W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Bogusława, Liwiusza, Tekli , 23 września 2018

Wspomnienia ze szkolnych lat

2018-02-19

Był 1 września 1953 roku. Naukę w Technikum Gastronomicznym rozpoczynała Waleria Jaźwińska (wtedy Jaworska), czyli powieściowa Weronika.

medium_news_header_20986.jpg

Od tej daty rozpoczyna się druga część cyklu „Przygoda z życiem”, zatytułowana „Lata szkolne Weroniki”.

Waleria Jaźwińska urodziła się na Kresach, z rodzinnego domu pozostały jej tylko wyrywkowe wspomnienia. W 1946 roku razem z rodzicami zamieszkała we wsi Zaszczytowo w gminie Krzeszyce. Proces odkrywania nowego świata i naukę w kilku szkołach podstawowych opisała w pierwszej części „Przygody z życiem” pt. „Dzieciństwo Weroniki”. W kilku dlatego, że dopiero trwał proces tworzenia sieci szkół, ale do każdej małe dziecko musiało przebyć daleką drogę przez pola, kanały i lasy. Do siódmej klasy w Krzeszycach miała aż siedem kilometrów w jedną stronę. Takie same radości i kłopoty przeżywa powieściowa Weronka, bo jest ona alter ego autorki.

*

Część druga cyklu przedstawia cztery lata nauki Weronki w szkole średniej w Gorzowie. W książce wyraźnie można oddzielić trzy wątki: życie rodzinne na wsi, pierwsza, dziewczęca miłość i szkoła. Ponieważ ten ostatni wątek jest dla gorzowian najciekawszy, o nim będzie najwięcej.

Weronka bardzo chciała uczyć się dalej, ale jedyną szkołą, która dała jej taką szansę, było Technikum Gastronomiczne, wtedy przy ul. Świerczewskiego 31/23 (obecnie Wyszyńskiego). W każdej klasie było ponad 40 osób, ciasno, zimno, bo trzeba było palić w piecach. Nie dostała miejsca w internacie, więc znów musiała dojeżdżać. Na szczęście rodzice wynajęli jej mieszkanie w Nowinach Wielkich, więc miała blisko do pociągu.

Weronka uczyła się w technikum, gdzie przygotowywano organizatorów zbiorowego żywienia, a przedmioty główne związane były z towaroznawstwem, dietetyką, zasadami funkcjonowania stołówek pracowniczych. Przygotowywania posiłków uczono się dopiero w starszych klasach. Weronka nie lubiła gotować (Waleria nie lubi do dziś), wcale nie interesowały jej przedmioty kierunkowe. Ale w tej szkole spotkała niezwykłych profesorów, którzy mieli duży wpływ przede wszystkim na jej rozwój duchowy.

*

A oto fragmenty książki ze wspomnieniami o profesorach:

Dyrektorem „Gastronomika” był wówczas magister Antoni Możdżer (dziadek znanego muzyka Leszka Możdżera). Bardzo wykształcony, znał kilka języków obcych. W szkole wykładał język rosyjski i historię. Był wymagającym pedagogiem. Nieraz odczuwało się, że nie jest zainteresowany uczniami. Był jak robot. Zwykł kłaść spokojnie dziennik na katedrę, otwierać go i wywoływać nazwisko ucznia do odpowiedzi. Kiedy wchodził do klasy z rozczochranymi włosami, to był znak, że będzie miał dobry humor. Nie pytał wtedy, tylko wykładał temat. Z humorem podchodził do uczniów. Nawet czasem opowiadał jakieś śmieszne zdarzenia z życia codziennego. Natomiast gdy przekraczał próg klasy z włosami gładko zaczesanymi, wiadomo było, że nie będzie można nawet o cokolwiek zapytać bez oberwania przy tym negatywnej oceny wpisanej do dziennika. Wszyscy więc siedzieli w ławkach jak zastraszone trusie. Rzadko w tym dniu uczniowie dostawali pozytywny stopień; przeważnie padały oceny niedostateczne. Kiedy już wyżył się na uczniach, stawiając kilka dwój, zaczynał wykład. Opowiadał wyraźnie, zrozumiale. Najbardziej był zainteresowany historią starożytną. Mógł na temat tego okresu mówić i mówić. Nie słyszał nawet dzwonka oznajmiającego przerwę.

Pan Antoni Możdżer miał słaby wzrok. Nosił okulary. (…) Ta krótkowzroczność czyniła z niego człowieka nieco zagubionego, nieobecnego. Z jego wykształceniem i pasją do świata hellenistycznego powinien był, zdaniem Weronki, zająć się pracą naukową. Z biegłą znajomością języka łacińskiego, greckiego, hebrajskiego, nie wspominając o językach współczesnych, na pewno marnował się w tej szkole (s. 24-25).

