W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Arkadii, Krystyna, Stanisławy , 13 listopada 2018

Słoweńcy pod wrażeniem jazdy Zmarzlika. Mocno trzymają kciuki

2018-09-11

Ostatni turniej Grand Prix w słoweńskim Krsko z jednej strony mocno rozczarował, z drugiej mógł zadowolić polskich kibiców.

medium_news_header_22722.jpg Martin Vaculik i Bartosz Zmarzlik po odprawie

Przypomnijmy, że triumfatorem zawodów został Patryk Dudek, natomiast Bartosz Zmarzlik odrobił do prowadzącego w klasyfikacji przejściowej Taia Woffindena kolejnych siedem punktów i jego strata na dwa turnieje przed końcem mistrzostw wynosi dziewięć punktów.

- Teraz skupiam się na najbliższym finałowym meczu z Fogo Unią Leszno. Punktów nie liczę, choć wiem, ile tracę do Woffindena, ale też wiem, jaką mam przewagę nad grupą pościgową. Walka zapowiada się ciekawie – krótko kwituje Bartosz Zmarzlik.

Dla gorzowianina zawody w Krsko były bardzo ważne z kilku powodów. Po pierwsze musiał on bronić się przed atakami Macieja Janowskiego i Fredrika Lindgrena. Do kolegi z reprezentacji Polski nie tylko nic nie stracił, ale jeszcze zyskał dodatkowe dwa punkty i teraz ma nad nim dziesięć oczek przewagi. Do Szweda zaś stracił jeden punkt i także jego przewaga wynosi teraz dziesięć punktów. To ważne, bo w walce o medal lider Cash Broker Stali musi zwracać uwagę na grupę pościgową, a nie tylko na to co dzieje się przed nim. Choć oczywiście po turnieju w Krsko sytuacja na szczycie zrobiła się ciekawa. Zmarzlik jadąc do Słowenii wiedział, że to mogą być przełomowe zawody. I to jest ten drugi powód, dla którego był to ważny turniej. Odrobienie siedmiu punktów niczego nie rozstrzyga, ale nie zamyka także drogi do walki o mistrzostwo świata. Trzecim powodem, dla którego Zmarzlik miał prawo obawiać się sobotniego ścigania to tor w Krsko. Tor, na którym bardzo trudno się wyprzedza, a że jest on długi (388 metrów), to decydującym czynnikiem jest tutaj start i dojazd do pierwszego łuku.

 - Wszyscy wiemy, jak sobie przez ostatnie dwa lata radziłem w Krsko, dlatego ten dwunastopunktowy dorobek oceniam jako naprawdę dobry – mówił zaraz po ostatnim wyścigu nasz żużlowiec.

Oczywiście, kiedy jest się już w półfinale chciałoby się pojechać w finale. Niestety, w decydującym wyścigu gorzowianin trochę popsuł start, a dokładnie dojazd do łuku. Zresztą przyznał się do tego, nie kierując do nikogo żadnych pretensji. Swoją drogą Zmarzlik po zawodach tryskał humorem, widać było, że nie jest rozczarowany swoim występem, co należy uznać za dobry prognostyk przed dalszą rywalizacją.

- Ten tor jest niezrozumiały – kontynuował rozmowę z nami. – Tu jest tylko jedna ścieżka. Na każdym torze, chcąc się napędzić, wykorzystuje się głównie zewnętrzną część toru. Chciałem jechać szerzej i potem ścinać do małej, licząc że będę miał już odpowiednią prędkość. A tu było odwrotnie. Na drugim łuku traciłem prędkość i dystans. Cieszę się, że w tej sytuacji wychodziły mi starty. Może jeszcze nie wszystkie, ale bardzo ciężko pracuję nad tym elementem. I w tym sezonie jest zauważalny progres – podkreślił..

Bartosz Zmarzlik na stadionie im. Matija Gubca mógł liczyć na doping nie tylko licznie przybyłych polskich kibiców, ale także miejscowych.

- Uwielbiamy oglądać Zmarzlika na torze. Jeździ bardzo widowiskowo i skutecznie. Życzymy mu, by zdobył mistrzostwo świata – mówili wprost słoweńscy kibice, z którymi mieliśmy okazję wspólnie oglądać walkę i jednocześnie zamienić kilka słów. Kiedy usłyszeli, że przyjechaliśmy z Gorzowa od razu pozazdrościli nam, że możemy Zmarzlika oglądać u siebie na co dzień.

- Stal Gorzów jest u nas bardzo dobrze znana nie tylko z tego powodu, że Zmarzlik jest gwiazdą tej drużyny. Wszyscy pamiętamy, iż największe sukcesy w Polsce w barwach tego klubu odnosił nasz Matej Zagar. Teraz przeniósł się do Częstochowy, ale już tak dobry jak w Gorzowie nie jest. Szkoda, że kontuzja uniemożliwiła mu start w dzisiejszym Grand Prix – dodali.

A propos Zagara. Słoweniec ostatnio błyszczał na torze, lecz pechowy upadek w meczu z Cash Broker Stalą w Częstochowie zniweczył jego nadzieję na walkę o wysoką pozycję w końcowej klasyfikacji Grand Prix. Przed nim teraz trudna walka o pozostanie w cyklu. Pytanie też, kiedy wróci na tor? Jak się dowiedzieliśmy od jednego z jego członków z teamu wypadek pod Jasną Górą był naprawdę poważny i teraz trzeba uzbroić się w cierpliwość. – Nie wiemy, czy będzie to kilka dni, czy tydzień, a może dłużej. To określą lekarze – usłyszeliśmy.

Trzeba przyznać, że atmosfera na trawiastych wałach w Krsko było bardzo sympatyczna i choć na torze emocji było jak na lekarstwo, to jednak otoczka imprezy była wspaniała. Dlatego ci wszyscy, którzy czasami jeżdżą do Krsko mają mieszane uczucia. Z jednej strony mają już dosyć oglądania wyjątkowo nudnych zawodów, z drugiej niewiele turniejów dorównuje temu swoją atmosferą. Jak poinformowali działacze BSI, nadal są oni zainteresowani organizowaniem corocznie zawodów nad Sawą. A może być tak przemiennie z chorwackim Gorican i włoskim Lonigo? Bo to, że przynajmniej jeden turniej powinien odbywać się na południu Europy nikt nie ma wątpliwości.

Póki co, za dwa tygodnie czeka nas przedostatnia tegoroczna runda Grand Prix, która odbędzie się w Teterowie. Bartosz Zmarzlik liczy, że pójdzie mu tam przynajmniej tak jak w debiucie w 2016 roku, kiedy to zajął drugie miejsce. Swoją drogą już można się spodziewać najazdu gorzowskich kibiców na to dziewięciotysięczne miasteczko, które jest oddalone od Gorzowa o niespełna trzy godziny jazdy samochodem.

Tekst i foto: Robert Borowy