W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2019

Kto spada traci wielkie pieniądze i wpływy

2019-05-13

Nie mają ostatnio szczęścia do pogody żużlowcy, czego efektem było odwołanie aż trzech meczów piątej kolejki PGE Ekstraligi.

medium_news_header_24786.jpg Fot. Robert Borowy Żużel to niebezpieczny sport i wywieranie dodatkowej presji poprzez dziwne gry kuluarowe nie służy nikomu

W przypadku jednego z nich, Betard Sparty Wrocław z truly.work Stalą Gorzów można mówić otwarcie, że doszło do skandalu, bo mecz spokojnie mógł się odbyć w wyznaczonym terminie i to przynajmniej w dobrych warunkach. Dlaczego się nie odbył, dzisiaj nie mamy już wątpliwości. Wrocławianie czynili wszystko, żeby doprowadzić do jego odwołania i im to się udało, wystawiając przy okazji na pośmiewisko najlepszą ligę świata. To już jednak historia i pozostawmy ten temat ocenie kibicom, aczkowliek dobrze byłoby szybko wyciągnąć wnioski z tej lekcji.

W przypadku spotkań w Grudziądzu, gdzie miejscowy MrGarden miał walczyć z Get Well Toruń oraz w Częstochowie (forBet Włókniarz kontra Fogo Unia Leszno) decyzje Ekstraligi Żużlowej o wcześniejszym odwołaniu akurat były słuszne, bo tam prognozy nie pozostawiały wątpliwości, że w niedzielę będzie padało i to przez wiele godzin. Tak zresztą było, szczególnie w Grudziądzu. Pod Jasną Górę tej wody pojawiło się mniej, choć tam z przerwami padało już przed kilka dni i tor nie był w dobrym stanie.

Potrzeba przełożenia meczów spowodowała, że czeka nas mnóstwo emocji pod koniec tygodnia. Oby tylko tym razem dopisała pogoda. Gorzowskich kibiców interesuje szczególnie piątek, 17 maja, bo wtedy wicemistrzowie Polski pojadą z wrocławianami, ale nie na ich torze, ale własnym. To mocno zaskakująca decyzja, wynikająca jednak z porozumienia obu klubów. Taką zmianą terminów nie są zadowoleni kibice, zwłaszcza ci wybierający się do Warszawy na Grand Prix Polski.

- Kibice Stali i Bartka dziękują! – ironicznie pisze jeden z nich na portalu społecznościowym. - Zaje… decyzja, szczególnie dla tych co mają zarezerwowane hotele już od piątku w Warszawie. Takiego zniechęcenia żużlem w polskim wykonaniu jeszcze nigdy nie miałem… - dodał.

- Ta decyzja to jest dramat. Ja mam hotel od piątku i mnóstwo moich znajomych. Szkoda ze nasz klub się zgodził i nie wziął tego pod uwagę – napisał inny z fanów żużla.

Podobnych wpisów są dziesiątki i trudno dziwić się tym wszystkim, którzy teraz stanęli przed dylematem. Mają tak naprawdę dwa wyjścia. Odpuścić piątkowy wyjazd do Warszawy i związane z tym plany na rzecz meczu w Gorzowie lub trzymać się pierwotnego planu, ale wtedy prawdopodobnie nie obejrzą ciekawie zapowiadającego się pojedynku. Każdy musi rozstrzygnąć to w swoim kibicowskim sumieniu, przy czym wiadomo, że żadna decyzja nie będzie dobra.

Dlaczego wybrano akurat 17 maja? Powód jest prosty. Jest to termin rezerwowy dla meczu Betard Sparty z truly.work Stalą. Co prawda Ekstraliga Żużlowa pierwotnie wybrała dzień 14 czerwca, lecz to również była mocno kontrowersyjna data, gdyż tego dnia odbędzie się trening przed Grand Prix w Pradze. Ponadto, skoro coś zostało ustalone zimą, to należy się tego trzymać, a przynajmniej rozważyć. Zaskakującym było to, że Ekstraliga Żużlowa razem z wrocławskim klubem nawet nie zapytała się gorzowskiej strony, czy po pierwsze należy wcześniej odwołać mecz, po drugie, w jakim terminie należałoby zorganizować powtórkę?

Dlatego, rozumiejąc irytację kibiców, którzy zaplanowali sobie wyjazd do Warszawy już w piątek, należy zrozumieć sytuację, w jakiej znalazła się Stal. Gdyby władze klubu pozostały w tej awanturze bierne, to już do końca sezonu nikt nie liczyłyby się z tym klubem, a każde ich zdanie byłoby zapewne od razu ignorowane.  

PGE Ekstraliga, która przez ostatnie lata znacząco podniosła jakość rozgrywek, i to nie ulega wątpliwości, powoli jednak dochodzi do krawędzi przepaści, gdzie strona sportowa zaczyna być tylko ładnym opakowaniem bardzo ekskluzywnego towaru. Owszem to wszystko jest fajnie pokazywane w telewizji, ale gorzej jest w kuluarach. Tam trwa wojna o wpływy, bo za tym mogą pójść korzyści sportowe. Dla jednych klubów liczy się tylko medal i nie wyobrażają sobie oni innego rozwiązania, jak awans do play off. Inni chcą spokojnego zachowania bytu ligowego i z aptekarską dokładnością analizują każdy zdobyty lub stracony punkt. Każdy mecz zaczyna urastać do walki o wszystko.

Chwilami ma się ponadto wrażenie, że tu nie zawsze chodzi o sport. Liczy się raczej, kto kogo przechytrzy. Dlatego jedynym ratunkiem dla PGE Ekstraligi pozostaje jej szybkie poszerzenie, bo inaczej zespoły zaczną się zagryzać. Kto spadnie bowiem zostanie odcięty od wielkich pieniędzy, straci również wspomniane wpływy i przez to walka już idzie o ratowanie skóry. Dla przykładu w PGE Ekstralidze kluby z podziału środków telewizyjnych oraz od sponsora tytularnego dostają 2,5-3 miliona złotych, a w pierwszej lidze są to kwoty rzędu od 200 do 400 tysięcy złotych. Na skrajnie innych poziomach są dofinansowania z budżetów samorządów, w najsilniejszej lidze świata dużo wyższe są wpływy ze sprzedaży karnetów, biletów i pamiątek. Budżety tak znacząco się różnią, że zespoły na zapleczu PGE Ekstraligi nie mają szans zakontraktować tak naprawdę żadnego liczącego się w świecie żużlowca, co zresztą widać po tegorocznych składach w obu ligach. 

Miejmy nadzieję, że pogoda w piątek dopisze i uda się rozegrać mecz w Gorzowie, zaś w niedzielę czekają nas dwie inne powtórki, we Wrocławiu i Częstochowie. Z kolei w sobotę inauguruje wspomniane Grand Prix w Warszawie. Impreza zgromadzi na stadionie 50 tysięcy widzów. Miejmy nadzieję, że będzie to święto łączące żużlowe środowisko, zarówno działaczy, jak i kibiców.

Robert Borowy