W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Hugona, Piotra, Roberty , 29 kwietnia 2017

Tam, za drutami Woldenbergu stworzyli uniwersytet

2017-03-28

Byłam niedawno w Muzeum Woldenberczyków w Dobiegniewie i tam dostałam  książkę Mariana Brandysa „Wyprawa do oflagu”.

medium_news_header_17960.jpg

Jest to reprint książki wydany – jak napisano „kosztem i staraniem Stowarzyszenia Woldenberczyków przeznaczony do nieodpłatnego kolportażu pośród członków stowarzyszenia, jego sympatyków i osób zainteresowanych zbiorami Muzeum Woldenberczyków”. 

*

W Woldenbergu, czyli dzisiejszym Dobiegniewie przez długie prawie sześć lat wojny zamknięci byli w oflagu polscy oficerowie wzięci do niewoli po kampanii wrześniowej. Był wśród nich Marian Brandys, po wojnie ceniony dziennikarz i pisarz. 10 lat po wyzwoleniu przyjechał do polskiego już Dobiegniewa, by dla tygodnika „Świat” napisać reportaż o tym obozie. W ten sposób powstał cykl reportaży wydany w 1955 roku, właśnie „Wyprawa do oflagu”. Jedna z pierwszych książek o obozie, która po latach nic nie straciła ze swojej siły. Marian Brandys pisze o samym obozie, gdzie żyło około ośmiu tysięcy mężczyzn we względnie niezłych warunkach, tyle że bez możliwości przekroczenia obozowej bramy i bez osobistego kontaktu z innymi ludźmi. Przez te lata żaden z nich nie widział ani kobiety, ani dziecka. Długie dni i noce wypełniali tym, co było możliwe, głównie utrzymaniem kondycji fizycznej i rozwojowi intelektualnemu. Zamknięci byli ludzie różnych zawodów, ale głównie z wyższym wykształceniem. Tam, za drutami Woldenbergu, stworzyli pierwszy na ziemi lubuskiej uniwersytet z kilkunastoma kierunkami kształcenia. Starannie dokumentowane zaliczenia i egzaminy zostały po wojnie uznane.

Podczas wizyty Marian Brandys zobaczył świnie hodowane w barakach, w których mieszkali oficerowie. Ale nie to było najgorsze. O Woldenberczykach wtedy nie pamiętano ani w Dobiegniewie, ani w miastach, gdzie osiedli. Czasy stalinowskie eliminowały przedwojennych oficerów.

Na terenie dawnego oflagu jest teraz Muzeum Woldenberczyków, raczej rzadko odwiedzane, bo z dala od turystycznych tras. Muzeum gminne, choć tak ważne dla polskiego wojska i dla narodu. Mimo że później wydano wiele książek o obozie, dobrze, że przypomniano „Wyprawę do oflagu” Mariana Brandysa, książkę będącą przejmującym dokumentem tragedii całego pokolenia.