W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Wspomnienia olimpijczyka z Tokio

2013-07-23

medium_news_header_5124.jpg

Dotarła do mnie książka wydana przez Urząd Gminy w Gorzycy pod tytułem „Z Górzycy do Tokio” z zapisem wspomnień Edwarda Czernika, czołowego polskiego skoczka wzwyż lat 60-tych. Polska była wtedy potęgą lekkoatletyczną. 28 razy Czernik reprezentował nasz kraj na meczach międzypaństwowych, siedem razy ustanawiał rekord Polski, był mistrzem USA w skoku wzwyż. Ciągle jest rekordzistą Polski w skoku wzwyż stylem przerzutowym (2,20 z 1964 roku), bo potem zmieniono styl i teraz rekordy osiąga się inną techniką. Był sportowcem, potem trenerem, przez 20 lat budował lekką atletykę w Emiratach Arabskich.

Związek cenionego dawniej sportowca z Górzycą (między Kostrzynem a Słubicami) rozpoczął się w 1946 roku, gdy jako 5-letni chłopak z rodzicami przyjechał tu z Kresów. Po zakończeniu światowych peregrynacji w 2008 roku wrócił znów do Gorzycy. Tu lojalnie przyznaję, że przez niemal wszystkie polskie lata Edward Czernik mieszkał w Zielonej Górze, natomiast z Gorzowem łączył go krótki okres, gdy pracował w Akademii Wychowania Fizycznego i raz na dwa tygodnie przyjeżdżał na zajęcia.   

Bardzo wcześnie ujawnił się talent sportowy Edwarda. Na szkolnych zawodach zobaczył go ceniony trener z Zielonej Góry - Zbigniew Majewski, potem twórca pięcioboju. Ściągnął on chłopaka, wtedy ucznia pierwszej klasy Liceum Pedagogicznego w Ośnie do wojewódzkiej stolicy i prowadził z nim treningi. Ale wówczas nie chuchało się na potencjalnych sportowców tak jak dziś. Edward nie miał gdzie mieszkać, nie miał za co żyć, a kariera sportowa nie obchodziła jego nauczycieli. Imponujące było samozaparcie tego chłopaka, dla którego przeskok z Górzycy do Zielonej Góry już był awansem. Tymczasem jakiś Czernik z dalekiej Zielonej Góry zadziwiał polski sportowy świat znakomitymi wynikami, jakie osiągał raz za razem. Bardzo szybko wskoczył do krajowej czołówki.

Zaczęło się pasmo jego sukcesów, udział w licznych zawodach międzynarodowych, zdobywanie tytułów mistrza Polski. Motorem napędowym młodego sportowca była wyłącznie ambicja. Nawet za zwycięstwa w ważnych meczach nie dostawał żadnych pieniędzy. Wtedy obowiązywała zasada, że polscy sportowcy są amatorami i nie kieruje nimi chęć zysku. Mało tego. Aby mieć na utrzymanie, trzeba było gdzieś pracować. Edward Czernik pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej w Zielonej Górze. Pomoc trenera była raczej intuicyjna niż naukowa, nikt nie troszczył się o odpowiednie wyżywienie zawodnika, nie było żadnego przygotowania psychicznego, na wszystkie zawody, łącznie z olimpiadą, jeździł sam, bez trenera ani ekipy pomocników. Nawet za udział Czernika w olimpiadzie w Tokio zapłacił jakiś nieznany mu Polonus z Ameryki.

Jak dla każdego sportowca, tak dla Edwarda najważniejszy był udział w olimpiadzie. Przygotowywał się solidnie, a w jego rozumieniu był to częsty udział w różnych zawodach, niemal bez odpoczynku. W efekcie pojechał na olimpiadę po dopiero co przebytej żółtaczce. Ale o tym nikt nie mógł wiedzieć. Tuż przez olimpiadą w Tokio osiągał najlepsze na świecie wyniki, typowany był do medalu. A on najpierw trochę chciał przechytrzyć regulamin, potem trochę za szybko odwrócił głowę, by zobaczyć, że pokonał poprzeczkę, a ten nagły ruch spowodował, że ją strącił. Medale trafiły do tych, na których wcześniej nie stawiano. Tragedia. Tamte przeżycia nie straciły swojej siły nawet po wielu latach. W książce opisane są niezwykle emocjonalnie.

