W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Czytaj ze mną »
Emmy, Flory, Romana , 24 listopada 2020

Jak piosenki disco polo

2020-03-16

Każdy zna piosenki disco polo. Banalny tekst, prosta linia melodyczna, najczęściej nawiązująca do muzyki wiejskiej, równomierny rytm, najprostsze schematy harmoniczne.

medium_news_header_27216.jpg

Nikt nie spodziewa się po nich Sztuki przez wielkie „S”. Jednak lubimy je słuchać, a jeszcze bardziej tańczyć w ich rytmie.

Właśnie takie porównanie nasunęło mi się, gdy czytałam „Legendy gorzowskie” Andrzeja Waleńskiego. Tematy bliskie, lubiane, tytuły zachęcające: „O Parku Róż”, „O schodach donikąd”, „Gorzowskie smoki”, „Katedra gorzowska”. Parę legend autor dołożył sam, opowiadając o ludziach: Papuszy, Janie Korczu, Edwardzie Jancarzu, ks. Witoldzie Andrzejewskim. I mogłaby to być całkiem udana książka, gdyby te teksty... dało się czytać. A tych się po prostu nie daje.

Autor chciał napisać wiersze, a ułożył zaledwie rymowanki. Dominują rymy tzw. częstochowskie, czyli gramatyczne: ruszała / miała, mknęły / stanęły, grali / brali albo równie prymitywne: kapitana / rana, świecie / kobiecie.  

Na przykład jedna zwrotka z legendy o Papuszy:

Szczupła była, śliczna, zdrowa,

do śpiewania wciąż gotowa.

W tańcu pięknie się ruszała,

długi, gruby warkocz miała.

Wszystkie teksty mają formę regularną: cztery wersy w zwrotce, każdy wers ośmiozgłoskowy, rymy albo pierwszy z drugim i trzeci z czwartym, albo pierwszy z trzecim i drugi z czwartym. Monotonnie, bez pomysłów.

A najgorsze, że w tych opowieściach nie ma za grosz poezji, uroku czasu, oddalenia, legendy. Autor jest do bólu konkretny, rzeczowy, operuje sloganami.

Z ballady o Zacharku:

W sześćdziesiątym piątym roku

praca jego sens straciła,

Gorzów kwitł, widziałem z boku,

był potencjał w nim i siła,

a na moście kolejowym

zbudowano pierwszą kładkę,

przedsięwzięcie było nowe,

to wiązało się ze spadkiem

uczestników tej przeprawy...

Forma regularnego wiersza, jaką wybrał Andrzej Waleński, narzuca mu takie ograniczenia, których nie umiał przezwyciężyć. Gubił się w znaczeniach i logice. Oto fragment „Legendy o Jeziorze Błotnym”:

Jedna z legend tak głosiła:

Ma głębokość idealną,

bo by ona pomieściła

nawet wieżę katedralną

która zagrożona była,

kiedy czarownice żyły,

bo spływała od niej siła,

z którą one wciąż walczyły.

Co oznacza „ona”: legendę? głębokość? a może wieżę? Co z tego czytelnik może zrozumieć?

Dlaczego Andrzej Waleński uparł się, aby zapisać te legendy wierszem? Jestem przekonana, że gdyby opowiedział  je tak, jak się opowiada dzieciom lub wnukom, zachowałyby swój cały urok. Niestety, nie każdy jest poetą.

*

Tom legend kończą trzy piosenki o Gorzowie. Teksty aż do bólu tradycyjne. Muzykę skomponował Jan Markuszewski, który starał się nadać im nieco urody ciekawą linią melodyczną. Jednak tak bardzo ograniczała go rytmika strof narzucona przez autora tekstu, że małe są szanse, aby się przyjęły. A szkoda, bo oryginalne gorzowskie piosenki bardzo by się nam przydały.

*

Promocja „Legend gorzowskich” odbyła się w gmachu głównym biblioteki. Stoliki na połowie sali były zarezerwowane, bo wielu gości autor zaprosił. Przyszli. Przyszło także dużo osób zachęconych promowanym tytułem. Wiersze czytał uzdolniony aktor Teatru im. Juliusza Osterwy - Bartosz Bandura. Aż przykro było patrzeć, jak się kurczył i zwijał, gdy przyszło mu czytać takie wiersze.

Sam autor wyglądał bardzo elegancko i sprzedał dużo egzemplarzy.

*

Jedynym niezaprzeczalnym walorem książki są rysunki Zbigniewa Olchowika. A zrobił ich ok. 70, czyli bardzo dużo. Na niektórych prawdziwie odwzorowane są miejsca i oblicza ludzi, na innych z poetycką mgiełką. Na okładce prawdziwe nabrzeże Warty z katedrą i wiaduktem z niszami, nieco przesłonięte żaglowcem z tajemniczym zamkiem na żaglu. Ten żaglowiec ma nazwę „Legere”, czyli z łacińska zachęcającą do czytania. Nie! „Legendy gorzowskie” można tylko oglądać. Czytania nie zalecam. Podobnie jak nie polecam muzyki disco polo.

*

W bibliotece odbyła się huczna promocja książki. Autor był szczęśliwy. Ale nie przekazał ani jednego egzemplarza dla czytelników. I niech już tak zostanie. 

***

Andrzej Waleński, „Legendy gorzowskie”, il. Zbigniew Olchowik, Wydawnictwo „Poligraf” Brzezia Łąka, bez roku wydania, 112 s.