W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Maury, Milany, Tomasza , 22 września 2018

Ledwo zdał egzamin a już błyszczy na żużlowych torach

2018-07-10

W bardzo bogatym już skarbcu gorzowskiej Stali nieoczekiwanie znalazł się kolejny medal rangi mistrzostw świata za sprawą najmłodszego zawodnika żółto-niebieskich.

medium_news_header_22252.jpg

Świeżo licencjonowany gorzowski 15-latek Mateusz Bartkowiak czasami jeździ też w klasie 250 cc i parę dni temu w Toruniu wywalczył wicemistrzostwo świata. Przegrał jedynie z Niemcem, Benem Ernstem. Brązowy medal wywalczył Szwed Philip Hellstroem-Bangs, który powtórzył sukces sprzed roku. Co ciekawe, jest on podopiecznym byłego żużlowca Stali, Roberta Flisa.

Mateusz Bartkowiak przyznał po toruńskim finale, że rozkręcał się powoli i naprawdę trudno mu było powalczyć o mistrzostwo, gdyż nie dysponował aż tak dobrą bazą sprzętową jak niektórzy inni zawodnicy. Szczególnie triumfator mistrzostw, ale srebrny medal to wielki sukces, kolejny zresztą w karierze tego chłopaka, który już na minitorach błyszczał i zdobywał medale.

Na temat Mateusza mieliśmy już okazję pisać, zaznaczając że swoimi pierwszymi jazdami na dużym torze wzbudził spore zainteresowanie wśród obserwatorów. Nie brakuje opinii, że jest to talent na miarę Bartosza Zmarzlika, co zresztą udowodnił już w kilku występach w młodzieżowych imprezach, bo tylko w takich może na razi jeździć. Wielkim wyczynem było zakwalifikowanie się do finału młodzieżowych indywidualnych mistrzostw Polski. Na trudnym torze we Rawiczu wychowanek Cash Broker Stali zajął drugie miejsce za kolegą klubowym Alanem Szczotką. I pomimo już wielu znakomitych występów Mateusz mówi o sobie, że nie jest jeszcze żużlowcem. - Od małego lubiłem jeździć na motocyklach i robię to co kocham, a do żużlowca sporo jeszcze mi brakuje – mówi skromnie.

Na dużym torze trenuje on pod okiem trenera Piotra Palucha od trzech sezonów. Mówi, że nie myśli o przyszłości, a jedynie o każdym kolejnym starcie. Chce się uczyć, poznawać tory i w pierwszej kolejności traktować jazdę jako zabawę.

- Jak jechałem na egzamin licencyjny do Grudziądza myślałem tylko o tym, żeby go zdać. Potem jak zacząłem jeździć na zawody każdorazowo myślałem tylko o danej imprezie. I tak jest nadal. Nie wybiegam w przód, bo to nic mi nie daje. Ważne jest zbieranie doświadczenia, uczenie się na własnych i rywali błędach – uważa.

Najbardziej lubi jeździć w Gorzowie i Pile. Jego idolami są Martin Vaculik i Bartosz Zmarzlik. Tego pierwszego docenia za całokształt, natomiast drugiego za technikę jazdy. I przyznaje, że chciałby chociaż w dziesięciu procentach jeździć tak jak czyni to Zmarzlik. – To jest zawodnik najwyższej klasy światowej. Dorównać mu będzie niezwykle trudno, ale będą do tego dążył – kończy.

Robert Borowy