W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Aleksego, Bogdana, Martyny , 17 lipca 2019

Proponuję rozmowę

2019-05-15

8 maja odbył się w muzeum wernisaż wystawy obrazów Jerzego Zgorzałka z okazji jego "75 lat życia i półwiecza w malarstwie" (chyba lepiej "z malarstwem"). Było hucznie, wesoło i bardzo przyjemnie.

medium_news_header_24805.jpg

Jerzy Zgorzałek ma wielu przyjaciół, którzy nie tylko chcieli razem z nim świętować, ale nawet dorzucili się finansowo.

*

Kilka dni później nie ma już wystawy w plenerze, ale wybrane obrazy ciągle można oglądać w galerii Oficyna przy ul. Warszawskiej. Przyciągają wzrok dużymi formatami, łagodnymi pejzażami, przymgloną, ciepłą kolorystyką. W ładnych ramach, eleganckie, pasują do reprezentacyjnego salonu lub po prostu ulubionego pokoju.

Ale ta wystawa też ma charakter czasowy. Kiedyś zastąpi ją inna.

*

Natomiast na pewno na lata pozostanie po tym wydarzeniu książka albo raczej album - bo w poziomie - wydany z okazji godnego jubileuszu. Serdecznie w niej polecam strony od 27 do 48, czyli te z reprodukcjami prac. Natomiast strony początkowe, do 26 proponuję zastąpić spotkaniem z artystę.

Jerzy Zgorzałek bez żenady podkreśla, że choć nie skończył artystycznych szkół, to z mocą wskazuje gdzie i od kogo się nauczył się malarstwa. Zwraca uwagę, że dużą wagę przywiązuje do postrzegania świata i do tworzenia na płótnie widoków, ale przetworzonych przez swoją osobowość z wykorzystaniem wypracowanej, własnej techniki.

Nie neguję drogi, jaką przeszedł Jerzy. Musiał więcej pracować, niż ci prowadzeni w szkołach za rączkę. Częściej, niż mający podbudowę teoretyczną, samodzielnie odkrywał Amerykę, a to zajęcie trudne. Niezależnie od szkół zawsze liczy się przede wszystkim końcowy efekt, a prace Jerzego Zgorzałka mają wielu admiratorów. Sam jest człowiekiem niezwykle towarzyskim, łatwo nawiązuje kontakty, nie odrzuca zaproszeń. Ma smykałkę marketingową, a że przez lata prowadził atelier reklamowe, posiadł więc umiejętność nie tylko malowania, ale promowania i wprowadzania na rynek swoich obrazów.

*

Jednak przy wszystkich zaletach, jak wykazuje tekst w książce, Jerzy Zgorzałek nie posiadł umiejętności sprawnego pisania. Cóż, po prostu za bardzo zawierzył sam sobie jako opowiadaczowi. Jak nie kopie się leżącego, tak nie będę tu cytować nieporadności stylistycznych, bałaganu kompozycyjnego, niewłaściwych zapisów skrótów, złej interpunkcji. Najbardziej mnie dziwi wprowadzone na stronę stopkową nazwisko cenionej w Gorzowie korektorki. Gdyby ona widziała ten tekst, to jak znam jej surowe zasady, nie puściłaby go w takim kształcie. Tego rodzaju usterki mniej rażą w bezpośredniej rozmowie, ale zapisane i wydrukowane na wieczność po prostu przeszkadzają.

Proponuję więc odwiedzenie pana Jerzego w jego pracowni autorskiej przy ul. Okólnej 31a, do której zawsze wszystkich serdecznie zaprasza i ze swadą opowiada o swojej twórczości. Oczywiście także odpowiada na wszystkie pytania.  Podkreśla, że odwiedzający nie ma obowiązku kupienia pracy. Jedynym warunkiem jest zainteresowanie jego malarstwem.

Polecam więc: zajrzyjcie do pracowni Jerzego Zgorzałka, rozmawiajcie  z nim, słuchajcie, a dowiecie się więcej niż z lektury.

***

Jerzy Zgorzałek, "75 lat życia, półwiecze w malarstwie", wyd. Jerzy Zgorzałek - Autorska Galeria Malarstwa, Fundacja "Razem się udaje" Dawid Wachowiak. Wydanie albumu z udziałem środków finansowych Urzędu Miasta Gorzowa Wielkopolskiego, 48 s.