W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Bony, Horacji, Jerzego , 24 kwietnia 2019

Żużlowa PGE Ekstraliga odkryła pierwszych bohaterów

2019-04-08

Pierwsza żużlowa kolejka w PGE Ekstralidze przyniosła sporo emocji. Nie wszędzie, ale start najdroższej ligi świata można uznać za udany.

medium_news_header_24492.jpg

O meczach w Zielonej Górze, gdzie Stelmet Falubaz gładko pokonał Get Well Toruń (53:37) i Lesznie, gdzie Fogo Unia wygrała z Betard Spartą Wrocław 50:40 można napisać, że się odbyły. Były to tak naprawdę jednostronne widowiska, w których dominacja gospodarzy nie podlegała dyskusji. W Zielonej Górze miejscowi nokautujący cios wyprowadzili w biegach nominowanych, które wygrali 10:2, stąd tak duża różnica punktowa na koniec spotkania. W Lesznie z kolei gospodarze rozpoczęli od dwóch podwójnie wygranych wyścigów, potem zwiększyli różnicę do 18 punktów (39:21). Wrocławianie głównie za sprawą świetnego Taia Woffindena dopiero w końcówce odrobili nieco strat i osiągnęli przyzwoity w sumie rezultat, biorąc pod uwagę przebieg meczu.

Zdecydowanie więcej emocji mieliśmy w piątek w Częstochowie. Skazywana na klęskę truly.work Stal Gorzów do ostatniego biegu walczyła o remis, ale nie udało się pokonać w 15 biegu fenomenalnie jeżdżącego lidera forBet Włókniarza Leona Madsena. Jak wiadomo, w naszym zespole świetnie pojechali Anders Thomsen i Bartosz Zmarzlik (zdobyli po 13 punktów). Reszta rozczarowała, choć w pojedynczych wyścigach podobać się mogli Szymon Woźniak i Rafał Karczmarz. Najgorszy mecz od 1 maja 2016 roku w rozgrywkach ligowych zaliczył z kolei Krzysztof Kasprzak i jego punktów zabrakło do tego, żeby wywieźć spod Jasnej Góry zwycięstwo albo przynajmniej remis.

- Szykowaliśmy się na bardziej twardszy tor, ale gospodarze zrobili przyczepniejszą nawierzchnię czym zaskoczyli szczególnie Kasprzaka, który obwinia się za wynik – mówi trener gorzowian Stanisław Chomski. - Był to mecz błędów, ale walczyliśmy do końca. Trudno było wcześniej wprowadzić kogoś na rezerwę taktyczną, gdyż nasi zawodnicy prezentowali jeszcze kameleonową formę. Pomimo porażki utarliśmy nosa niektórym, ponieważ były dobre fragmenty meczu w naszym wykonaniu. Podobał mi się Rafał Karczmarz, który po wypadku w trakcie Memoriału Edwarda Jancarza w Gorzowie jeszcze nie jest w pełni sił. Potrafił jednak pokazać Lindgrenowi swój charakter i nie dał się mu nawet wtedy, kiedy Szwed go wyprzedził. Takich jaskółek było u nas więcej. Szczególnie cieszę się z postawy Thomsena. Bez jego punktów Włókniarz zapewne by nas rozbił – podkreślił.

Anders Thomsen nie krył zadowolenia ze swojego debiutu w PGE Ekstralidze. Został uznany za najlepszego zawodnika meczu, co powinno go jeszcze bardziej zachęcić do cięższej pracy. Skoro mógł pojechać świetnie na częstochowskim torze, czemu nie miałby powtórzyć to na innych.

- To był rzeczywiście super debiut w polskiej ekstralidze. Motocykle miałem świetnie dopasowane, duża w tym zasługa jest moich mechaników. Komfortowo czułem się na torze, dlatego wszystko ułożyło mi się bardzo dobrze. Teraz już myślę o następnym meczu w najbliższy piątek w Gorzowie, gdzie pojedziemy przeciwko ekipie z Lublina – powiedział uśmiechnięty Duńczyk.

Jeszcze większe emocje mieliśmy w Lublinie, gdzie beniaminek PGE Ekstraligi Speed Car Motor  zmierzył się z MrGarden GKM Grudziądz. Goście przyjechali bez kontuzjowanego Artioma Łaguty, ale mogli stosować za niego zastępstwo zawodnika. Lublinie zaś nie mogli skorzystać z usług kontuzjowanego Grzegorza Zengoty, a do połowy maja nie będzie mógł startować Grigorij Łaguta. Jakby tego wszystkiego było za mało już pierwszym swoim starcie upadek zanotował Andreas Jonsson i został odwieziony do szpitala. Kompletnie rozbity Motor musiał za Szweda wysyłać do boju… juniorów.

Kiedy po sześciu biegach goście prowadzili już 21:15 wydawało się, że jest już po meczu, a jedyną niewiadomą będą rozmiary porażki gospodarzy. Ci jednak nic nie robili sobie z tego co się wokół nich działo i rozpoczęli szaleńczą pogoń za rywalem. Czynili to w imponującym i widowiskowym stylu, udowadniając, że nie nazwiska się liczą a serducho do walki. Dominowali w tym szczególnie Paweł Miesiąc, Dawid Lampart i junior Wiktor Trofimow. Ku wielkiej radości nadkompletu widzów na stadionie Motoru i rozpaczy grudziądzkich fanów gospodarze wygrali 49:41.

- Może ta moja jazda chwilami wyglądała na chaotyczną, ale taki mam styl. I zawsze walczę do końca bez względu na to, co się dzieje wokół – przyznał Paweł Miesiąc, który przez 12 lat nie startował w najwyższe klasie rozgrywek, a po powrocie do najlepszej ligi świata błysnął gświetną dyspozycją. Zdobył 9+1 punktów i był najbardziej widowiskową postacią spotkania.

Już w piątek Speed Car Motor przyjeżdża do Gorzowa. Zapewne z Andreasem Jonssonem w składzie, bo Szwedowi ostatecznie nic poważnego się nie przydarzyło. Ma mocno stłuczony nadgarstek. Pojedynek zapowiada się ciekawie, będzie zapewne na co popatrzeć, bo choć to wicemistrzowie Polski są faworytami, to lublinianie już pokazali, że niczego za darmo nie oddadzą.

Dodajmy jeszcze, że mecze pierwszej kolejki obejrzało z trybun 56 tysięcy widzów. Byłoby ich dużo więcej, gdyby stadion w Lublinie mógł pomieścić więcej niż dziesięć tysięcy widzów.

Robert Borowy