*

Wychowawczynią Weronki była młoda nauczycielka, pani Teresa Klimek, która niedawno ukończyła studia. Niska, ładna brunetka, z włosami gładko uczesanymi w koczek, ale niedostępna. Nigdy uczniowie nie widzieli na jej twarzy uśmiechu. Wykładała matematykę i arytmetykę gospodarczą, była bardzo wymagająca. Twarda jak skała. Żadnych usprawiedliwień, żadnych ulg. Tak zapamiętała ją Weronka. Gdy miała pytać lub wzywać do tablicy, Weronka drżała na całym ciele. Serce jej dygotało. Myślała tylko o jednym: aby jej nie wywołała do odpowiedzi. Pani profesor podczas wykładów miała zwyczaj stać przy katedrze i obracać palcami złotą obrączkę na palcu prawej ręki. Była świeżo upieczoną mężatką. Pod koniec roku była już w dość zaawansowanej ciąży. Nosiła ciemne, luźne sukienki. Skromne, ale piękne (s. 23).

*

Najbardziej Weronce podobał się nauczyciel języka polskiego, magister Stanisław Paterski. Miał już chyba gdzieś około 50 lat. Kiedy wykładał temat lekcji, Weronka słuchała z zapartym tchem. To on spowodował, że pokochała ten przedmiot. Biła od niego pełna kultura. Kiedy pytał, wymieniał nazwisko, zadawał pytanie i mówił: „Proszę niech uczennica odpowie”. Nigdy nie zdarzyło mu się zwrócić się przez „ty”. Wykłady, jakie prowadził z okresu starożytności lub średniowiecza, tak bardzo nie interesowały Weronki, ale pan profesor potrafił płynnie i ciekawie opowiadać, że jednak była pod wrażeniem tych wykładów. Był bardzo wymagający. Kiedy młodzież hałasowała, uciszał mówiąc: „tss, tss – zasada”. To były jego niezapomniane słowa. Weronka miała przed nim respekt, którego nie odczuwała w stosunku do innych nauczycieli (s. 19).

*

Lekcje „zakłady żywienia” prowadziła pani Jolanta Przanowska. Wspaniała osobowość, wspaniała nauczycielka. Wysoka, trochę z nadwagą, uśmiechnięta, o dużym sercu dla uczniów. Panna. Mieszkała blisko szkoły. Jej matka, już na emeryturze, też była nauczycielką, polonistką, znaną w środowisku inteligencji gorzowskiej. Lekcje z panią Jolantą Przanowską były przyjemnością. Chciało się słuchać jej wykładów, nawet nie będąc zainteresowanym przedmiotem (s. 36).

*

Chemii uczyła pani Felicja Korsak, już w podeszłym wieku. Kiedy ktoś pytany źle wymówił nazwę pierwiastka, to go poprawiała i kilka razy powtarzała nazwę. Weronka zapamiętała, że kiedy poprawnie wypowiadała „fluor”, wtedy tak dziwnie układała usta. Była dość sroga. Właściwie powinna była już przejść na emeryturę (s. 31).

*

Za praktyki poza szkołą odpowiedzialna była pani o niespotykanym imieniu – Febronia Gajewska-Karamać, nauczycielka w klasach zasadniczych. Z uczniami klas technikum miała tylko praktyki. Była drobną, szczupłą, niską kobietką o siwych włosach i pięknej twarzy. Kontrolowała przebieg pracy uczniów w zakładach gastronomicznych (s.65).

Nauczyciele o rzetelnej wiedzy humanistycznej, nauczyciele o zdecydowanych poglądach zachowawczych, patriotycznych uczyli w szkole, która jeszcze parę lat wcześniej była tylko Żeńską Szkołą Zawodową, uznawaną raczej za szkołę żon. Dla nich nie było miejsca w szkołach licealnych o wyraźnym profilu ideologicznym. Na tym mogły tylko skorzystać pochodzące najczęściej z okolicznych wsi uczennice Gastronomika.

*

Waleria Jaźwińska w swoich powieściach opartych na jej wspomnieniach, przywołuje świat, którego już nie ma, a z którego wyrosło jej pokolenie. Przede wszystkim bardzo trudne warunki życia zarówno w domu, jak i w szkole. Także piękną przyrodę, jeszcze przed ingerencją człowieka. Jako dziewczyna pokochała płaskie przestrzenie nadwarciańskie i niespokojną Wartę. Jako osoba dojrzała, Waleria Jaźwińska maluje obrazy olejne przede wszystkim z motywami przyrodniczymi. Często pokazuje je w galerii Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

*

Waleria Jaźwińska pracuje nad trzecią częścią swoich młodzieńczych wspomnień dotyczących początków pracy zawodowej w administracji państwowej w Pyrzanach i Witnicy. Nauka w „Gastronomiku” nie wytyczyła jej drogi zawodowej. Więcej dało jej wyniesione ze szkoły uwrażliwienie humanistyczne.

***

Waleria Jaźwińska „Przygoda z życiem. Cz. 2 Lata szkolne Weroniki”, wyd. Oddział w Gorzowie Związku Literatów Polskich, Gorzów 2017, 140 s.