W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Aureli, Malwiny, Zygfryda , 4 lipca 2020

Zaczęło się 65 lat temu od jednej wygranej

2020-03-18

Wszystko wskazuje na to, że tegoroczny sezon ligowy w żużlu rozpocznie się ze sporym opóźnieniem, liczonym być może nawet w miesiącach.

medium_news_header_27220.jpg Fot. archiwum Drugoligowe mecze w Gorzowie zawsze cieszyły się dużą popularnością wśród kibiców

Korzystając z dodatkowo danego nam wszystkim czasu zachęcamy do przypomnienia sobie… 1955 roku. Data nie jest przypadkowa bo to wtedy narodził się ligowy żużel w Gorzowie. Owszem, wcześniej, bo już w latach 1948-1951 odbywały się u nas trójmecze w ramach Poznańskiej Ligi Okręgowej, ale prawdziwe ściganie narodziło się w chwili przyjęcia Stali Gorzów w poczet drugoligowców. Nastąpiło to w momencie decentralizacji rozgrywek i powołaniu przez Główną Komisję Żużlową dwóch lig centralnych. Wcześniej była tylko pierwsza, od 1955 roku pojawiła się również druga.

Prawo do startu w pierwszej kolejności uzyskały cztery najsłabsze pierwszoligowe zespoły z poprzedniego sezonu – Górnik Rybnik, Ogniwo Łódź, Włókniarz Częstochowa i Stal Świętochłowice. Chęć jazdy wyraziło ponadto sześć nowych drużyn, w tym Stal Gorzów. Zanim podjęto taką decyzję, w naszym klubie rzetelnie rozważono wszystkie za i przeciw. Uznano, że skoro udało się już skonstruować trzy motocykle z własnymi silnikami (ZMG Gorzów), to trzeba spróbować pokazać się szerszej publiczności. Jak po latach opowiadał nestor gorzowskiego żużla Kazimierz Wiśniewski, tylko poprzez walkę z innymi zespołami można było rozwinąć szkolenie. I pewnego wiosennego dnia udał się on do Warszawy razem z prezesem klubu Zdzisławem Kołosiewiczem i wiceprezesem Stanisławem Guzkiem. Po trudnych rozmowach przekonali ówczesnego szefa sportu żużlowego Rościsława Słowieckiego do swojego pomysłu. Do ligi zostały zakwalifikowane jeszcze Ostrovia Ostrów i Stal Rzeszów.

Na przygotowania do sezonu praktycznie nie było czasu. Z dnia na dzień przyśpieszono tempo prac. W warsztacie nadal odbywały się prace nad budową kolejnych silników. Debiut kompletnego motocykla nastąpił na turnieju w Wągrowcu.

- Pojechałem tam z Tadeuszem Stercelem, mając jeden motocykl – tak w latach 90. wspominał Kazimierz Wiśniewski. – Startowaliśmy na zmianę, a gdy okazało się, że mam szansę wygrać, Tadek już zrezygnował. Egzamin wypadł znakomicie. Zająłem drugie miejsce, przegrywając przez defekt sprzęgła. Z tym było najgorzej i dużo nam wówczas pomógł jeżdżący w Warszawie Marian Kaiser, który przywoził różne części, w tym sprzęgła – dodał.

Skład Stali prezentował się wtedy następująco: Stanisław Kaiser, Tadeusz Stercel, Kazimierz Wiśniewski, Bolesław Pernalski, Stanisław Frącewicz oraz debiutanci Bronisław Rogal, Edward Pilarczyk i Jerzy Flizikowski. W trakcie sezonu doszli jeszcze dwaj zawodnicy zielonogórskiej Stali – Marian Zadoń i Kazimierz Juzala. Speedway na południu województwa przechodził poważny kryzys i tamtejsza Stal zawiesiła działalność sekcji żużlowej. Niestety, brakuje wiarygodnych danych na temat ilości ich występów ligowych w Gorzowie, ale warto o tych zawodnikach również pamiętać.

Z dużymi nadziejami i wątpliwościami czekano na początek rozgrywek, które dla gorzowian rozpoczęły się 29 maja 1955 roku. Ich pierwszym rywalem byli żużlowcy z Ostrowa, mający na koncie starty w najwyższej klasie rozgrywek w latach 1948-52, a nawet dwa medale – srebrny i brązowy.

