W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Leoncjusza, Michała, Renaty , 23 maja 2018

Woffinden straszy, Lindgren liderem, Zmarzlik najlepiej w karierze

2018-05-14

Długo musieliśmy czekać, ale się doczekaliśmy. Wystartował tegoroczny cykl Grand Prix na żużlu, którego jedna odsłona odbędzie się także w Gorzowie.

medium_news_header_21750.jpg

Ale to dopiero w sierpniu, a na razie powróćmy jeszcze do minionej soboty. Stadion Narodowy, dzisiaj noszący nazwę PGE Narodowy, po raz czwarty gościł najlepszych żużlowców świata i ponownie turniej cieszył się ogromnym zainteresowaniem kibiców. Według zapewnień organizatorów sprzedano wszystkie bilety (55 tysięcy), choć widać było trochę wolnych miejsc. Wynikało to zapewne z faktu, że nie wszyscy ostatecznie dojechali do stolicy, wcześniej zakupując jednak karty wstępu przez Internet. Nie zmienia to opinii, że warszawska runda Grand Prix ponownie przebiła swoim zainteresowaniem wszystkie inne, szczególnie w Cardiff, gdzie jest dużo większy stadion i do chwili, kiedy nie rozgrywano zawodów w Warszawie, zawsze miał najwyższą frekwencję.

Sportowo jednak sobotni turniej nie należał do idealnych. Trudne warunki torowe oraz twarda walka była przyczyną wielu upadków. Aż czterech zawodników doznało urazów i niektórych czeka przynajmniej kilkudniowa przerwa w startach. Jak choćby Emila Sajfutdinowa, który po starciu z Krzysztofem Kasprzakiem. Po szczegółowych badaniach okazało się, że Rosjanin jest mocno poobijany. Na plecach i prawym biodrze ma mocnego krwiaka i na razie nie może jeździć, ale zapewnia, że w piątek powinien pojawić się w meczu PGE Ekstraligi z Get Well w Toruniu. Problemy ma także Nicki Pedersen. Nie tylko z połamaną jedną z kością w dłoni, ale i z kręgosłupem. Na razie odstawił on motocykle i o powrocie na tor zacznie myśleć po kilkudniowym odpoczynku. Urazy Przemysława Pawlickiego i Patryka Dudka nie były na szczęście poważne, bo obaj już pojechali w niedzielę w różnych zawodach. Nie zmienia to oceny, że niektórzy zawodnicy trochę narzekali na nawierzchnię toru, która chwilami mocno się porozrywała. Na tor nie narzekał zwycięzca zawodów Tai Woiffinden, który stwierdził, że w mistrzostwach świata tory nie powinny był gładkie jak stół.

- Nic złego nie powiem na tor, poza tym, że był trudny - mówił po dekoracji Brytyjczyk. - Wszystko poszło bardzo dobrze choć, szczerze mówiąc, nie czuję się jeszcze idealnie na motocyklu. Nadal możemy mówić o początku sezonu, bo choć w Polsce tej jazdy już trochę  było, to w Szwecji mieliśmy dopiero pierwszą kolejkę. Skoro jednak wygrywam Grand Prix, nie będąc jeszcze w 100 procentach przygotowany do ścigania, to oznacza, że ​​szykuje się ekscytujący dla mnie sezon – podkreślił Woffinden, dla którego to już druga wygrana w polskiej stolicy. Wcześniej triumfował w 2016 roku.

Drugi w Warszawie był Maciej Janowski i powtórzył swoje osiągnięcie sprzed roku. - To był bardzo ciężki wieczór, dużo z mechanikami pracowaliśmy przy sprzęcie, ponieważ mieliśmy problemy ze sprzęgłem. W końcu udało się uporać z kłopotami i w końcu motocykl zaczął działać naprawdę dobrze. W finale mogłem pojechać trochę szerzej, choć i Tai i Fredka byli bardzo szybszy. Uważam, że to był dobry dla mnie turniej – dodał wrocławianin.

Dla wielu faworytem był Fredrik Lindgren, który ten sezon ma na razie wyśmienity. – Każdy z nas, kiedy jest w finale, zawsze chce wygrać, ale jestem bardzo dumny z siebie i chciałbym w pozostałych rundach Grand Prix tak jeździć. Zbierałem punkty we wszystkich wyścigach i jestem bardzo zadowolony z uzyskanego rezultatu – stwierdził Szwed, który co prawda stanął na najniższym stopniu podium, ale został liderem cyklu z dorobkiem 16 punktów.

Gorzowscy kibice najmocniej trzymali kciuki za Bartoszem Zmarzlikiem. – Zacząłem swoje występy w Grand Prix najlepiej w karierze – krótki skwitował start w Warszawie, choć nie mógł być do końca zadowolony. Faktem jest, że w 2016 roku w Krsko na inaugurację ,,brązowego’’ dla siebie sezonu wywalczył osiem punktów, rok później sześć, teraz ma ich po pierwszej rundzie dziewięć. W Słowenii nie dane mu było także ani razu pojechać w półfinale, teraz sezon zaczyna od awansu do najlepszej ósemki. Z drugiej strony był to dla niego najsłabszy punktowo występ na PGE Narodowym, nie licząc oczywiście 2015 roku, kiedy był rezerwowym i pojechał tylko raz, wygrywając zresztą tamten bieg. Jako stały uczestnik SGP Zmarzlik w 2016 rok wywalczył dziesięć punktów, a przed rokiem o dwa więcej. Jak jednak zwrócił uwagę w trakcie rozmów z dziennikarzami, zrobił wszystko co w jego mocy, żeby uzyskać najkorzystniejszy wynik.

– Na tyle mnie było dzisiaj stać i nic już nie zmienię. Jutro jest nowy dzień, myślę o kolejnych startach – krótko podsumował, a kibice zebrani na stadionie zgotowali mu owację po ostatnim wyścigu za ambicję, jaką wykazał w walce o awans do finału. Skończyła się ona dla żużlowca Cash Broker Stali upadek zaraz za linią mety, na szczęście bez żadnych konsekwencji. Kolejny start czeka nas już 26 maja w Pradze, gdzie odbędzie  się ANLAS Czech SGP.

Robert Borowy

Klasyfikacja mistrzostw świata po I turnieju: 1. Fredrik Lindgren (Szwecja) 16, 2. Tai Woffinden (Wielka Brytania) 15, 3. Maciej Janowski (Polska) 13, 4. Artiom Łaguta (Rosja) 13, 5. Patryk Dudek (Polska) 10, 6. Chris Holder (Australia) 10, 7. Bartosz Zmarzlik (Polska) 9, 8. Matej Zagar (Słowenia) 9, 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) 8, 10. Greg Hancock (USA) 8, 11. Krzysztof Kasprzak (Polska) 7, 12. Jason Doyle (Australia) 5, 13. Niels-Kristian Iversen (Dania) 4, 14. Przemysław Pawlicki (Polska) 3, 15. Nicki Pedersen (Dania) 2, 16. Craig Cook (Wielka Brytania) 2, 17. Maksym Drabik (Polska) 2, 18. Bartosz Smektała (Polska) 2.