W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Bernarda, Sabiny, Samuela , 20 sierpnia 2019

Żarty się skończyły. Stal musi wziąć się w garść

2019-06-10

W żużlowej PGE Ekstralidze rozpoczęła się runda rewanżowa. Na jej początek mieliśmy kilka ciekawych meczów, z których dla gorzowskich kibiców najważniejszy był ten rozegrany w niedzielę na ,,Jancarzu’’.

medium_news_header_25045.jpg Krzysztof Kasprzak w tym sezonie jeździ słabo, ale wciąż może jeszcze pomóc drużynie

Spotkanie truly.work Stali z Get Well Toruń tak naprawdę swój początek miało jeszcze w Toruniu 31 maja, a więc zaledwie dziesięć dni temu. To wtedy w połowie zawodów gorzowianie zaczęli się gubić, podali miejscowym tlen i w konsekwencji w ostatnich siedmiu biegach nie tylko roztrwonili wysoką przewagę, ale dali jeszcze rywalom komfort w postaci wywalczenie dziewięciopunktowej przewagi. Z miejsca postawiło to w trudnej sytuacji zespół przed spotkaniem rewanżowym, jeżeli chodzi o walkę o punkt bonusowy.

Niestety, wszystkie obawy się potwierdziły. Gorzowianie spotkanie rewanżowe ponownie zaczęli kapitalnie, w połowie zawodów prowadzili już 28:14, ale od ósmego wyścigu nie byli w stanie już niczego wygrać. Goście z kolei rozpoczęli powolne odrabianie strat i w sumie udało im się doprowadzić do ośmiopunktowej różnicy przed wyścigami nominowanymi. Ostatnie dwie odsłony zakończyły się remisowo i gorzowianie pozostali jedynie ze zwycięstwem, zaś bonus pojechał do Torunia. Ten dodatkowy punkt stracony w meczu z bezpośrednim rywalem o miejsce w dolnych rejonach tabeli na podwójną wartość. Bo przy równej liczbie punktów na koniec sezonu to Get Well będzie wyżej w tabeli, co oznacza, że trzeba teraz zdobyć o jedno oczko więcej.

To nie jest dobra informacja, bo torunianie są zespołem, z którym tak naprawdę stalowcy walczą o utrzymanie się w PGE Ekstralidze. Wszyscy mówiący jeszcze o play offach muszą jak najszybciej zrozumieć, że w tym sezonie wicemistrzowie Polski nie mają co marzyć o walce dającej im nadzieję na jeden z medali. Gorzowianie są po prostu słabo dysponowani i kto tego nie widzi, to albo nie chce widzieć, albo jest tak zapalonym kibicem, że ciągle wierzy w sportowy cud.

Oczywiście niezrozumiała jest stała niemoc zespołu w drugich fazach meczów. W tegorocznych rozgrywkach drużyny są tak wyrównane, że każda chwila słabości jest natychmiast wykorzystywana przez rywali. Jeżeli w gorzowskim teamie nie nastąpi wstrząs, to od 21 czerwca, czyli od wyjazdu na rewanżowy mecz do Grudziądza, żółto-niebiescy rozpoczną dramatyczną walkę o utrzymanie się w PGE Ekstralidze bez gwarancji pozostania w krajowej elicie.

Ktoś właśnie na jednym z portali społecznościowych napisał, iż Stal posiada w tym sezonie najbardziej ,,nijaką’’ drużynę od czasów jazdy w Gorzowie jeszcze Waldemara Walczaka i Dariusza Stenki, czyli od 1998 roku. Nie mogę się z tym zgodzić, bo tamten zespół długo walczył o play off i niewiele zabrakło do awansu, choć zaczął sezon od pięciu porażek. Natomiast można się zgodzić, że obecna Stal zaczyna pracować na najbardziej ,,nijaką’’ drużyną ostatnich lat i warto to natychmiast przeciąć. Nie wolno czekać na sportową katastrofę, bo przed zespołem pozostały już tylko bardzo ciężkie mecze. I do tego głównie wyjazdowe.

Przypomnijmy, że na dobry początek trzeba pojechać do Grudziądza i tam spróbować wywalczyć punkt bonusowy, czyli zdobyć 40 punktów. Potem stalowcy udadzą się do rozpędzonego Betardu Sparty Wrocław. I nie ma tutaj znaczenia, że gospodarze zapewne pojadą bez Taia Woffindena. Żeby podjąć tam walkę trzeba będzie wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Bo jak jeżdżą wrocławianie w osłabieniu wszyscy zapewne widzieli ostatnio w Lublinie. Jeżeli z tych dwóch spotkań wicemistrzowie Polski nie przywiozą żadnej zdobyczy, to po miesięcznej przerwie zaczną się tak strome schody, jakich jeszcze gorzowski żużel nie miał od chwili powrotu do PGE Ekstraligi. Nawet w 2015 roku, po serii sześciu z rzędu porażek. Żarty naprawdę się skończyły i trzeba wziąć się w garść, a wszelkie tłumaczenia odstawić na bok…

Robert Borowy

Fot. Bogusław Sacharczuk