W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Elżbiety, Marka, Pauli , 18 czerwca 2019

Pani z saturatorem, czyli atrakcyjna historia Gorzowa

2019-01-12

Album ze zdjęciami starego Gorzowa stał się sensację. A dotyczy tylko lat 60. i 70. ubiegłego wieku. 

medium_news_header_23741.jpg

Na okładce saturator, z którego sprzedawano wodę gazowaną  lub z sokiem. Piło się ze szklanki, dla wszystkich tej samej, tyle że przepłukanej odrobiną wody funkcjonującej w obiegu zamkniętym. Wózki należały do firmy MHD, czyli do Miejskiego Handlu Detalicznego. Sprzedawczyni ubrana była w biały fartuch i koniecznie białą chustkę na głowie. Daszek nad urządzeniem dawał poczucie chłodu. Bo woda z bąbelkami w upalny dzień to wtedy był naprawdę rarytas.

Saturator stał przy ulicy Juliana Marchlewskiego (dziś Wełniany Rynek) u wylotu ulicy Braniborskiej, a w tle widoczny jest budynek arsenału. Ani ulicy Braniborskiej, ani arsenału już nie ma. Na zdjęciu widać jeszcze druty linii tramwajowej, która jakby otaczała arsenał, aby z ulicy Chrobrego wjechać w dzisiejszy Wełniany Rynek. Obok jeszcze chyba kiosk, pan w garniturze na zakupach, pani w źle dopasowanym biustonoszu, dzieci zajęte zabawą…

Fragmencik codziennego życia w centrum Gorzowa przed około półwieczem. Fizycznie miejsce to istnieje, ale wygląda zupełnie inaczej. Nie ma arsenału, nie ma ulicy Braniborskiej, na takie saturatory nie zgodziłby się Sanepid, inaczej się ubieramy...

*

Waldemar Kućko pochodził z Wilna. W 1945 roku, jako 13-latek, z matką przyjechał do Gorzowa.  W 1953 roku skończył Technikum Fotograficzne w Łodzi i wrócił do Gorzowa. Zatrudniony został w Zakładach Włókien Chemicznych „Stilon”, by dokumentować życie zakładu, potem jako fotoreporter związany był z redakcjami dwutygodnika „Stilon Gorzowski” i dziennika „Gazeta Lubuska”. Dokumentował życie „Stilonu” i Gorzowa. Chodził zawsze z aparatem fotograficznym zawieszonym na szyi. Zdjęcia robił – wydaje się – bez przerwy, ale zawsze miał duże ambicje artystyczne. W 1972 roku, jako pierwszy na Ziemi Lubuskiej, został przyjęty do elitarnego Związku Polskich Artystów Fotografików na podstawie zdanych trudnych egzaminów i wystawy artystycznych zdjęć.

Zmarł nagle w 1981 roku. Miał wtedy 49 lat.  

*

Filmy z jego zdjęciami Elżbieta Kućko, żona Waldemara, przekazała do Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta. Szacuje się, że jest na nich około 32 tysięcy zdjęć. Długo czekały na opracowanie, ale nareszcie mamy narzędzia odpowiednie do ich przetworzenia i zachowania. Każde trzeba zeskanować i zapisać w formie elektronicznej. Doskonała współczesne technika ma też to do siebie, że wychwytuje każdą usterkę, plamkę, zaciemnienie, a wszystkie te mankamenty trzeba starannie usunąć. Obecnie w zasobach muzeum jest przetworzonych elektronicznie ok. 15 tys. zdjęć. Prace trwają.

*

Spośród ogromu zdjęć, które już są w dyspozycji pracowników muzeum, Lech Dominik, także artysta fotografik, wybrał tylko 340 do pierwszego albumu, bo w planach są następne.

Ułożył je w formie spaceru po Gorzowie w sześciu częściach.

I – Sceny rodzajowe, czyli rejestracja zwykłych scen i sytuacji z centrum miasta

II – Arsenał – ulubiony motyw artysty, budynek stojący przy ul. Chrobrego między ul. Jagiełły i Wełnianym Rynkiem, w zasadzie zabytkowy, ale w tamtych latach popadający w ruinę, w końcu rozebrany, bo przeszkadzał w układzie komunikacyjnym

III – Rzeka Warta – do dziś niby ta sama, ale wtedy jakże inna ze względu na funkcję gospodarczą, jak i miejsce rekreacji

IV – Jan Korcz – malarz, legenda artystycznego Gorzowa

V – Miasto – obraz zmieniającej się architektury, miejsca, których już nie ma

VI – Tramwaje – gorzowski znak rozpoznawczy.

Każde zdjęcie domaga się szczegółowej analizy, wychwycenia nawet drobiazgów, ale jakże ważnych dla życia w tamtych latach. No i zastanowienia, jak zmienił się Gorzów przez minione prawie półwiecze.

*

Waldemar Kućko najbardziej lubił zdjęcia w formacie 6 x 6 cm, czyli kwadratu. Dla wielu plastyków jest to format bardzo trudny, bo jakby sprzeczny z widzeniem świata ludzkim okiem. Natomiast dla Kućki był najbardziej wdzięczny, bo umożliwiał mu na rozwinięcie obrazu zarówno w górą i dół, jak i na szerokość.

W albumie jest 340 zdjęć. Książka waży 1,20 kg.  

*

Takiego oblężenia muzeum nie widziało chyba w swojej historii. Ja także bardzo dawno nie stałam w tak długiej kolejce, a gdyby to nie była kolejka po książkę, w ogóle bym nie stała.

Choć album wydany jest w 500 egzemplarzach, dla co najmniej połowy chętnych zabrakło książek. W kolejce dominowali młodzi, dla których nazwisko Waldemara Kućki może być tylko częścią legendy o naszym mieście, bo przecież artysty nie znali. Rozdawany był za darmo, ale powszechne było przekonanie, że chętnie by go kupowano, gdyby tylko był dostępny w sprzedaży. Pani dyrektor muzeum Ewa Pawlak zapowiada dodruk. Już powstają listy zainteresowanych.

*

Ogromne zainteresowanie albumem ze starymi zdjęciami jest dowodem emocjonalnych związków mieszkańców ze swoim miastem, dowodem zainteresowania historią i kulturą. Album wydany został z funduszy Urzędu Miasta na ten właśnie projekt, przy merytorycznym i finansowym wsparciu Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta.

Tak duże zainteresowanie tym albumem i historią Gorzowa to oczywisty sygnał dla zarządzających kulturą, że forma i liczba ofert związanych z przeszłością powinna być znacznie większa. Jeszcze raz kłania się idea muzeum historii miasta Gorzowa.

***

Lech Dominik „Waldemara Kućki spacer po Gorzowie. Lata 60. I 70.”, wyd. Nadwarciańskie Towarzystwo Upowszechniania Dziedzictwa Kulturalnego w Gorzowie Wlkp., Gorzów Wlkp. 2018, 364 s.