W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Aleksego, Bogdana, Martyny , 17 lipca 2019

Każdy turniej Grand Prix to nowe rozdanie

2019-07-09

Uczestnicy tegorocznej edycji Grand Prix, podobnie jak ekstraligowe zespoły, udali się na kilkutygodniowy odpoczynek.

medium_news_header_25247.jpg

Za nami cztery tegoroczne rundy indywidualnych mistrzostw świata. Najbliższa czeka nas 3 sierpnia we Wrocławiu, ale już w przyszłym tygodniu w Rosji odbędzie się druga edycja Speedway of Nations, Rozgrywki te zastąpiły Drużynowy Puchar Świata. Więcej o tym napiszemy niebawem, natomiast teraz podsumujmy dotychczasowe cztery serie w wykonaniu najlepszych żużlowców świata.

Obserwując dotychczasowe zmagania w Grand Prix trzeba liczyć się z tym, co jest akurat bardzo pozytywne, że walka o medale będzie interesująca do ostatnich rund, a może nawet ostatniej w Toruniu. Obecnie na prowadzeniu znajduje się aż trzech żużlowców z jednakowym dorobkiem punktowym. Są to Emil Sajfutdinow, Patryk Dudek i Leon Madsen. Wszyscy mają po 47 punktów. Tuż za nimi ze stratą tylko trzech oczek są Bartosz Zmarzlik oraz Martin Vaculik, a szósty Fredrik Lindgren traci do liderów zaledwie pięć punktów. Wszyscy wymienieni zawodnicy to już naprawdę doświadczeni sportowcy, prezentujący wysoki poziom, dlatego już teraz można przypuszczać, że każdy z nich będzie w walce o medale do samego końca tegorocznego cyklu. A i kolejni w klasyfikacji mogą jeszcze włączyć się do tej walki. Wystarczą bowiem dwa bardzo udane turnieje i już można się wcisnąć do czołówki.

- Cykl Grand Prix składa się z dziesięciu rund, jest czasowo rozłożony na prawie pięć miesięcy. W tym czasie każdego zawodnika może spotkać różny los. Dzisiaj ktoś jedzie znakomicie, ale w lipcu czy sierpniu może borykać się z kłopotami i inni będą walczyli o zwycięstwo – mówił niedawno na naszych łamach Krzysztof Cegielski, były żużlowiec Stali Gorzów, obecnie menedżer Janusza Kołodzieja.

I właśnie przykład Kołodzieja pokazuje, jak szybko można wejść na szczyt, po czym z hukiem z niego zlecieć. W połowie czerwca w Pradze wychowanek tarnowskich Jaskółek dzielił i rządził, a w ostatnią sobotę w Hallstavik był cieniem samego siebie. Aż czterokrotnie przyjeżdżał do mety daleko za rywalami. Nadal jednak jest w grze o wysoką pozycję, bo 18 punktów można odrobić w sześciu turniejach. Pokazał to ubiegłoroczny wynik Zmarzlika, który po czterech turniejach tracił do lidera Taia Woffindena 29 punktów, a do drugiego Fredrika Lindgrena 18 punktów. Brytyjczyka już co prawda nie dogonił, ale Szweda i pozostałych sześciu rywali wyprzedził, sięgając po srebrny medal.

Dodajmy jeszcze, bo o tym często kibice lubią zapominać, że wszelkie dywagacje, statystyki biorą w łeb w momencie, gdyż żużlowcy każdorazowo wyjeżdżają na tor. Kolejnym tego przykładem jest właśnie Bartosz Zmarzlik. Tegoroczny dominator ligi szwedzkiej zawsze za Bałtykiem jeździ rewelacyjnie i skutecznie. We wcześniejszych sześciu turniejach Grand Prix każdorazowo zdobywał dwucyfrowe wyniki. Teraz, będąc faworytem przynajmniej do miejsca na podium, nie wygrał żadnego wyścigu. Początek jeszcze miał niezły, z trudnych pól startowych przywoził dwupunktowe zdobycze, ale od czwartej serii wszystko się posypało. W efekcie, ze skromnym dorobkiem ośmiu punktów, gorzowianin zajął siódme miejsce. Półfinał cieszy, ale liczą się punkty i tych trochę zabrakło, żeby być w pełni zadowolonym. Dobrze, że najgroźniejsi rywale Zmarzlika też mieli słabszy dzień i aktualny wicemistrz świata wciąż jest w grze o kolejny medal.

Warto jednak na przyszłość nie skupiać się na tym, że jak w zeszłym roku ktoś jeździł świetnie w drugiej fazie sezonu, to teraz po poprawieniu skuteczności w pierwszych turniejach ma mistrzostwo świata jak w banku. Krzysztof Kasprzak w tym sezonie w polskiej lidze również miał jeździć na ubiegłorocznym poziomie, a jak jeździ? Każdy widzi i zapewne to jest jedną z przyczyn, że wicemistrzowie Polski muszą drżeć o utrzymanie w PGE Ekstralidze zamiast przynajmniej bronić srebrnego medalu. W Grand Prix jest podobnie. Dzisiaj ktoś błyszczy, ale dwa tygodnie później ktoś inny może rozdawać karty. I nie mają tutaj większego znaczenia starty w przeszłości.

Robert Borowy

Fot. BSI

Klasyfikacja indywidualnych mistrzostw świata po czterech rundach: 1. Emil Sajfutdinow 47, 2. Patryk Dudek 47, 3. Leon Madsen 47, 4. Bartosz Zmarzlik 44, 5. Martin Vaculik 44, 6. Fredrik Lindgren 42, 7. Niels-Kristian Iversen 32, 8. Jason Doyle 30, 9. Janusz Kołodziej 29, 10. Artiom Łaguta 27, 11. Matej Zagar 27, 12. Max Fricke 27, 13. Maciej Janowski 24, 14. Robert Lambert 24, 15. Antonio Lindback 23, 16. Tai Woffinden 15, 17. Bartosz Smektała 10, 18. Oliver Berntzon 7, 19. Vaclav Milik 4, 20. Matic Ivacic 2.