W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Ten, kto wymyślił piwo, był mędrcem

2013-07-08

medium_news_header_5122.jpg

Dziś będzie o piwie. Lubimy piwo, pijemy go dużo, ale po przeczytaniu książki Zbigniewa Czarnucha „Posmakuj Witnicy” wiem, że nasza powszechna wiedza o nim jest niewielka.

Książka powstała na zamówienie browaru w Witnicy, który niedawno obchodził jubileusz 165-lecia. Zamówienie złożono u autora, który nie byłby sobą, gdyby go nie wykorzystał do opowiedzenia historii piwa, ze szczególnym podkreśleniem jego obecności w naszym regionie, czyli w dawnej Nowej Marchii. Przeszłości i znaczeniu tego trunku poświęcona jest pierwsza część. Czy wiecie, że piwo wyrabiane było w starożytnym Egipcie i w Mezopotamii? A potem jego triumfalny pochód szedł przez całą Europę, częściowo tylko ustępując miejsce terenom, na których rodziły się winogrona, ale tych jest stosunkowo niewiele. Piwo było podstawowym napojem staropolskim, bo szlachta gardziła wodą, miejscowego wina nie mieliśmy, a miód piwu nie dorównywał. Samo polskie słowo „piwo” pochodzi od czasownika „pić” i pierwotnie oznaczało wszystko, co się pije.

Największą sławą cieszyło się piwo z Warki. Związana nim jest zabawna anegdota. Rozsmakował się w nim między innymi wtedy nuncjusz papieski w Polsce, a potem papież Klemens VIII. Tak mu smakowało, że na łożu śmierci w gorączce wzdychał: „O Santa piwa di Polonia! O Santa biera di Warka”. Otaczający go prałaci byli przekonani, że papież wzdycha do jakiejś świętej, którą szczególnie wyróżnia, więc modlili się: „O Santa Piva, ora pro Eo!” (Święta Piwo, módl się za nim!). Pamiętajcie o tym pijąc piwo Warka.  

Bardzo popularne było piwo także w krajach germańskich, łącznie z historyczną Ziemią Lubuską. Zbigniew Czarnuch interesująco opowiada o klasztornych i domowych browarach, ale z prawem do sprzedaży. W Kostrzynie przed 1740 rokiem, czyli przed spaleniem miasta przez wojsko rosyjskie w wojnie siedmioletniej, prawo warzenia piwa miało 38 właścicieli posesji w mieście.  

Także o licznych kodyfikacjach prawnych gwarantujących dobrą jakość trunku, o karach za fałszowanie piwa. Z powodu rzekomego psucia piwa nawet skazywano na śmierć, jak to miało miejsce w Gorzowie w 1563 roku. Pod koniec XVI wieku Strzelce Krajeńskie dorobiły się opinii gniazda czarownic, bo tam burmistrzowi „coś” stale psuło piwo. Awantura była na skalę kraju. A w kościele w Słopanowie do dziś znajduje się wykonany dość prymitywną, ręką ludowy rysunek diabła, który trzyma za kark kobietę z kuflem piwa w ręce. A nad nią mamy wiele znaczący napis: „Bo nie dolewała”. Tak, tak. Za takie grzechy szło się do piekła.  Zbigniew Czarnuch wydobywa z przeszłości ciekawostki, którymi pewnie nie zaprzątałby sobie głowy akademicki historyk, ale to właśnie one świetnie opowiadają o życiu sprzed lat.

Zasadnicza część książki dotyczy historii browaru w Witnicy. Powstał on w 1848 roku i nosił nazwę Sternbräu, czyli Browar pod Gwiazdą. Widać, dobrze ta gwiazda przez lata chroniła browar, bo w powojennych latach cudem nie został wywieziony przez Rosjan, a potem co najmniej pięć razy stał na progu likwidacji. Podlegał centralom w Bydgoszczy, Szczecinie, Zielonej Górze, Lubniewicach, stale był na peryferiach zarządzanego obszaru, nigdy dla niego nie starczało pieniędzy na modernizację, ale dzięki kolejnym cudom ostał się do dziś i znów oferuje coraz to nowe smaki i odmiany piwa.

Po wojnie na Ziemi Lubuskiej było 14 przemysłowych browarów: po dwa w Zielonej Górze i Gubinie, a bliżej nas po jednym w Gorzowie, Zemsku i Drezdenku. Pozostał tylko jeden. W niewielkiej Witnicy. Dziś szczyci się tym, że jest regionalny, a więc nietypowy, oferuje piwo odmienne od produkowanych przez wielkie kompanie piwowarskie. Tu wytwarzanych jest aż 17 odmian smakowych. Z zadowoleniem podkreślam, że od dłuższego czasu za zapach, smak, kolor, pienistość i trwałość piwa odpowiadają panie: w latach 1991 – 2008 Małgorzata Kaźmierowska, a obecnie Dorota Krawczyńska. A może tajemnica witnickiego browaru tkwi w tym, że choć prezesami zawsze byli panowie (obecnie Zdzisław Czyrka), to panie systematyczną pracą podnoszą jakość piwa i zdobywają dla niego coraz to szerszy rynek zbytu.  

Jest w tej książce również bardzo ciekawy rozdział „Spacer po zakładzie nurtem piwociągu”, w którym wirtualnie przechodzimy od stanowiska do stanowiska i poznajemy kolejne etapy powstawania piwa a potem docierania do nas. Może być on zachętą do odwiedzenia browaru, a wycieczki są tam mile widziane. 

Zachęcam więc nie tylko do przeczytania książki, ale – zgodnie z jej tytułem – do „Posmakowania Witnicy”. A ja tytuł mojej opowieści zaczerpnęłam z folderu reklamowego piwa z Witnicy. Podobno sam Platon, wielki filozof starożytnej Grecji miał powiedzieć, że „Ten, kto wymyślił piwo, był mędrcem”. 

W prywatnych rozmowach Zbigniew Czarnuch wielokrotnie narzekał, że zachowało się niewiele dokumentów dotyczących browaru, szczególnie z naszych, powojennych lat. Ale to, co zgromadził, jest imponujące. Natomiast przeniesienie tematu piwa do historii i kultury regionu, nadało temu okolicznościowemu opracowaniu rangę wydawniczego wydarzenia.

Książka podobno jest do kupienia w browarze w Witnicy, zamówienie za pośrednictwem Internetu. Do poczytania w czytelni Działu Regionalnego Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zbigniewa Herberta.