska – dziennikarka, świetnie rejestruje fakty, dużo pamięta, nieźle puentuje, ale – niestety – nie ma daru opowiadania. Na jej wspomnienia składają się krótkie rozdziały, często tylko scenki, dopełnione informacjami encyklopedycznymi, jakby chciała edukować czytelnika, w którego wiedzę i inteligencję nie wierzy. Tematycznie najbardziej związane są z życiem rodzinnym, wieloma ciociami, wujkami i ich rodzinami. Realia gorzowskie ukazane zostały w postaci wzmianek, bez świadomości ich znaczenia dla życia miasta. W moim odczuciu książka jako dokument rodzinny – tak, ale dokument społeczny – jeszcze nie.  Szkoda.  Przyznam, że również wrażenie niedosytu wyniosłam z wcześniejszej książki Wandy Milewskiej

„Prześladowałam Lecha Wałęsę i nie żałuję”.

Nigdy nie posądzałabym Wandy o prześladowanie prezydenta Lecha Wałęsy. I jak się okazuje, słusznie, bo w samej książce o prześladowaniu ani słowa. Na taki tytuł zdecydowała się autorka, by zainteresować czytelników swoją książką. Może niektórych zaciekawiła, ale w moim odczuciu jest w tym tytule nadużycie niegodne ani autorki, ani bohatera, któremu swoją książkę poświęca.

Wanda Milewska podkreśla swoją fascynację postacią Lecha Wałęsy, jego dokonaniami i osobowością. Miała okazję kilka razy z nim się spotkać, głównie podczas pracy dziennikarskiej, na konferencjach prasowych lub imprezach. Także dwukrotnie była na sławetnych imieninach Lecha Wałęsy w jego ogrodach w Gdańsku. Za najważniejsze uznała upamiętnienie dwóch wizyt Lecha Wałęsy w Gorzowie.

Pierwszy raz Lech Wałęsa przyjechał do Gorzowa w październiku 1990 roku w ramach prezydenckiej kampanii przedwyborczej, gdy jego rywalem był Tadeusz Mazowiecki. Tu autorka niewiele ma własnych obserwacji, ale zebrała wspomnienia tych, którzy byli bliżej, a także przypomniała artykuły opublikowane po tej wizycie: Grażyny Pytlak w „Aspektach” i Jerzego Wójcika w „Gazecie Obywatelskiej Tydzień Gorzowski”. Mamy rejestr zdarzeń podany co do godziny, ale nie mogę się doszukać dziennej daty tej wizyty. Także brakuje daty następnej wizyty w 2000 roku, gdy w ramach kampanii wyborczej Lech Wałęsa drugi raz był w Gorzowie i jednym z punktów programu był wywiad w katolickim Radiu Plus. Z tego spotkania pochodzą zdjęcia Wandy Milewskiej z Lechem Wałęsą, ale wizyta ta opisana jest bardzo ogólnikowo. Szkoda, że autorka nie pokusiła się na przypomnienia relacji obu wizyt w pismach typu „Gazeta Lubuska” czy „Ziemia Gorzowska”. Może nie było w nich tak nabożnego stosunku do Lecha Wałęsy, jaki wyraża Wanda Milewska, aby była okazja do szerszego przypomnienia głosów z regionu.

Autorka była dwukrotnie – jak już powiedziałam – na imieninach Lecha Wałęsy. Tam zawsze natłok gości, więc bohater trochę ginie, ale zadaniem dziennikarza jest wydobycie choćby szczegółów. Niestety, zamieszczone opisy mnie rozczarowały. Natomiast za najciekawszy uznaję wywiad z pochodzącym z Gorzowa Eligiuszem Włodarczakiem, niegdyś podsekretarzem stanu w kancelarii Lecha Wałęsy.

Kontakty z wielkimi ludźmi są cząstką historii, nawet w tak niewielkim wymiarze, jaki przedstawiła Wanda Milewska. Trzeba ją zachować i dlatego dobrze, że taka książeczka powstała. Ale jej zawartość wprost domaga się dopełnienia choćby wspomnieniami innych ludzi, którzy mieli kontakty z prezydentem Wałęsą. Samej Wandzie Milewskiej po prostu zabrakło ciekawego materiału. Ale chyba nie będzie jej trudno sięgnąć do innych źródeł, bo przecież Lech Wałęsa od początku był przyjmowany jako postać legendarna. Podpowiadam, bo wiem, że Wanda szykuje drugie wydanie swojej książki. Na pewno przyjmę ją z życzliwością.  

***

Zainteresowanych tymi książkami Wandy Milewskiej oraz jej innymi pracami literackimi i nie tylko odsyłam na jej stronę internetową: www.wandamilewska.pl Tam można zamówić książki.