W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Bogusława, Jagody, Katarzyny , 22 marca 2019

Pamięci Edwarda Jancarza, żużlowca z Gorzowa

2019-01-11

Właśnie mija 27 rocznica śmierci Edwarda Jancarza. Zginął 11 stycznia 1992 roku, mając zaledwie 45 lat.

medium_news_header_6137.jpg

Był najwybitniejszym gorzowskim żużlowcem. Zawodnik Stali Gorzów w latach 1965-1985  i Wimbledonu Londyn w latach 1977-1983. 12 razy zdobywał medale mistrzostw świata, 11 razy zakwalifikował się do finału IMŚ. Był dwukrotnie indywidualnym mistrzem Polski, w 1975 i 1983, a w sumie zdobył blisko 30 medali w różnych krajowych mistrzowskich konkurencjach.Trzykrotny zdobywca „Złotego Kasku''. Jego największym jednak sukcesem był tytuł drugiego indywidualnego wicemistrza świata, zdobyty w latach, kiedy żużel na świecie znaczył znacznie więcej niż teraz.

Oto fragment książki „Życie na torze” opisujący kulminacyjny moment finału IMŚ 1968 roku:

„7 września 1968 roku. Dochodzi północ. Na stadionie Ullevi w Goeteborgu gasną wszystkie światła. Nagle olbrzymi reflektor rzuca snop światła na podium ustawione na murawie boiska. Jest puste. Na razie.

Spiker natężając głos ogłasza czterdziestotysięcznej widowni oficjalne wyniki zakończonych przed chwilą zawodów. Padają kolejne tytuły i kolejne nazwiska. Dobrze znane, choć nie wszystkie...

Najpierw na najwyższy stopień podium wskakuje reprezentant Nowej Zelandii Ivan Mauger. Mistrz świata. Otrzymuje laurowy wieniec i całusa od pięknej Szwedki wybranej w plebiscycie „Miss Speedway”. Po chwili z prawej strony Maugera pojawia się jego rodak Barry Briggs. Pierwszy wicemistrz świata. Wita ich gorąca owacja kilkudziesięcioosobowej grupy kibiców brytyjskich i grzecznościowe oklaski gospodarzy.

 I wreszcie na wolne miejsce na podium wchodzi nieśmiało ubłocony zawodnik z biało-czerwonym plastronem na piersiach. Edward Jancarz! Polska! Drugi wicemistrz świata!

 Wtedy stadion Ullevi zagrzmiał brawami. O wiele potężniejszymi i znacznie dłuższymi niż poprzednie. Co tam Mauger, co tam Briggs... Oni już przecież stawali na podium... Jancarz, to dopiero sensacja... Debiutant znalazł się na podium... Przecież Ove Fundin, pięciokrotny mistrz świata, bożyszcze miejscowych kibiców, w swym pierwszym finale IMŚ zajął ostatnie miejsce... Bili więc szczere brawa nieznanemu zawodnikowi z Polski...

 A on stał wpatrując się w ciemne trybuny i nie mogąc powstrzymać łez wycierał je ukradkiem razem z żużlowym pyłem... Nie zdążył się nawet umyć.

 Nikt się tego nie spodziewał. Nie liczyli przede wszystkim ci, którzy w ostatniej chwili postawili na niego, wystawiając go w eliminacjach IMŚ. Przecież jeszcze niedawno się leczył, powoli wracał do zdrowia i formy po kontuzji...

 Zwycięstwa w turniejach o Srebrny Kask oraz świetna postawa u progu sezonu sprawiły, że Edward Jancarz został powołany do składu kadry narodowej i znalazł się w gronie zawodników wytypowanych do udziału w IMŚ. Stało się tak także dlatego, że ze względu na słabą formę wycofano z kadry Podleckiego i Migosia. Utalentowany, ale niedoświadczony zawodnik z Gorzowa dostał więc swoją szansę... Szansę zdobycia cennych doświadczeń, które miały procentować w przyszłości... Tak przynajmniej uzasadniali ten wybór działacze żużlowej centrali. I tym sposobem Jancarz znalazł się w dwunastce zawodników z biało-czerwonym plastronem, którzy ubiegali się o awans do finału w Goeteborgu. Wystartował razem z Padewskim, Woryną, Majem, Wyglendą, Pociejkowiczem, Trzeszkowskim, Gluecklichem, Pytką, Jaroszewiczem i Waloszkiem…”

Zginął w chwili, gdy w gorzowskim hotelu Mieszko na dorocznym balu Mistrzów Sportu bawili się najwybitniejsi sportowcy regionu. Jego tam już nie było… Nie został nawet zaproszony. Pogubił się za metą, zatracił, nie mógł się odnaleźć, odtrącał pomocne ręce wyciągane do niego, a te na które być może czekał się nie pojawiały… Im bardziej oddalał się od żużlowego toru, tym mniej było w nim człowieka ze Stali… Był jednak i pozostał żużlowcem z Gorzowa.

Jan Delijewski

Fot. archiwum