Prawdziwy sportowiec jednak nie porzuca sportu. Edward Czernik skończył AWF w Poznaniu i rozpoczął pracę trenerską w Polsce i zagranicą. Dużym zaskoczeniem dla niego była propozycja utworzenie lekkoatletycznej kadry narodowej w Emiratach Arabskich, gdzie sport wyczynowy jeszcze nie istniał. Same Emiraty było dopiero na początku boomu, który tej krainie nafty przyniósł duże pieniądze i niebywały rozwój. Czernik jechał w ciemno. Nie wiedział, jak mordercze są tamtejsze upały i że językiem urzędowym wtedy był tam tylko arabski. Angielski zaakceptowano znacznie później. Arabowie nie lubią wysiłku, a ponieważ reprezentantami kraju mogli być tylko rdzenni mieszkańcy, bez napływowych, tym samym baza potencjalnych sportowców ogromnie się kurczyła. Ale po kilku latach sportowcy Edwarda Czernika odnosili zwycięstwa na różnych zawodach kontynentalnych, a nawet olimpiadach. A on był z ramienia rządu głównym konsultantem przy budowie licznych obiektów sportowych. Tu chyba nie trzeba dodawać, że zarabiał tam dobrze i że zwiedził cały świat, szczególnie Azję, bo jego zawodnicy uczestniczyli w licznych meczach tego kontynentu.

Teraz Edward Czernik mieszka w Górzycy i trenuje chłopców z miejscowej podstawówki. Nie bardzo jednak liczy na ich sukcesy, bo jego zdaniem brak im samozaparcia, które było motorem jego kariery. O sobie na zakończenie stwierdza: Mam żonę, dwie córki, dwóch wnuków, zdobyłem uznanie i sławę, zjeździłem niemal cały świat, poznałem wielu wspaniałych ludzi. Zuchwalstwem byłoby chcieć od życia więcej. 

Książka ma formę wspomnień, trzeba więc przyjąć, że jej autorem jest Edward Czernik. Na pewno był dobrym sportowcem, ale przy pisaniu książki bardzo przydatny jest redaktor lub wydawca, ktoś, kto pochyli się nad stroną językową. Często potykałam się wzrokiem o brak lub nadmiar przecinków, raziły mnie nieporadności językowe. Wypominam tu grzechy, które obserwuję w coraz to większej ilości książek. Niestety, wielu autorom wydaje się, że książkę wystarczy napisać, a drukarnia ją po prostu wydrukuje. Ważne zadanie wydawcy nadania książce poprawności redakcyjnej i językowej idzie w zapomnienie. Na przykład tu w jednym akapicie (str. 24) mamy dwie charakterystyki tego samego bohatera: w drugiej linijce to „niewysoki i korpulentny skoczek”, a pod koniec „byłem wysokim (180 cm), dobrze zbudowanym sportowcem o długich nogach”. Autor może nie zauważyć takiej rozbieżności, krytyczny wydawca – musi. Ciągle nie może się przebić przekonanie, że drukarnia tylko powiela, czyli z jednego egzemplarza robi wiele, natomiast zasadnicza praca nad książką mozolnie przebiega u wydawcy.

Pochwalam natomiast Urząd Gminy w Górzycy za przeprowadzenie projektu „Dziś dobry start – jutro pewny sukces” w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, w ramach którego możliwe było wydanie tej książki. Życie Edwarda Czernika jest świadectwem słuszności tego hasła.

***    

Korzystałam z egzemplarza z Działu Regionalnego WIMBP. Zainteresowanych kieruje do wydawców: Urząd Gminy w Gorzycy, www.gorzyca.pl, e-mail: ug@gorzyca.pl lub www.sonar.pl, e-mail: biuro@sonar.pl