W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Hugona, Piotra, Roberty , 29 kwietnia 2017

ŻUŻLOWY KOMENTARZ: Nie można mówić o przypadku

2017-04-18

Czarny scenariusz z 2015 roku, kiedy to gorzowscy żużlowcy, jako obrońcy mistrzowskiego tytułu, rozpoczęli sezon od sześciu porażek w tym sezonie na pewno się już nie powtórzy.

medium_news_header_18144.jpg

Wygrana gorzowian w Toruniu 46:44 dla wielu jest niespodzianką, ale dla wielu nie stanowi zaskoczenia. I to nie tylko ze względu na poziom prezentowany przez podopiecznych trenera Stanisława Chomskiego na początku sezonu, lecz klasę rywala. Torunianie personalnie nie należą do słabeuszy ligi, ale też nie są faworytem rozgrywek. Owszem, mają potencjał, lecz dużo musi upłynąć wody w Wiśle zanim menadżer Jacek Gajewski wyciśnie z zespołu ostatnie soki. To jest jednak zmartwienie wicemistrzów Polski.

My skupmy się na gorzowianach. Stalowcy jechali do grodu Kopernika z jasnym celem: wygrać! I cel ten realizowali bardzo konsekwentnie od pierwszych wyścigów. Po pierwszej serii, czyli czterech startach, tracili tylko dwa oczka do gospodarzy, mając już za sobą połowę startów juniorów. A przecież nikogo nie trzeba przekonywać, że póki co ta formacja jest najsłabsza w zespole. Dlatego przegrywając podwójnie drugi wyścig i broniąc niewielką różnicę punktową w dwóch kolejnych startach już na początku spotkania żółto-niebiescy znaleźli się w bardzo korzystnej sytuacji.

Druga seria nie była jednak udana. Rozczarowali zwłaszcza Niels Kristian Iversen oraz Krzysztof Kasprzak. Nie mogą oni na przyszłość przegrywać podwójnie wyścigów, i to z przeciętną parą rywali. Tak stało się w piątym biegu, w którym Kasprzak w ogóle nie podłączył się do walki, a Duńczyk narobił masę prostych błędów na dystansie. Po siedmiu biegach mieliśmy cztery oczka różnicy, co nie stanowiło jeszcze problemu. Czas na odrabianie tych strat miał przyjść w trzeciej serii, w której układ biegów był korzystny dla gorzowian. Nie udało się jednak tego wykorzystać. Z trzech pod rząd remisów bardziej zadowoleni byli torunianie. Chyba jednak aż zanadto, bo nie spodziewali się zdecydowanego ataku stalowców w czwartej serii. To był przełom, po którym stało się jasne, że to goście pierwsi wyjdą na prostą finiszową. Dwie podwójne wygrane, przy jednej porażce 2:4 spowodowało, że przed wyścigami nominowanymi Cash Broker Stal prowadziła 40:38. Ważniejsze w całej taktycznej układance było to, że mogła ona skorzystać z czterech liderów. Torunianie zaś nie mieli zbyt wielu indywidualności i od razu mogliśmy o tym przekonać się w 14 biegu, wygranym przez Przemysława Pawlickiego, który wyprzedził Chrisa Holdera, Nielsa Kristiana Iversena i Michaela Jepsena Jensena. W tym momencie było praktycznie wszystko rozstrzygnięte, choć w żużlu cuda również się zdarzają.

I taki cud o mało by się nie zdarzył. W wyniku błędu Bartosza Zmarzlika. W sytuacji, kiedy nasza para jechała na podwójnym prowadzeniu nie należało poddawać się emocjom. Atak Grega Hancocka na jadącego na drugiej pozycji Zmarzlika był twardy, ostry, na pograniczu faulu. Jak zresztą potem wypowiedział się szef żużlowców sędziów Leszek Demski to Amerykanin powinien zostać wykluczony. Trzeba jednak pamiętać, iż nie każda sytuacja jest jednoznaczna i czytelna. Czasami bywają takie, że jeden sędzia podejmie inną decyzję niż jego kolega z sąsiedniej wieżyczki. Tomasz Proszowski, może pod wpływem publiczności, uznał, że więcej w zdarzeniu zawinił Zmarzlik i wykluczył gorzowianina. Dorzucił również niezrozumiałe ostrzeżenie dla Martina Vaculika za utrudnianie startu, co miało ujarzmić Słowaka w powtórce.

Nie zmienia to faktu, że brązowy medalista indywidualnych mistrzostw świata nie powinien wdawać się w twardą walkę z Hancockiem, bo każdorazowo jazda na ,,żyletkę’’ niesie w sobie ryzyko. A podejmowanie w tym przypadku aż tak dużego ryzyka było zbędne. Oczywiście, inaczej całość ocenia się z wysokości trybun, inaczej z poziomu zawodnika. Zwłaszcza, kiedy pod kaskiem kryje się bardzo ambitny sportowiec. Dobrze, że Vaculik w powtórce zachował zimną krew, nie wdał się w ostrą walkę z Amerykaninem i pewnie dowiózł dwa oczka dające zwycięstwo gościom. Gdyby nie wykluczenie Zmarzlika ta wygrana byłaby bardziej okazała.

Wniosek: w zwycięstwie gorzowian nie było przypadku. Piątka seniorów Cash Broker Stali na obecnym etapie sezonu jest zdecydowanie lepsza od piątki seniorów Get Well. Dlatego różnica punktowa na poziomie juniorów (8:2 dla torunian) nie mogła zmienić końcowego rozstrzygnięcia. A przecież w ekipie trenera Chomskiego dalej są widoczne rezerwy. Szczególnie u Kasprzaka i Iversena. Oczywiście, nie zawsze na tak wysokim poziomie jak w Toruniu pojadą Vaculik oraz Pawlicki, ale pamiętajmy jeszcze o rezerwach taktycznych. Na Motoarenie trener Chomski nie skorzystał z takiej możliwości, bo i nie miał za bardzo kiedy, ale na innych torach kto wie, czy dzięki takim rezerwom stalowcy nie będą inkasować kolejnych punktów…

Robert Borowy