W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Melania wraca

2013-07-02

medium_news_header_5121.jpg

Kilka tygodni temu opowiadałam o książce, której losy były równie ciekawe jak zawartość, o tomie wierszy Melanii Fogelbaum „Drzwi otwarte na nicość” (”Melania odkryta” z 29. 03. 2013 r.). Autorka była Żydówką, pisała wiersze w łódzkim getcie, potem zginęła w Auschwitz. Zeszyt z tymi wierszami zapisanymi ołówkiem został znaleziony w gruzach getta, wywieziony do Stanów Zjednoczonych i zdeponowany w muzeum holokaustu. Skany tych wierszy dotarły do warszawskiego krytyka litera ckiego Leszka Żulińskiego. On bardziej wyczuł niż zanalizował wartość tych wierszy, bo po prostu nie mógł rozczytać zapisków Melanii. Wtedy skanami zajął się w Marek Piechocki, któremu udało się odczytać wiersze i doprowadzić do ich wydania. 

Wracam do tamtej książki, bo chcę opowiedzieć o wydanym niedawno swoistym komentarzu do niej. Jest nim książka samego Marka Piechockiego pod tytułem „Powrót Melanii Fogelbaum”. Pojęcie „komentarz” sugeruje naukowe rozważania, a „Powrót”, choć pisany prozą, jest dla mnie czystą poezją. W swojej ulubionej formie listów Marek Piechocki dzieli się z autorką refleksjami zrodzonymi przy odczytywaniu jej wierszy. O rosnącej bliskości świadczą tytuły kolejnych listów: pierwszy: „Pani Melania Fogelbaum”, następny – „Miła Melanio”, dalej „Melu”, „Droga Melanio”, „Oj, Melanio”. Bo też im bardziej Marek docierał do poetyckiego świata Melanii Fogelbaum, tym bardziej ona go fascynowała. Przy okazji rodziły się kolejne refleksje. Pracował nad jej wierszami w Pniewach, w domu mamy, który stoi obok dawnej synagogi. Jego mama pamięta miejscowych Żydów, codzienność obok nich. A potem słuch o nich zaginął. Więc teraz pytania o losy Żydów z Pniew. Dlaczego wielu Polaków wtedy zachowywało się niegodnie? Rozważania, jak my byśmy dziś reagowali na tamte wyzwania i problemy. To bardzo ciekawy nurt rozważań. Żałuję, że Marek Piechocki go nie pogłębił. Pniewy są tu tylko symbolem trudnego problemu. 

Drugi nurt listów dotyczy samego procesu odczytywania wierszy i powstawania łańcucha życzliwych, aby wiersze Melanii przybrały kształt książki.

Marek Piechocki cieszy się z odczytania trudnych fragmentów, dyskutuje z Melanią, proponuje, że może inna interpretacja zapisu byłaby lepsza. Autorka nie doprowadziła swoich wierszy do formy ostatecznej przeznaczonej do druku. Przy kilku wariantach tę trudność musiał wziąć na siebie edytor. Jestem przekonana, że takich wątpliwości Marek miał więcej, szkoda, że nie podzielił się nimi z czytelnikami po prostu wskazując na różne możliwości interpretacyjne.

Teraz wydanie książki. Aż zaskakujące, jak wiele osób chciało życzliwie przyłożyć się, aby wiersze Melanii Fogelbaum ujrzały światło dzienne. Marek pokazuje jak niemal dzień po dniu lista życzliwych się poszerza. Monika Szalczyńska deklaruje przygotowanie formy graficznej, Leszek Żuliński rozpowie o niej w literackim świecie, inicjatywie sekundują twórcy z Kalisza, korektę robią Danuta Zielińska i Anna Sokółka z naszej biblioteki, a gorzowska drukarnia Sonar podejmuje się druku książki Melanii bez żadnej zapłaty. Wprost niebywałe. Melania musi być szczęśliwa. O, wpadam w ten sam ton, w jaki Marek Piechocki traktuje Melanię: jak żywą osobę, która do nas mówi, a my jej odpowiadamy.

Ta dobra passa życzliwości dla Melanii Fogelbaum ciągle trwa. Do najnowszej książki Marka Piechockiego ilustracje dodała Elżbieta Będkowska-Adamczyk ze stanu Illinois w Stanach Zjednoczonych. Straszna odległość, ale dzięki Internetowi teraz jest nam blisko. Pani Elżbieta po prostu przeczytała o wierszach Melanii, z ich inspiracji stworzyła obrazy nieznanej jej autorki i zaproponowała Markowi do wykorzystania. Dodała nastrojowe fotografie i przez nią tworzone foto-grafiki. Nadzwyczajnie piękną szatę graficzną nadała „Powrotowi Melanii” znów Monika Szalczyńska wykorzystując propozycje pani Elżbiety. Tak powstała książka, która sama w sobie jest dziełem sztuki.

Książka ma tylko jeden mankament: wydana została nakładem własnym Marka Piechockiego i Moniki Szalczyńskiej w śladowej ilości. Ale jeśli będzie nią zainteresowanie, podobno można dodrukować. Moim zdaniem trzeba to zrobić z góry, bo książka jest niezwykła.      

Zainteresowanych nabyciem książki mogę tylko skierować na stronę internetową drukarni Sonar – www.sonar.pl, tam na zakładkę „Wydawnictwo książkowe”. Może już jest wystawiona do sprzedaży lub trzeba się zapytać, kiedy będzie.