Jak wspominają najstarsi kibice, było to spotkanie pod wieloma względami dramatyczne i choć rozegrano tylko dziewięć wyścigów, gdyż takie zasady wówczas obowiązywały, mecz trwał ponad trzy godziny. Zakończył się wygraną gości 29:21, dla których komplet dziewięciu punktów wywalczył doświadczony, 32-letni Albin Tomczyszyn. Dla debiutantów osiem punktów zdobył Wiśniewski, który jednocześnie pobił rekord toru, uzyskując czas 84,4 sekundy.

Na pierwszą i jedyną w sezonie wygraną zawodnicy i kibice musieli poczekać do 14 sierpnia, czyli pojedynku ze Stalą Świętochłowice, w szeregach której jedną z początkujących gwiazd był Stanisław Rurarz, stawiający pierwsze kroki jeszcze w Gorzowie. Korzystając z letniej pogody i wakacyjnego okresu, na stadionie pojawiło się cztery tysiące kibiców. Nie żałowali oni decyzji o przyjściu. Przez cały pojedynek walka była wyrównana i dopiero w końcówce gospodarze zapewnili sobie historyczną wygraną 28:24. Znakomicie pojechali Wiśniewski, Stercel (obaj po dziewięć punktów) oraz S. Kaiser (osiem). Po jednym punkcie dorzucili Pilarczyk i Rogal, natomiast z zerowym dorobkiem mecz zakończyli Flizikowski i Pernalski. Dla gości najwięcej, bo siedem punktów wywalczył Rurarz, Daniel Baron miał sześć, Wacław Andrzejewski i Franciszek Hudała po cztery, Bolesław Puper dwa i Roman Staneczko jeden.

W roku debiutu stalowcy okazali się być dostarczycielami punktów. Najważniejsze, że w ogóle wystartowali. Nabrali doświadczenia, które szybko zaczęło procentować, zaś kibicom sprawili sporo frajdy. Mecze, przynajmniej w Gorzowie, w kilku przypadkach były ciekawe i emocjonujące. Na stadion przy ul. Śląskiej zaczęły zajeżdżać sporego kalibru gwiazdy. Największą był indywidualny mistrz Polski z 1951 roku Włodzimierz Szwendrowski. Zawitał on do nas 12 czerwca i o ponad pięć sekund pobił rekord toru. Jego wynik 79,3 sek. przetrwał do listopada 1957 roku, a dwa tygodnie po występie w Gorzowie rozpoczął marsz po drugi tytuł najlepszego żużlowca Polski.

Zdarzało się, że nawet po wysokich porażkach nasi żużlowcy byli chwaleni. Jak choćby po pojedynku z Górnikiem Rybnik, przegranym różnicą aż 25 punktów. Dziennikarz ,,Gazety Zielonogórskiej’’ napisał, że ,,zawodnicy Stali, szczególnie Wiśniewski, Kaiser, Stercel i Flizikowski pojechali bardzo ambitnie, jednak gorsze maszyny przeszkodziły w uzyskaniu lepszych wyników.’’ Ten gorzowski sprzęt, pomimo intensywnych zabiegów, nie zawsze sprawdzał się w boju. Mechanik Czesław Rymsza dawał z siebie wszystko, lecz niewiele mógł. W efekcie nasi mieli sporo defektów, przy czym gwoli sprawiedliwości należy podkreślić, że umiejętnościami również odbiegali od rywali. Zauważyli to również dziennikarze rzeszowskich ,,Nowin’’, którzy po meczu ich Stali z naszą napisali: ,,Gorzowianie nie wykazali jeszcze specjalnych umiejętności, a w dodatku w każdym prawie biegu jeden z żużlowców gości odpadał wskutek defektu maszyny.’’

Rozgrywki wygrali żużlowcy Górnika Rybnik z dorobkiem 20 punktów. Tyle samo miała Sparta Łódź, a trzeci Włókniarz Częstochowa uzbierał o dwa oczka mniej. Czwarte miejsce przypadło Stali Rzeszów (12 pkt.), piąte Stali Świętochłowice (8), szóste Ostrovii (4) i siódme Stali Gorzów (2).

Robert Borowy