W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Fryderyka, Małgorzaty, Seweryny , 20 lipca 2018

O Sybirakach nie wolno zapomnieć

2018-04-13

Odchodzi pokolenie,  które w swoim życiorysie miało przymusowy pobyt na Syberii. Nawet najmłodsi wtedy wywiezieni już dobiegają osiemdziesiątki. Dla wszystkich, których dotknęła przymusowa zsyłka, było to przeżycie rzutujące na całe życie.

medium_news_header_21481.jpg

Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Trzcielu wydała książkę „Sybiracy na Ziemi Międzyrzeckiej”. Zebrano w niej wspomnienia i artykuły o Sybirakach wcześniej publikowane w lokalnych miesięcznikach „Powiatowa” i „Kurier Międzyrzecki”. W pierwszej części przypomniane są artykuły o mieszkańcach Trzciela, w drugiej – o mieszkańcach Międzyrzecza. Każdą część otwiera obszerna informacja o pracy kół terenowych Związku Sybiraków w tych miastach. Na końcu natomiast znajdują się fotografie i dokumenty dotyczące prezentowanych osób.

*

Sybirskie lata dla wszystkich rozpoczynały się jednakowo: gwałtowne walenie do drzwi w środku nocy, godzina lub dwie na spakowanie się, potem przewiezienie na stację kolejową, do bydlęcych wagonów i długa jazda na wschód, bez świadomości celu. Następnie potwornie ciężka praca, najczęściej przy wyrębie lasu, w siarczystym mrozie, nędzne warunki mieszkaniowe, wieczny głód. I czyhająca na każdym kroku śmierć dzieci, dziadków, a także dorosłych, pozornie odpornych na trudy życia.

Opowieści są do siebie podobne, ale trzeba do każdej dodać ludzkie przeżycia, nadzieje, ich utratę, załamania. I żadnej pomocy.

*

Jakże wielkim szczęściem był potem spokojny dom w Trzcielu lub Międzyrzeczu, jak ważna była osobista wolność, nawet jeśli ta polityczna okazywała się wątpliwa.

*

Z lektury opowieści o Sybirakach wynika jeszcze jedna prawda: bardzo wiele zależało od przypadku, od niespodziewanie spotkanych ludzi, od tego gdzie został skierowany transport itd.

Spośród wielu podobnych wspomnień wyróżnia się opowieść Franciszki Kani z domu Czapnik, która nie miała jeszcze roku, gdy ją razem z rodziną 10 lutego 1940 roku wywieziono na Syberię. Dalsze losy rodziny były niezwykłe. Dla jej matki najważniejsze było, aby wydostać się ze Związku Radzieckiego, a co dalej, to już wszystko jedno. Miejscem, do którego rodzina dotarła, była środkowa Afryka. W krótkim odstępie czasu rodzina przeżywała głębokie syberyjskie mrozy, a niebawem saharyjskie upały. Mała Frania wzrastała w tak zaskakujących warunkach. Naukę rozpoczynała w szkole z dachem z zielnych liści.

*

Wszystkie opowieści napisane są prostym językiem, często to po prostu suche relacje, ale właśnie taki sposób jest najbardziej autentyczny, prawdziwy. To dokument dla następnych pokoleń. I choć wcześniej te opowieści już były drukowane, dobrze, że zostały zebrane w książkę. Łatwiej będzie do nich sięgnąć i dłużej zachowają swoją funkcję. Bo o Sybirakach nie wolno zapomnieć. 

***

„Sybiracy na Ziemi Międzyrzeckiej”, antologia wspomnień i tekstów, pod red. Izabeli Stopyry i Jadwigi Szylar, wyd.  Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Trzcielu, Trzciel 2017, 124 s.

Korzystałam z egzemplarza z Działu Regionalnego Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zbigniewa Herberta w Gorzowie Wlkp.