W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Laury, Leszka, Marcjana , 17 czerwca 2019

To był Szef!

2019-05-20

Z okładki patrzy na nas uśmiechnięty ksiądz Witold Andrzejewski. Beret z antenką na głowie, krzaczaste brwi nad okularami, szeroki, szczery uśmiech

medium_news_header_24854.jpg

Ubrany w czarną sutannę z fioletowymi (rubinowymi) wypustkami i guzikami, właściwą kanonikom. Takim pozostał w naszej zbiorowej pamięci.

*

7 października 2018 r. odsłonięto pomnik ks. Andrzejewskiego. Stoi obok katedry. Uroczystości towarzyszyła wystawa plenerowa. Teraz można ją oglądać w ogrodzie Pałacu Biskupów (dostępna po telefonicznym uzgodnieniu). Z tej okazji wydano również niewielką książkę z tytułem "Ksiądz Witold Andrzejewski. Pielgrzym Niepodległości (1940 - 2015)". Przeczytałam ją z dużą przyjemnością.

Autorka książki - Marta Marcinkiewicz dobrze znała księdza Witolda, wywodzi się z kręgu jego uczniów, a jednocześnie jest historykiem, umie więc zdarzenia i ludzi pokazać na tle czasów i przemian.

*

Witold Andrzejewski jeszcze nie ukończył Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Łodzi, gdy zdecydował, że więcej nauczy się grając na scenie. W 1960 r. podpisał kontrakt na rok do powołanego właśnie Państwowego Teatru im. Juliusz Osterwy w Gorzowie Wlkp. Jako aktor pracował do sierpnia (końca sezonu) 1966 r. W latach 1963 - 1966 teatrem tym kierowali Irena i Tadeusz Byrscy. Szczególnie bardzo religijna i bardzo etyczna pani Irena miała znaczący wpływ na Witolda Andrzejewskiego. Gdy dodać patriotyczne wychowanie wyniesione z domu i wcześniejsze kontakty z mądrymi kapłanami, a także poczucie misji, to decyzja o zmianie sceny teatralnej na ambonę - lub szerzej oddziaływaniu przez wiarę katolicką - jest całkowicie uzasadniona.

*

Był wikarym, potem proboszczem, otrzymał tytuły Dziekana Gorzowskiej Kapituły Katedralnej (2004) i Prałata Honorowego Jego Świątobliwości Benedykta XVI (2010), ale pozycję w społeczeństwie naszego miasta zdobył przede wszystkim jako wychowawca młodzieży i kapelan Solidarności oraz poli cji.  Autorka Marka Marcinkiewicz, rozpoczyna książkę od wyliczenia ról, jakie pełnił w swoim życiu: artysta, gorliwy kapłan, mądry duszpasterz, patriota. Odważny i charyzmatyczny. Wyrazisty i jednoznaczny w poglądach. Autoironiczny, z wielkim, niebanalnym poczuciem humoru. Autorytet na wszystkich polach. Nikt inny nie umiał tak prosto i pięknie mówić o wolności, choć jego osobista wolność wielokrotnie była ograniczana.

Honorowy Obywatel Gorzowa Wlkp., Honorowy Obywatel Województwa Lubuskiego, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

*

Nie wystarczy licząca zaledwie 40 stron książeczka, aby spisać wszystkie zasługi księdza Witolda Andrzejewskiego. Choć w życiu miasta Gorzowa był mocno osadzony, to jednak publikacji na jego temat jest niewiele. Najciekawszy portret zachował się w reportażach radiowych Zbigniewa Bodnara i Cezarego Galka z Radia Zachód, ale nie są one dostępne. Ciekawe rozmowy przeprowadził z księdzem Andrzejewskim Wiesław Antosz i opublikował w książce "Od deski do deski", ale wyszła ona w 1999 r. w małym nakładzie. Podobno monografia księdza Witolda już powstaje, ale poza Gorzowem i trudno określić, na jakim jest etapie.

Natomiast w tej książeczce przyciągnęły moją uwagę zdjęcia. Jest ich dużo, pochodzą z różnych okresów życia księdza, pokazują go w różnych rolach. Autorka nie podaje źródeł, ale mam nadzieję, że zapoczątkują one kolekcję jego fotografii. Ksiądz Witold swoje zbiory przekazał do archiwum Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej, więc zapewne ten zespół już jest lub niebawem będzie opracowany.

*

Ksiądz Witold Andrzejewski zamaszystym krokiem idzie do katedry. Pomnik wykonany przez Małgorzatę Witaszak z założenia nie ma cokołu. Ksiądz, choć ze spiżu, jest jednym z wielu mieszkańców miasta zdążających do katedry. Co najmniej dyskusyjna jest taka forma upamiętnienia, bo nie podwyższa, a raczej pomniejsza postać. Ale ma swoje uzasadnienie właśnie w skromności i zwyczajności księdza. Jednak w tej sytuacji funkcję uzasadnienia wielkości księdza Andrzejewskiego winny przyjąć książki, może także filmy. Bo to nie był zwyczajny człowiek, ani nawet zwyczajny ksiądz zdążający do świątyni. To był naprawdę Ktoś! To był Szef!

***

"Ksiądz Witold Andrzejewski. Pielgrzym Niepodległości (1940 - 2015)", tekst Marta Marcinkiewicz, wyd. Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Oddział w Szczecinie, Szczecin 2018, 40 s. Korzystałam z egzemplarza z Działu Regionalnego Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zbigniewa Herberta w Gorzowie Wlkp.